PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2008-07-24      
autor: Gacus,

Malezja i Singapur

ocena: 3.36przeczytano 196 razy


Relacje pochodzi ze strony www.globtroteria.pl.


Pierwsza relacja z Singapuru (5.VIII.2006)

Od kilkunastu już godzin jesteśmy w Singapurze. Klimat jak z równika (w końcu on zaraz za miedzą), wilgotność ok. 80-90%, na każdym kroku klima. Czy to autobus, metro, McDonald,czy riksza. Bez prysznica nie da się utrzymać pierwszej świeżości dłużej niż kwadrans. W tym momencie pada chyba monsunowy deszcz, ale może to być również zwykłe oberwanie chmury, it doesn't matter czy masz parasol, czy nie. Podróż minęła bez większych przygód, nie licząc faktu, że w poczekalni w Stambule okradli siedzącą przez kilka godzin tuż obok nas grupę Anglików. Na biednego nie trafiło. Nas nie ruszyli, zabrakło odwagi. W drodze, wiedząc, że na pokładzie są specjalni goście z Polski, pilot przeleciał zaraz nad dachami Stambułu i cieśniną Bosfor - zdecydowanie jeden z widoków MUST SEE na tej planecie. Singapur natomiast już po pierwszym zbliżeniu poraża swoją czystością - w końcu jest to FINE CITY. Kilkaset $ FINE za rzucenie na chodnik papierka, kolejnych kilkaset FINE za splunięcie. Na każdym skrawku zieleni, gdzieś w takich okolicach jak krakowskie Rybitwy, przycięte na milimetry klomby, zadbane skalniaczki. Tylko obok fast food'ów syf. Jest tych tutaj od groma, wszystkie pełne młodych Singapurczyków, z wypiekami na twarzy zajadających Double Whoopera z triple frytkami. Alternatywą zdecydowanie są uliczne garkuchnie, ryż z kurczakiem i warzywami już od 2 S$ (4 zł), spożywany na plastikowym krzesełku z domku dla lalek. W Cozy Guest House (11 $USD za noc/os/dwójka), który w sumie można polecić, spotykamy 2 chłopaków z Polski - jeden jutro rusza na stypendium do Indonezji (respect), drugi zamierza robić to samo tutaj na miejscu. Nasi sa wszędzie. Wieczorem ruszyliśmy na clubbing, choć szanse od początku były niewielkie, zabrakło drobnych na wypożyczenie Lamborghini, którym miejscowa "elita" podjeżdża pod modne lokale. Ludzie z kasą (a ich nie brakuje) próbują żyć na modłe zachodu, tylko trochę klasy brakuje. Reasumując, ruszamy zaraz w miasto, aby w kolejnej relacji przedstawić krótkie singapurskie portfolio, może uda się nawet zrobić jakieś zdjęcia ??? (wow, to byłoby coś) ;)

Singapur - FINE CITY
Malezyjskie PKP

Malezyjska wyspa (7.VIII.2006)

Jesteśmy na wyspach. A dokładniej na wyspie Perhantian. Podroż z Singapuru długa i męcząca, jakby Malezja była co najmniej Australią. 14 godzin w pociągu (sleeper, ale spać nie za bardzo się dało, coś jakby młot bez przerwy uderzało w podwozie, do tego tory w Malezji są równie krzywe, jak w Polsce) za 47 RIM (1RIM = 0,90 PLN), potem dzieloną taxi (45 RIM/3os/1,5h) do przystani, skąd łodzią (30 RIM/1h/os)) a la Miami Vice pomknęliśmy do raju. Przed wyprawą zaopatrzyliśmy się w tutejsze chyba egzotyczne owoce, bo nigdy wcześniej nie widzieliśmy ich w krakowskim Tesco, a do większości z nich nie wiedzieliśmy jak się zabierać. Liczi to nie pierwszyzna, ale reszta (NO NAME) nie tylko fajnie wygląda, ale i niebo w gębie. Fotki załączymy w swoim czasie, bo net tu cholernie drogi (20 zł/h). Po wylądowaniu na Long Beach ruszyliśmy szukać dachu nad głową. I faktycznie w dosłownym tego słowa znaczeniu znaleźliśmy tylko dach (coś a la chata wuja Toma, jeśli ktoś pamięta tę frapującą lekturę). Myślę, że warunki podobne do tych z obozów pracy we Włoszech, no ale za to piękne widoki wokoło. Cena chyba niezgorsza, 27 zł za chatkę. Mamy łóżko i tzw. fan, nic więcej w środku nie udało się stwierdzić, oprócz może dziurawej podłogi, przez którą wysypujemy piach naniesiony z odległej o całe 8 m plaży. Są też współspacze: Waran Leon i Jaszczurka Jadwiga.

Nasza Chatka Puchatka na Perhantianie

Poza tymi atrakcjami nuda: śnieżnobiały piasek, chylące się ku morzu kokosowe palmy, wszechobecne laguny pełne tęczowych rybek, "baby" rekinów, ukwiałów i wszelakiej maści rafy koralowej. Wzdłuż plaży rozłożyły się knajpki serwujące zimne Tiger'y (lokalne piwo) i kuszące wieczorem grillowanymi owocami morza. Dzień to już rutyna, pobudka o 10, śniadanie na plaży, a potem snoorkeling i polowanie na rekiny, itd. itp. No nic, pora wracać do naszej szarej codzienności, tym razem zapowiada się mała impreza na plaży w Palm Tree Club :) I znów Tiger'y... Pozdrawiamy wszystkich pracujących i odpoczywających, my tu też nie mamy lekko. W piątek rano ruszamy do Kuala Lumpur, jeśli się do tego czasu nie odezwiemy, nie martwcie się: te rekiny są wegetarianami, a przeszliśmy już też kurs łapania anakond (robimy z nich baloniki vide Shrek), więc w dżungli damy już radę przetrwać dłużej niż kwadrans! Malezja rulezzz!

Lost



strona: 1 | 2

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Malezja

Informacje o kraju: Malezja
Flaga - Malezja


  Singapur

Informacje o kraju: Singapur
Flaga - Singapur








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms