| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2008-10-28
|
|
autor: vicealigator, |
W cieniu Pirenejów |
|
| ocena: 5.00 | przeczytano 542 razy |
Miasto Gaudiego
Dzień trzeci, środa, 14.11.2007 – Barcelona
Krótko przed 9-tą poszedłem do Sagrada Familia, spod której miałem wyruszyć Bus Turistic na eksplorację miasta. Świątynię właśnie otwierano (10 euro, 9 z biletem BT). Antonio Gaudi pracował nad nią ponad 40 lat - od 1882 r., a ostatnie 15 lat życia poświęcił wyłącznie jej. Mimo to nie udało mu się jej skończyć. Prace kontynuowano do wybuchu wojny domowej. Część budowli została uszkodzona przez republikańskich anarchistów. Prace wznowiono w 1940 roku i przewiduje się ich koniec na ... 2025 r. W zamyśle architekta miało to być "ostatnie sanktuarium chrześcijaństwa". Najbardziej widoczne są strzeliste wieże - a jest ich aż 18, dla 12 apostołów, 4 ewangelistów, Maryi Panny i najwyższa dla Chrystusa. Budynek stanowi niespotykaną mieszaninę stylów, z których najbardziej widoczne są eklektyzm, Art Nouveau i kubizm. Z pewnością jest to jedna z najciekawszych budowli świata i z dumą jest prezentowana jako symbol miasta.
Ok. 9.30. wsiadłem wreszcie do BT i ruszyłem pierwszą z jego tras - czerwoną. Zaczęły mi sie przy okazji kończyć euro i do wieczora bezskutecznie próbowałem wymienić plik funtów. Niestety nigdzie nie widziałem kantorów, a i w bankach rozkładano ręce (nawet w Barclays). Pierwszym interesującym mnie przystankiem był Park Guell. Zbudowany również przez Gaudiego kompleks ogrodowy z bajkowymi budowlami jest zawsze pełen zwiedzających (wstęp darmowy)
http://www.barcelona-tourist-guide.com/en/albums-en/gaudi-park-guell/index.html
Z parku pojechałem do klasztoru Pedralbes (4 euro, 3.20 BT, darmo w pierwszą niedzielę m-ca), ufundowanego w XIV w i będącego odtąd w posiadaniu zakonu klarysek. Pomimo, ze od ponad 20 lat mieści się tu państwowe muzeum, zakonnice są tu nadal. W przeszłości teren otaczał mur, z którego obecnie zostały jedynie dwie wieże i dwie bramy. Jest pięknym przykładem budownictwa gotyckiego, a wielkiego uroku dodają mu ... posadzone w ogrodzie palmy. Można dokładnie zwiedzić kościół, cele, a nawet pomieszczenia gospodarcze. Jest tez bogata kolekcja dewocjonaliów i obrazów o treści religijnej.
Następny stop to Camp Nou - stadion FC Barcelona, jednego z najsłynniejszych klubów świata. Barca, założona w 1899 r., to "coś więcej niż klub" (kat. „Mes que en club"). To katalońska instytucja, która utrwala narodową tożsamość. Nigdy nie spadła z ekstraklasy, zdobyła dziesiątki tytułów mistrzowskich i pucharów. Po dwa razy wygrała Ligę Mistrzów i Superpuchar Europy. W jej barwach grały dziesiątki słynnych piłkarzy. Dziś jest to trzeci, najbogatszy klub na Ziemi. Stadion Camp Nou (13 euro za wizytę w muzeum i na stadionie, 8.50 za samo muzeum) zbudowano w latach 50-tych i z pojemnością niemal 99 tysięcy widzów jest największym w Europie. To na nim polska reprezentacja olimpijska wywalczyła w 1992 r. srebro ulęgając gospodarzom 2-3.
Wkrótce mknę reprezentacyjną Av. Diagonal, jednym z osrodków biznesowych miasta. I znów jesteśmy w centrum. Wysiadam na Placa de Catalunya i urządzam sobie spacer po słynnym deptaku Las Ramblas. Dochodzę wreszcie do kolejnej budowli genialnego Gaudiego - Casa Mila przy Passeig de Gracia. Praktycznie nie ma tu prostych linii, dom wygląda jak wzburzone morze. Sprawia masywne wrażenie, jakby wykutego z potężnego bloku skalnego, pomimo że naprawdę złożony jest z cienkich, wapiennych płyt. Dlatego miejscowi nadali mu drugą nazwę - La Pedrera (Kamieniołom). Dom był natchnieniem dla architektów innych znanych budynków, m.in. Franka Lloyda Webbera -nowojorskie Muzeum Guggenheima czy Le Corbusiera - kaplica Notre Dame du Haut.
Bocznymi uliczkami dotarłem do portu i wstąpiłem do Muzeum Historii Katalonii (wstęp darmowy), które dzięki dużej kolekcji artefaktów obrazowo wyjaśnia dzieje tego regionu.
Szczególnie zainteresowała mnie wystawa poświęcona wojnie domowej 1936-39. Tym bardziej, że dość obiektywna. Spodziewałem się raczej, że będzie pro- republikańska, jako że nacjonaliści katalońscy opowiedzieli się po tej stronie. Ale jednak było nawet o przeciwnikach ze strony narodowej -miejscowych karlistach i ich oddziałach requetes, zadziwiającym, głównie chłopskim, wojsku w czerwonych beretach, które w kolejnej już wojnie szło do boju obwieszone wielokolorowymi kocami oraz medalikami i różańcami.
Bezprzykładne, graniczące z szaleństwem męstwo requetes było równie słynne jak ich karność i pobożność. Gdy inne oddziały po walce oddawały się uciechom, oni nieraz godzinami tłumnie odmawiali różaniec.
Od dziewczyny sprzedającej bilety w BT dowiedziałem się, ze linia zielona operuje tylko od połowy marca do końca września. Podjechałem więc kawałek linią niebieską i znów pieszo dotarłem na plażę Barceloneta. O tej porze roku była oczywiście pusta, może jedynie w kasynach siedzieli goście. Przeciąłem znów kilka przecznic i w barze niedaleko dworca autobusowego Nord zjadłem późny obiad - pizzę z owocami morza i oczywiście wino. Na dworcu znalazłem jedyny, jaki udało mi sie namierzyć, kantor. Skwapliwie wymieniłem więc funty, a potem zakupiłem bilet powrotny firmy Alsina Graells do Andory (40 euro). Po drodze do hostelu zrobiłem jeszcze zakupy na kolacje, a po niej wdałem sie w pogawędkę przy winie z dwoma Austriakami, którzy mieszkali w moim pokoju.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|