| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja |
data dodania: 2008-08-30
|
|
autor: Przemysław Skibiński |
Kaukaz 2008 |
|
| ocena: 2.60 | przeczytano 269 razy |
2008-07-08, wt, Baku->Surahani->Qobustan->Baku
Najpierw metrem, które jest bardzo głęboko pod ziemią, a później busem (zwanym tu marszrutka) dojeżdżamy
do Surahani. Jest to dawna świątynia zoroastriańska. Wyznawcy tej religii przyjeżdżali z dalekich krajów
jak Indie, żeby czcić wiecznie palący się ogień. Wiecznie palący ogień zgasł, bo gaz w okolicach Baku
był eksploatowany. Teraz ogień pali się, ale z gazu dostarczonego gazociągiem. Przy świątyni znajdują
się pomieszczenia, cele w których mieszkali wyznawcy.
Około 12:00 jesteśmy znów w centrum Baku, skąd autobusem 105 jedziemy do miejscowości Qobustan. Jedyną
możliwością dostania się do błotnych wulkanów jest taksówka. Nie ma innych turystów, z którymi
moglibyśmy współdzielić koszty, więc po ustaleniu ceny z taksówkarzem jedziemy sami. Jedziemy po drodze
bez asfaltu a na sam koniec musimy podjechać pod bardzo stromą górę. Jesteśmy pełni podziwu, że stara
Łada daje radę. Oglądamy małe, ale aktywne wulkany błotne z Morzem Kaspijskim w tle. Podchodząc blisko
do jednego z wulkanów ziemia się zapada i jestem cały brudny. Następnie jedziemy oglądać petroglify.
Spotkaliśmy turystów, którzy do tego miejsca doszli pieszo z przystanku, co jest godne podziwu w takim
upale. Petroglify nie są zbyt widoczne. Całość zwiedzania zajmuje nam 2-3 godziny, ale jeszcze musimy
wrócić autobusem do Baku, co zajmuje prawie godzinę.
Wieczorem Irańczyk, z którym wczoraj byliśmy na śniadaniu ma do nas interes. Zrozumiałem, że chce od nas
kupować owce i eksportować je do Indii. Ponieważ i tak nie mam nic lepszego do roboty, sprawdzam dla
niego ile kosztują owce w Polsce. Nawet dostaje od niego komórkę, żeby zadzwonić i wypytać się o ofertę.
Spisuje wagę i cenę. Wtedy okazuje się, że nie chodzi mu o owce, tylko o statki, co po angielsku brzmi
prawie identycznie (sheep i ship). Dla nas jest to niezły ubaw, ale on utrzymuje stoicki spokój. Okazuje
się, że chce sprzedawać stare statki do Indii na złom.
2008-07-09, śr, Baku->Szeki
Dzisiaj pogoda jest gorsza. Słońce jest za chmurami, za to strasznie wieje i unosi drobinki
kurzu/piasku, które mogą dostać się do oczu. Zgodnie z naszym planem opuszczamy Baku. Myśleliśmy jeszcze
o wyjeździe w góry do Xinaliq, ale podobno w górach były ostre deszcze i droga może być nieprzejezdna.
Jedziemy na dworzec autobusowy, ale okazuje się, że wszystkie bilety na autobus o 10:30 do miejscowości
Szeki sprzedane a my kupujemy ostatnie miejsca na autobus o 12:20. Siedzimy w dworcowej knajpie. Zgodnie
z zasadą, jak miejscowi mogą to my też, zamawiam mielonego w jajecznicy. Potrawa jest całkiem smaczna,
ale po niej mam zatrucie żołądkowe a mój żołądek już niejedno wytrzymał.
Po 6 godzinach jazdy jesteśmy w Szekach. Wybieramy polecany przez Lonely Planet hotel Karawansaray,
który jest odnowioną gospodą/hotelem, gdzie zatrzymywali się kupcy podróżujący jedwabnym szlakiem.
Rzeczywiście hotel jest ładny i zachowuje dawny klimat.
2008-07-10, czw, Szeki->Kisz->Szeki->Zaqatala
Rano idziemy na bazaar, skąd jedziemy starym rosyjskim autobusem (jak czołg) do Kisz. Na pieszo idziemy
do Albanian Church, który jest tam najważniejszym zabytkiem. Następnie wracamy do Szeków, gdzie
zwiedzamy Pałac Khana, który był dla mnie najciekawszym miejscem w Azerbejdżanie. W środku można oglądać
piękne arabskie malowidła i witraże. O 16:30 wyjeżdżamy w stronę gruzińskiej granicy. Na nocleg
zatrzymujemy się w miejscowości Zaqatala w hotelu o tej samej nazwie. Tańsze hotele nam nie odpowiadały
a ten miał wyjątkowo ładne, nowe pokoje. Naprzeciw tego hotelu znajduje się restauracja z bardzo dobrym
jedzeniem, w której zjedliśmy kolację. Zwiedziliśmy także pobliski meczet.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2008-10-28 21:57:04 | vicealigator
| Z calym szacunkiem, ale katolicyzm nie dominuje w Armenii, tylko Ormianski Kosciol Apostolski, ktorego glowa jest patriarcha z Eczmiadzyna z tytulem katolikosa.
|
|
|
|