| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja |
data dodania: 2008-08-30
|
|
autor: Przemysław Skibiński |
Kaukaz 2008 |
|
| ocena: 2.60 | przeczytano 269 razy |
2008-07-16, śr, Kazbegi
Po śniadaniu idziemy w stronę cerkwi Tsminda Sameba (Trójcy Świętej), która jest jednym z najczęściej
fotografowanych obiektów w Gruzji. Rzeczywiście dzisiaj pogoda jest lepsza, bo już z samego dołu widać
cerkiew. Dojście do cerkwi znajdującej się na wysokości 2200 m.n.p.m. zajmuje nam około półtorej
godziny. Po drodze wyprzedza nas dużo busów, ponieważ po szutrowej drodze można wjechać pod samą
cerkiew. Niektóre samochody mają jednak duże problemy z podjazdem. Wchodząc na szczyt, na którym
zbudowana jest cerkiew widzimy ośnieżony szczyt góry Kazbek (5047 m.n.p.m.) oraz setki osób, które
przybyły tu dzisiaj. Spotykamy popa z cerkwi Elia, który mówi nam, że dzisiaj jest wielkie
święto.
Około południa wyruszamy w stronę lodowca Gergeti. Wybieramy lewą, osłoniętą od wiatru, ale bardziej
stromą drogę. Za nami, w dole widzimy cerkiew Tsminda Sameba. Około 14:30 dochodzimy do punktu
widokowego na lodowiec na wysokości 3000 m.n.p.m. Stąd jest jeszcze godzina do lodowca. W połowie drogi
okazuje się, że z powodu wysokiego stanu rzeki dojście do lodowca może być bardzo niebezpieczne.
Spotykamy miłośników oglądania ptaków, którzy przyjechali tu z Beligii. Nocowali w namiotach a teraz
mają problem z przeprawieniem się przez rzekę i powrotem. W końcu im się udaje, ale my postanawiamy nie
ryzykować i wracać. Zejście jest proste, ale czujemy wczorajsze i dzisiejsze kilometry w nogach. Około
18:00 jesteśmy w Kazbegach. Przeszliśmy około 20 km.
2008-07-17, czw, Kazbegi->Tbilisi->Mtsheta
Po śniadaniu jedziemy marszrutą do Tbilisi. Po drodze mijamy Ananuri, w którym znajduje się bardzo
fotogeniczna cerkiew położona nad jeziorem. Z Tbilisi kolejną marszrutą trafiamy do Mtsheta. Jest to
dawna stolica i jedno z najważniejszych historycznie miast w Gruzji. Miasto z kościołami można zwiedzić
przez 2-3 godziny, ale postanawiamy tu zostać, zmęczeni podróżowaniem. Nocleg znajdujemy przez
informację turystyczną. Następnie zwiedzamy malutką cerkiew a później katedrę. Katedra w środku jest
bardzo ciekawa, ładniejsza niż wiele innych cerkwi w Gruzji. Chcemy jeszcze zobaczyć cerkiew Jvari,
która znajduje się na wzgórzu widocznym w oddali. Długo targujemy się z taksówkarzem, żeby tam pojechać.
Na miejscu spotykamy młodą parę. Wygląda na to, że w Gruzji jest zwyczaj nawiedzania ważnych świątyń w
okolicy przez młode pary w celu uzyskania szczęścia, błogosławieństwa na dalsze życie. Po powrocie
gospodyni, u której się zatrzymaliśmy mówi, że szkoda było pieniędzy żeby jechać do Jvari, bo przecież z
jej werandy też dobrze tą cerkiew widać.
2008-07-18, pt, Mtsheta->Gori->Upliscihe->Borjomi
Głównym problemem dzisiejszego noclegu okazał się brak wody. Musieliśmy myć się we wcześniej nałapanej
wodzie. Za to nasza gospodyni przygotowuje nam śniadanie, chociaż nie było ono w cenie noclegu. Podobno
miała wczoraj urodziny i dlatego zostało jej trochę jedzenia.
Chcemy jechać do Gori, ale najszybszym połączeniem jest powrót do Tbilisi. Marszrutki do stolicy jeżdżą
bardzo często, ale nie jesteśmy na pierwszym przystanku, więc przyjeżdżają one pełne. Udaje nam się
wsiąść dopiero do czwartej, bo mamy ze sobą plecaki. Z Tbilisi jedziemy kolejną marszrutką do Gori,
mijając po drodze Mtshetę. W Gori zostawiamy plecaki w Hotelu Intourist. Pani w recepcji załatwia nam w
dobrej cenie taksówkę do Upliscihe. Jest to skalne miasto, z mieszkaniami wykutymi w skale. Po powrocie
do Gori zwiedzamy muzeum Stalina, który urodził się w Gori. Oglądamy zdjęcia z jego całego życia, wagon,
w którym podróżował m.in. na konferencję w Jałcie oraz dom, w którym się urodził. Muzeum jest bardzo
ciekawe, jednak pamięta się w nim jedynie osiągnięcia a pominięto wszystkie złe strony Stalina.
Przed 17:00 zabieramy nasze plecaki i jedziemy z przesiadką do Borjomi, słynne z wód mineralnych. Ciężko
nam znaleźć nocleg z opisu w przewodniku, więc bierzemy taksówkę, która za równowartość 3 zł doprowadza
nas do celu. Okazuje się, że w pensjonacie wszystkie miejsca są zajęte przez 6 Polaków, których
wcześniej spotkaliśmy w Kazbegach. Nocujemy u sąsiadki, która także wynajmuje pokoje. Gospodarze
proponują nam kolację, więc nie odmawiamy :)
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2008-10-28 21:57:04 | vicealigator
| Z calym szacunkiem, ale katolicyzm nie dominuje w Armenii, tylko Ormianski Kosciol Apostolski, ktorego glowa jest patriarcha z Eczmiadzyna z tytulem katolikosa.
|
|
|
|