PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2008-08-20      
autor: Gacus,

Chiny - kraj cnoty, prawa i sprawiedliwości

ocena: 3.29przeczytano 476 razy


Relacje pochodzi ze strony www.globtroteria.pl.


Chiny - kraj cnoty, prawa i sprawiedliwości (IX.2004)

Chiny - temat na czasie, w końcu po raz pierwszy, w ósmym dniu igrzysk, mamy szansą stanąć na podium. W 2004 roku człowiek w Chinach nie był bombardowany informacjami o olimpiadzie, na palcach jednej ręki można było policzyć Chińczyków, którzy coś po angielsku dukali, parę koszulek udało się jednak za grosze wytargować.

ZACZNAMY ROMANTYCZNIE I NASTROJOWO, CZYLI TAK, JAKI JESTEM:



No i jeszcze żenujący żart prowadzącego:
"- Co musi w życiu dokonać mężczyzna, aby stać się prawdziwym mężczyzną?
- Wybudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo.
- A co musi zrobić chiński mężczyzna?
- Adidasy, procesor i podkoszulek."
Dziękuje za uwagę :)

Taką rzeczywistość można zobaczyć w południowych Chinach, które eksplorowaliśmy przez dni kilka. Hale wielkości 5 razy takiej jak Tesco przy Kapelance, z nich chmarami wychodzący i wchodzący przez całą dobę wychudzeni Chińczycy, taka jest rzeczywistość Chin, taki jest koszt Waszych tanich zakupów! (moich z resztą też). Taka fabryka to tak na prawdę obóz pracy, łagr, trafić można tam za chociażby sprzedaż na czarnym rynku biletów na zawody debla łuczniczego. To się nazywa ciąć koszty pracy!

Do fabryki marsz


Przekroczywszy granicę wietnamsko-chińską, od razu natrafiliśmy na mur językowy. Prawie godzinę zajęło nam dogadanie się z właścicielem busa, aby zawiózł nas na kolejowy dworzec, dopiero malowanka z wagonikami i lokomotywą pozwoliła na nawiązanie kontaktu. Podaliśmy cenę w dolarach, bardzo dla nas korzystną (20 USD za 6 osób za 80 km), gość się zgodził, przy dojechaniu na miejsce podał swoją w juanach, 2 razy okazało się mniejszą! W bonusie dorzucił pomoc przy wymianie waluty w banku, w 2004 roku ciężko było w Chinach w banku cokolwiek obcokrajowcowi załatwić.

W pociągu do Nanning byliśmy traktowani jak kosmici, gdyby obok mnie siedział E.T., to pokazywano by mnie sobie palcami z taką samą częstotliwością co jego. Rodzice ciągnęli swoje dzieci, a dziadki swoje wnuki, aby tylko pokazać nas, taka okazja mogła się nie prędko powtórzyć. Co innego Pekin, a co innego Nanning, marna 1-milionowa wioska na południu bez dostępu do białych, tam znaleźliśmy aż jedną kobietę, która ledwie-ledwie mogła przetłumaczyć poniższy rysunek.

Nanning - dworzec  - sinolog poszukiwany!


W Chinach mają autostrady. To mogliśmy stwierdzić po przejeździe z Nanning do Guilin, ceny za przejazd autobusem z kelnerem w środku to jakieś 10 juanów/100 km (1 juan = 33 gr, więc dzielimy przez 3). Zresztą w 2004 roku mieli już prawie wszystko, teraz doszło im Ptasie Gniazdo, linia kolejowa do Tybetu i zapieprzające jak podwodne torpedy chińskie pływaczki - strach jechać do Chin!

Takimi busami poruszaliśmy się po Chinach




strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Chiny

Informacje o kraju: Chiny
Flaga - Chiny








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms