| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja |
data dodania: 2009-03-04
|
|
autor: Gacus, |
Japonia |
|
| ocena: 2.56 | przeczytano 608 razy |
Mt.Aso (5.XI.2008)
Po atrakcjach przeżywanych w Beppu przyszedł czas
na uspokojenie się, a to można najlepiej zrobić pod
czynnym wulkanem, który ostatnie ofiary pochłonął w
1993 roku, a w ogóle jest największym tego typu
obiektem na świecie. Mt.Aso, bo o nim mowa, ma 125
km obwodu (kaldera), a w środku znajduje się kilka
kraterów, z których co najmniej jeden jest
aktualnie włączony, czyli aktywny, dymi ze środka,
a i również bulgocze. Do Mt.Aso z Beppu kursują
każdego dnia tylko 3 pociągi, w końcu zobaczyliśmy
trawę, lasy, pola, góry, Kiusiu pod tym względem
bije Honsiu na głowę.
Zbawienne Japan Rail Pass otwiera prawie wszystkie
bramki kolejowe w Japonii, nikt nie sprawdza na
kogo są wystawione, do kiedy ważne, a kłania się
tylko w pas z "arigoto" na ustach. Kolej taka
niejapońska, podobna do czeskich rychlików, wlecze
się niepokojącą prędkością 80 km/h. Po kolejnych
już 40 minutach byliśmy pod samym kraterem, tym
razem płatnym niestety busem, w Japonii rozwiazane
jest to następująco:
- przy wejściu bierzemy numerek, kadży
przystanek na którym wsiadamy ma inny numerek
- z przodu autobusu jest elektroniczna tablica,
na niej wszystkie numery przystanków, pod każdym
numerkiem kwota należna prowadzącemu pojazd
- jedziemy, jedziemy, przy pokonywaniu kolejnych
przystanków rosną kwoty wyświetlane na
elektronicznej tablicy
- dojeżdżamy do swojego przystanku, patrzymy
jaka kwota wyświetlona jest pod przystankiem, na
którym wsiedliśmy i tyle pieniążków wrzucamy obok
kierowcy - jak chcemy być nieuczciwi to wrzucamy
mniej, nikt tego nie kontroluje.
- skomplikowane, ale drogie, spod stacji na
wulkan i z powrotem wyszło 1100 Y.
Wulkan jest cool, na brzegu krateru eleganckie
alejki i pobudowane bunkry, gdyby się trochę lawy
polało, panicz Damian znalazł w sobie potrzebę
spaceru wokół wulkanów kilkugodzinną trasą, ambitne
plany pokonania przewidywanego 4-godzinnego spaceru
w 1,5 h poszły się pieścić, spotkaliśmy go
wychodzącego z przydrożnej restauracji z uśmiechem
zadowolenego konsumenta sushi i razem radośnie
ruszyliśmy do Fukuoki, gdzie teraz już nadajemy z
hotelowej kapsuły i gdzie pierwszy raz mieliśmy do
czynienia z legendarnym japońskim kiblem, w którym
wody jednak spuścić się po konsylium grupowym nie
udało.
Po drodze jeszcze zahaczyliśmy o Kumamoto Castle -
jeden z najpiękniejszych w Japonii, który to już.
Damian skupił się na zabytkach:
A Łukasz na kobietach:
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|