| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja |
data dodania: 2008-08-20
|
|
autor: Gacus, |
Chiny - kraj cnoty, prawa i sprawiedliwości |
|
| ocena: 5.00 | przeczytano 418 razy |
W Guilin nic nie ma oprócz salonów fryzjerskich, które za swoją fasadą kryją agencje towarzyskie, a jako że przyjechaliśmy tam o 2 nad ranem, to jedyni, którzy nas przywitali, to ekipa naciągaczy i żulów z miejscowego dworca autobusowego. Ruszyłem szukać transportu do Yangshou, to jakieś 2 godziny jazdy busem od Guilin, wydelegowano mnie jako znanego znawcę chińskich produktów i kierownika wyprawy. Po kilkudziesięciu minutach udało zrobić się deal, uważając w międzyczasie na latającą w powietrzu ślinę, którą podobno starają się w Chinach wyeliminować z publicznego życia. Niestety, ale pośrednik całego interesu postanowił pojechać z nami, wyobraźcie sobie 7 osób, 7 wielkich plecaków i 7 małych w takim pojeździe?? I jeszcze do tego jakiś chiński cieć?? Dostał dolara na następny środek transportu do Yangshou i bana na wstęp do naszego busa. Mnie przypadło miejsce z przodu, słyszałem, że z tyłu warunki jazdy były tragiczne, doszło do pierwszych niesnasek podczas tego wyjazdu.
Yangshou to takie polskie Zakopane, a ulica powyżej to takie Krupówki. Knajpa na knajpie, a w nich najlepsze chińskie żarcie za równowartość 5-10-15 zł, agencje, tym razem turystyczne, pandy tańczące kankana, chińskie tenisówki jedzące ci z ręki i inne tego typu atrakcje. Do tego milion straganów sprzedających wszystko co dusza zapragnie, rekord pobił kolega Bartek, który za porządny, chiński polar zapłacił jakieś 8 razy mniej niż cena wyjściowa i kilka razy mniej niż zapłaciłby w Polsce (jakieś 50 zł...?). To, co w Yangshou się robi, to jeździ po okolicach na górskich rowerach (10 Y/dzień/żadnych dokumentów). Poniżej galeria zdjęć z takiego dnia:
|
strona: 1 | 2 | 3
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|