| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Polska | data dodania: 2008-08-03 |
|
autor: lbt, |
Wśród grążeli i żurawi, czyli rejs Kanałem Ostródzko-Elbląskim |
|
| ocena: 3.90 | przeczytano 250 razy |
Kanał Ostróda - Elbląg jest najdłuższym kanałem żeglownym w Polsce i jedynym tego typu na świecie. Rejsy statkami wycieczkowymi po kanale od niemal 100 lat cieszą się niezmienną popularnością.
Rejs możemy rozpocząć zarówno w Elblągu jak i w Ostródzie. To od nas zależy jaki kierunek wybierzemy, w jakiej kolejności czekają nas przewidziane atrakcje. W obu przypadkach będziemy mieli okazję zrelaksować się na górnym pokładzie statku, albo odpocząć i skorzystać z bufetu na dole. Cały rejs trwa 11 godzin, zdążymy więc nacieszyć się pobytem na urokliwym "Pingwinie" czy "Łabędziu".
Gdy rozpoczniemy wyprawę z Elbląga, płynąc w kierunku Ostródy, najpierw wpływamy na Jezioro Drużno. To prawdziwy raj dla miłośników dzikiej przyrody, ornitologów i botaników. Obszar jest ścisłym rezerwatem przyrody, porośniętym trzcinami i sitowiem. Znajdziemy tu całe pola przepięknie kwitnących roślin wodnych i gniazda rzadkich ptaków. Na pewno natrafimy na kaczki, perkozy i bociany, a może uda nam się zobaczyć i czaple czy żurawia. Płyniemy pogłębionym torem gdyż jezioro ma w najgłębszym miejscu zaledwie 3 metry głębokości.
Po kilku kilometrach wpływamy w równy kanał - tu dopiero rozpocznie się główny i najciekawszy etap rejsu - przeprawa pochylniami. Na górnym pokładzie zbiera sie coraz więcej ludzi - z daleka już widać kolo napędowe pierwszej pochylni - "Całuny". Wpływamy na podest z barierkami, załoga zeskakuje, przycumowuje statek i dzwoni w gong na znak, że możemy ruszać. Statek zostaje wciągnięty linami, napędzanymi siłami wody. Poruszamy się po szynach, na trawie, z prędkością 6 kilometrów na godzinę, przez prawie pół kilometra pokonujemy 13 metrów wysokości. Najbardziej stromo jest na pochylni w Oleśnicy - tu statek pokonuje 24,5 metrów na najkrótszym odcinku - 350 metrów. Są jeszcze 3 pochylnie - "Jelenie", "Kąty" i "Buczyniec" - w sumie pokonujemy niemal stumetrową różnice wysokości przez 9.6 kilometrów.
Przed nami spokojny, kilkudziesięciokilometrowy odcinek poprzedzielany śluzami. Rejs kończy sie w Ostródzie, ale możemy też zdecydować się na krótszą przeprawę, wybrać część trasy i wysiąść - lub dopiero wsiąść - na przystani Miłomłyn. Za dodatkową opłatą - 15 złotych - możemy autobusem wrócić do miejsca skąd zaczęliśmy przejażdżkę.
Statek kursuje w miesiącach letnich - od maja do września. I chociaż rejs nie jest tani - bilet normalny kosztuje 85 złotych, a ulgowy 65 - warto wsiąść na "Łabędzia" i tak jak kilkadziesiąt lat temu, udać się na wycieczkę odkrywając wciąż dzikie i trudno dostępne zakątki przyrody.
|
strona: 1
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|