PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2008-07-24      
autor: Gacus,

Malezja i Singapur

ocena: 3.09przeczytano 196 razy


Petronas Towers czyli Kuala Lumpur (11.VIII.2006)

Jesteśmy w Kuala Lumpur. W naszym podróżniczym notesie czekają na wysłanie relacje z Wysp i Kota Bharu, ale na zasadzie VIP'owskiej wbija się przed nie parę zdań ze stolicy Malezji. Podroż do tego miejsca ze wschodniego wybrzeża trwa 7 godzin (30 RM) i prowadzi w większości przez środek kraju, po drodze pokroju zakopianki spod Pcimia. Mija się malownicze zakątki Półwyspu Malajskiego, po jednej stronie ciągną się tropikalne lasy ze swoją perłą - Parkiem Narodowym Taman Negara, po drugiej plantacje herbaty Cameron Highlands. Droga wcale nie przypomina pakistańskich bezdroży, jest świetnie oznakowana i utrzymana, a autobus nie jest zapuszczonym miejscowym "ogórkiem" z ceratą na twardych siedzeniach i stertą bagaży na dachu, więc jakże ciekawy i pasjonujący obraz wesołego autobusu pełnego handlarzy kukurydzą i kozami mija się znacznie z rzeczywistością. Ostatnie kilometry przed KL to osobliwa autostrada, która z racji swoich zakrętów posiada ograniczenia nawet do 50 km/h. Po wjeździe od razu czuć podniecenie związane z górujacymi nad miastem Petronas Twin Towers, jeszcze kilka lat temu najwyższymi budynkami na świecie (451,9 m), ukończonymi w 1998 r kosztem 1,9 mld US$. Wieże na prawdę robią wrażenie, miasto na wstępie dostaje wiec od nas większy kredyt niż na przykład Warszawa, mimo ze obie stolice pełne są mało gustownych, aczkolwiek sprzedających pyszne jedzenie bud z orientalnym jedzeniem. Je się tu wszędzie, my skusiliśmy się na rosołek z wołowiną z Hawker's Stall i na słodko-kwaśnego kurczaczka w warzywach. Delicious, choć Sanepid musiałby zamknąć całe to miasto. Zamieszkaliśmy w Travellers Lodge Kameleon, na przeciw Pudaray Station (pokoje od 28-30 RIM double, 39 RIM triple, generalnie schludnie i czysto, choć widok nie na wieże, tudzież morze, którego notabene tu nie ma, a na zamknięte podwórze, po którym od czasu do czasu przechadzają się szczury wielkości psów, a może to są psy ?:)) Miła niespodzianka spotkała nas, gdy w środku nocy udaliśmy się na sesję zdjęciową pod Petronas Towers, z drogi przejął nas Hindus z rodziną, niejaki Geef (?), który zaproponował nam stopa. Bez namysłu władowaliśmy się na tylnie siedzenie Alfy i obok 3 małych Hindusiątek kontynuowaliśmy naszą podroż. Geef zaprzeczył kolejnemu stereotypowi o bezczelnym, brudnym Hindusie, który istnieje w głowach niektórych z białasów. Jak z karabinu nawijał nam o KL (Kuala Lumpur oznacza "błotnisty zbieg rzek", średnia temperatura w mieście to 23-31 stopni, wilgotność 82%) i o swojej karierze w software biznesie, wywołując tym uśmiech politowania u skądinąd atrakcyjnej, siedzącej na przednim siedzeniu żony. Geef przejechał również przez rozrywkową dzielnicę (Golden Triangle), gdzie pokazał nam jak bawi się malezyjska bananowa młodzież i podstarzali byznesmeni, głównie z Europy, Stanów i Australii. Niech każdy sobie dośpiewa jak mogą bawić się niektórzy z tych panów w Azji... (vide Tajlandia).

Hindusi na poziomie - ale jaja!

Pod wieżami oczywiście wow,waw,wow wydobyło się z naszych gardeł, zdjęcie spod skybridge'a łączącego te 2 budynki to jest TO. Most zawieszony jest na 146 metrze, czyli 41 piętrze, zaraz idziemy sprawdzić jego wytrzymałość, ale chyba nam się nie uda, ilość biletów jest reglementowana jak papier toaletowy w latach osiemdziesiątych, a przecież jesteśmy na wakacjach i nie będziemy stali od bladego świtu pod kasą, gdzie wydają bezpłatne wejściówki... No nic, zobaczymy jak będzie.

Petronas Tower, bliźniaki

Sushi w domku dla lalek - Melaka (12.VIII.2006)

Jesteśmy w Melaka. Miasto jest żywym przykładem tego, że mocniejszy zjada słabszego, czyli kolonializmu. W XVI w. przejęli je Portugalczycy, wiek później łapę położyli na tym Holendrzy, a na koniec, w XIX w., pojawili się tu Brytyjczycy, którzy jak to Brytyjczycy uprzejmie, aczkolwiek bezczelnie zamienili nawet kościół w skład prochu. Zaraz zbieramy się dalej, w sumie miasto nie jest zbyt wielkie, stara i najładniejsza część to kilkanaście kolonialnych budynków, przypominających czasem Nowy Orlean, a niekiedy po prostu Melakę, zależy po ilu Tigerach jesteś i jak światowe masz obycie :). (Nie)wątpliwy urok dodaje wszechobecny róż, na który pomalowane są domy, orientalne lampiony zwisające z balkonów i kicz Made in China (vide Emaus na Salwatorze). Jednego Kraków może im pozazdrościć - zamiast kebabów przy ulicy Jamal Hang Jebat stoi masa budek z hinduskim, malajskim i chińskim jedzeniem. Wczoraj zaliczyliśmy prawdziwą wariację smaków. Oprócz satay'ow (kurczak marynowany w sosie i grillowany), naleśnika z kukurydzą i zupy won tong rozsiedliśmy się przy standzie rozmiarów domku dla lalek, serwującego wyśmienite japońskie sushi za wyśmienicie niską cenę. Mimo niskiej ceny przejedliśmy tam całą naszą kasę, bo zawsze mamy w kieszeni miejscową walutę na co najwyżej 15 minut do przodu. Vamos a Singapore, CU in Oz!

Sushi w domku dla lalek



strona: 1 | 2

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Malezja

Informacje o kraju: Malezja
Flaga - Malezja


  Singapur

Informacje o kraju: Singapur
Flaga - Singapur








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms