| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja | data dodania: 2008-08-27 |
|
autor: bea, |
Z ciemności ku światłu - nocą na Synaj |
|
| ocena: 4.11 | przeczytano 184 razy |
22-23 kwietnia 2008
Pan zstąpił na górę Synaj, na jej szczyt. I wezwał Mojżesza na szczyt
góry, a Mojżesz wstąpił.
Wj 19
Koło 2.00 docieramy do miejsca, z którego wyrusza się na górę Synaj.
Na placu mnóstwo ludzi, gwar, zamieszanie. Okazuje się, że aby
wyruszyć na trasę wędrówki, trzeba przejść kontrolę, jak na lotnisku.
Czekamy prawie pół godziny, aż nadejdzie nasza kolej podejścia do
bramki. Po dokładnym przejrzeniu bagażu możemy ruszać w drogę.
Księżyc lekko oświetla obce nam góry. Wokół jednak panują ciemności.
Nie byliśmy tu nigdy dotąd, więc ruszamy w nieznane. Prowadzi nas
egipski przewodnik. Początkowo idziemy po piaszczystym, płaskim
terenie. Jak cienie mijają nas inne grupy. Po 20 minutach po prawej
stronie wyłania się zarys klasztoru św. Katarzyny. My jednak nie
zatrzymujemy się i podążamy dalej. Przechodzimy przez plac, na którym
stoi lub leży kilkadziesiąt wielbłądów. Od tego momentu szlak zaczyna
się lekko wznosić, nadal idziemy po piasku.
Zbliżamy się do gór. Przed nami pojawia się niezapomniany widok -
przez zbocze góry, ku której idziemy, ciągnie się świetlisty szlak
wyznaczający drogę, którą mamy do przebycia. To pielgrzymi, którzy
wyruszyli wcześniej i dużo wcześniej wspinają się na górę
przyświecając sobie latarkami. Po zboczu posuwa się nieprzerwany sznur
ludzi, widać jak szlak wznosi się ku górze. Wygląda, jakby góra
przepasana była złotą nitką.
Nadal stoją przy drodze poganiacze wielbłądów gotowi każdego wwieźć na
szczyt, a właściwie na 3/4 wysokości, bo wyżej zwierzęta nie mogą
wejść. Zachęcają do skorzystania ze swoich usług nawołując: Camel,
camel lub wiel-blut, wiel-blut (czyli wielbłąd). Czym dalej idziemy,
tym jest ich mniej. Po drodze są szałasy, w których można kupić coś do
picia lub nawet uzyskać pomoc medyczną.
Ścieżka robi się węższa, kręta i coraz ostrzej wspina się pod górę.
Pojedyncze wielbłądy schodzą już na dół. Czasami pojawiają się jak
zjawy wychodząc nagle zza zakrętu. Idą oczywiście środkiem ścieżki,
więc dwa razy udało mi się stanąć z wielbłądem oko w oko.
Gwiazdy świecą tak pięknie, że wolimy nie zapalać latarek. Wzrok
przyzwyczaja się do ciemności. Jest pięknie i tajemniczo.
Szlak stał się górską ścieżką, kamienistą, ale wygodną.
Od miejsca, w którym zostają wielbłądy, a jest to mniej więcej 3/4
trasy, ścieżka staje się wąska, często jednoosobowa, trzeba ostro
wspinać się po kamieniach. Zaczyna się robić szaro. Widać już zarysy
dalekich gór. Czym wyżej wchodzimy, tym mrok bardziej rozrzedza się.
Dnieje.
Niedaleko szczytu przechodzi się przez wąwóz powstały po pęknięciu
skał. Stąd już jest blisko. Do pokonania pozostało już tylko 750
skalnych stopni.
Wchodzimy na szczyt. Jest on niewielki, ale poniżej niego góra zajmuje
dość duży obszar. Przed nami dotarły tu już setki ludzi. Siedzą
czekając na wschód Słońca. Też wybieramy sobie miejsce i rozsiadamy
się. Jest chłodno, siadamy blisko siebie. Czekamy.
I nagle tuż przed nami wschodzi Słońce, wyłania się zza gór. Jesteśmy
wzruszeni. Padają głośno i wyraźnie wypowiedziane słowa:
Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu
niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! ...
i dalej:
Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, która Pan,
Bóg twój, da tobie.
Nie będziesz zabijał.
Nie będziesz cudzołożył.
Nie będziesz kradł.
Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek.
Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony
bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego
wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego
twego.
Czujemy się prawie jak Mojżesz, do którego przemówił Pan.
|
strona: 1 | 2
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2009-05-31 14:19:36 | gość: Małgosia z Czech
| Wspaniałę !!!
|
|
|
|