| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja |
data dodania: 2009-03-04
|
|
autor: Gacus, |
Japonia |
|
| ocena: 2.56 | przeczytano 608 razy |
Od Kyoto do Hiroszimy (3.XI.2008)
Kontynuujemy nasza podroż po pięknej Japonii, którą
notabene jednak zarżnięto krajobrazowo w sposób
barbarzyński. Transportujemy się ostatnimi dniami z
Kyoto do Osaki, przez Himeji do Hiroszimy, kilkaset
kilometrów shinkansenem i nawet przez chwilę nie
widzieliśmy otwartego terenu. Dom na domie, ludź na
ludziu, niski biurowiec na niskim biurowcu, fabryka
na fabryce i tory na torach. Industrializacja
popełniła tu mord na krainie, która pewnie jeszcze
przed wojną była krajem łąk, gór i równin, pięknych
kobiet i pifka (rozmarzyłem się), a dzięki
przyrostowi naturalnemu i inżynierom Sony, Sanyo i
innych Panasonic`ów stała się betonowo-stalowym
monstrum. Na szczęście takie jest ponoć tylko
Honsiu, na którym wciąż jesteśmy i które mieści w
sobie najciekawsze japońskie atrakcje, więc
wybaczyć mu można pewne niedoskonałości.
Zaczęliśmy w sobotę od Kyoto, niestety w Japonii
kończy się dugi weekend (dziś celebrujemy tu Dzień
Kultury), gdzieżby nie przyjechać na ten weekend
jak nie właśnie do Kyoto, do japońskiego Krakowa.
Trochę przyspaliśmy z rana i tylko cudem udało się
wcisnąć nas do 6-osobowego pokoju w Dolphin Inn
(2500Y), zważywszy, ze Japonia umiera tak już około
16.30, wiele w Kyoto już nie ugraliśmy.
Ponad 2 tys chramów i świątyń liczy sobie to
miasto, do polecenia Hinshi Hongan-Ji, Higashi-
Hongan Ji (to siedziby sekt, wiec za free, trzeba
tylko duszę oddać), do darowania Kyoto Gosho (pałac
cesarski, bieda i nędza), must see to Nijo-Jo
(500Y, siedziba szogunów, wiec bogato i przyjemnie,
można zaznajomić się z zabezpieczeniami, jakie
stosowano przed zdradą szoguna - kwiczące podłogi,
przezroczyste ściany, otwory w suficie, z których
wyskakiwali samurajowie, nic, czego nie można by
zobaczyć w japońskich klasykach filmowych).
Generalnie cala historia Japonii polega na tym, ze
jeden szogun najeżdżał drugiego, wycinał w pień
jego załogę, palił siedzibę i stawiał coś na swój
styl. Na Pontocho w Kyoto warto mając wolnych parę
tysięcy zielonych wyskoczyć gdzie na chwilę z
gejszą, albo z jej praktykantką - nie znających
tematu warto uprzedzić, że gejsza to nie
prostytutka, a wszechstronnie wykształcona kobieta,
która i piwo poda i papierosa zapali, ubrana
oczywiście w kimono, wiedząc również jak zagrać na
harfie, opowiedzieć coś wierszem, zatańczyć i
przedstawić małą sztukę wraz z koleżanką. Gejsz w
Japonii ostało się około tysiąca, ale generalnie
nie wydają się być w stylu europejczyka.
I tu musi pojawić się pewna uwaga na temat
japońskich kobiet, co podpowiadają obecni obok
koledzy. Japonki ubierają się Kwietnie, są bardzo
ładne, ale kilka felerów maja, nie występuje tutaj
w przyrodzie biust większy niż najmniejsza miseczka
A, a nogi tworzą podczas chodzenia coś na kształt
litery X, ich kolana dzieli podczas spacerku jakieś
3 milimetry. TRAGEDIA.
Wracając do Kioto - co by tam nie zobaczył, to
będzie dobrze, najlepiej do tego zabrać się na
rowerze, Kioto to chyba najgorsze do zwiedzania
miejsce na świecie, po 1,5 milionowym mieście
rozrzucono pomiędzy blokami rzeczone świątynie,
piękne to wszystko, ale dotrzeć do tego to wielkie
wyzwanie, nam z racji drugiego weekendu wykupiono
wszystkie rowery, ostał się tylko jednodniowy
karnet za 500 Y, tyle kosztuje wszystko w turystyce
w Japonii choć dałoby się tutaj wiele atrakcji
oglądać za darmo, bo w próby oszukiwania muzeów,
przewoźników czy restauratorów nikt nawet nie
śmiałby wierzyć.
Po zamku Himeji, który poniżej na zdjęciach,
wylądowaliśmy w Hiroshimie. Miejsce pamięci 200 tys
ofiar robi wrażenie, muzeum w swych prezentacjach
specjalnie nikogo nie obwinia, a uczciwie
prezentuje jak i co się tu wydarzyło, Japończycy
święci w tej wojnie nie byli. Dobra, time is up.
internet is gone.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|