| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2009-03-07
|
|
autor: kefirm, Miłosz Maślanka |
Krym |
|
| ocena: 0.00 | przeczytano 155 razy |
A teraz do rzeczy, gdzie byliśmy, co widzieliśmy. Granicę przekraczaliśmy nocą w Korczowej. Po dwóch godzinach oczekiwanie jesteśmy na ukraińskiej ziemi. We wczesnych godzinach rannych dojechaliśmy do Lwowa. Tam krótki przystanek i pobieżne zwiedzanie a raczej oglądanie z zewnątrz. Byliśmy na rynku z ładnie odnowionymi kamienicami, przed budynkiem opery, kaplicą Boimów, w Katedrze Ormiańskiej, pod pomnikiem Mickiewicza.
Szkoda, że nie starczyło już czasu na zwiedzenie Cmentarza Łyczakowskiego, ale trzeba było jechać dalej.
No i zaczęły się „wspaniałe” drogi ukraińskie i częste spotkania z tamtejszą milicją. Choćbyśmy żadnych przepisów drogowych nie przekroczyli to oni i tak na oko stwierdzili, że za duża prędkość lub w dokumentach nie w tym miejscu kropka co oni by chcieli. Zawsze wiązało się to z „mandatem” do kieszeni. Po całodziennej jeździe a raczej trzęsawce po wyboistych drogach i krótkim postoju w Międzybużu (zwiedzanie ruin twierdzy) dojechaliśmy na spóźnioną kolację i pierwszy nocleg w Pierwomajsku. Hotel nie zachwycił, ale byliśmy zmęczenia więc ważne żeby można było skorzystać z łazienki (sanitariaty niczym wzięte od nas z lat 50-tych) i gdzieś głowę położyć. A propos toalet to szkoda , że nie można wstrzymać potrzeb fizjologicznych na czas pobytu na Ukrainie.
Rano pobudka (zdarzyło się nam zaspać. Pilotka zwracała uwagę aby przestawić zegarki co też uczyniliśmy ale budzenie nastawiliśmy w telefonie a tam już czasu nie zmieniliśmy) szybkie śniadanie i udanie się już w kierunku półwyspu krymskiego. Na rogatkach półwyspu budki strażnicze, pozostałości po ZSRR i granicy wewnętrznej. Wjazd na Krym i już widoki niezmierzonych stepów. Słowa piosenki z serialu „Przygody Pana Michała” „w stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz” są jakże prawdziwe i dobrze oddaję bezkres tej krainy. Pierwszy nocleg na Krymie był w niedawno oddanym do użytku hotelu w Primorskoje (małe miasteczko nadmorskie). I był to hotel o najwyższym standardzie, a było ich kilka, w którym mieliśmy okazję się zatrzymać. Już następnego dnia pojechaliśmy do Teodozji – jednego z najstarszych miast Krymu. Zostało założone przez Greków w VI w pne. Tam godna polecenia jest galeria malarza marynisty Iwana Ajwazowskiego, meczet Mufti Dżami, Baszta Konstantyna jedna z wielu, które zostały w mieście po Genueńczykach oraz ormiańska cerkiew św. Sergiusza obok której znajduje się grobowiec malarza. Następnie pojechaliśmy do Starego Krymu pierwszej stolicy Chanatu Krymskiego. Tam odwiedziliśmy gościnny dom-muzeum Tatarskie, gdzie poczęstowano nas ciasteczkami, kostkami cukru też własnej roboty zapijanymi mocną kawą po tatarsku. Udaliśmy się też spacerem do położonego w górach klasztoru ormiańskiego z XIV w. a raczej pozostałości po nim. Ukraina ma bogatą historię, ale zabytki nie są w najlepszym stanie. Chyba zbyt późno zaczęto o nie dbać i teraz trzeba dużo czasu i jeszcze więcej pieniędzy na ich renowację. Wieczorem powrót do tego miłego, klimatyzowanego nadmorskiego hotelu w Primorsku. Rano kolejny wypad na zwiedzanie. Tym razem mniej historii, a więcej przyrody. Pojechaliśmy nad Morze Azowskie na Półwysep Kazantip. Dla ochotników kąpiel w morzu,(każdy mógł mieć własną zatoczkę) krótki spacer po terenie rezerwatu utworzonym na atolu rafy koralowej i wyjazd na mierzeję Arbatska Striełka . Tam już prawie obowiązkowa kąpiel w leczniczych błotach zatoki. Potem trochę leniuchowania na nadmorskiej plaży po drugiej stronie drogi. I czas powrotu do hotelu zbliżył się nieuchronnie. W szóstym dniu udaliśmy się do Karadaku, malowniczego rezerwatu, który zwiedza się pod okiem pracownika naukowego rezerwatu. Przed wyjściem na szlak górski zaliczyliśmy akwarium i delfinarium , którego szczególnie nie polecam. Za wysoka cena w stosunku do jakości. Natomiast wyprawa po Karadaku zastąpiła niedosyt po delfinarium. Przed wyjściem na szlak jeszcze odwiedzenie muzeum Karadaku. Są tam wypchane ptaki i zwierzęta żyjące w rezerwacie. Naprawdę warto się wybrać mimo ,ze jest trochę podejść i mniej wprawni turyści dostali zadyszki. Różnica wzniesienia wynosi ok. 500 m. Ale po wyjściu zobaczyliśmy urzekające widoki na Złote Wrota, Czarci Palec, Świętą Górę i inne ciekawe twory skalne. Złote Wrota można było wcześniej zobaczyć z morza udając się na godzinny spacer stateczkiem. Złote Wrota to skała w morzu którą można zobaczyć w większości podręczników do geografii. Widzieliśmy szybujące ogromne ptaki rozpiętość skrzydeł ok.3 m. Przewodniczka powiedziała, ze to gryfy , ale przecież te ptaki już dawno wyginęły więc nie wiem jakie to ptaki widzieliśmy. Wieczorem zakwaterowaliśmy się w Sudaku. Hotel „Gwiezdny” na 600 miejsc to typowy hotel z czasów naszego FWP(Fundusz Wczasów Pracowniczych to dla tych młodszych czytelników) trudno się było dostrzec na drugim końcu „kilometrowego” korytarza. Na śniadanie zupa mleczna i jak zauważyliśmy pozostali wczasowicze przychodzili z kuponikami na posiłki. Po śniadaniu wyjechaliśmy do Nowego Światu i znów trochę obcowania z przyrodą.
Carska Ścieżka prowadziła wzdłuż skał samym brzegiem morza do Groty Szaliapina i dalej wzdłuż Zbójnickiej Zatoki. Przyjemny był powrót na parking wśród nawet 700-letnich drzew cedrowych. Przewodniczka powiedziała, że to park modrzewiowy ale my nie bardzo się z tymi modrzewiami zgodziliśmy były to raczej cedry. W drodze powrotnej do hotelu zwiedziliśmy tym razem nie źle zachowaną twierdzę po Genueńczykach z XIV w. Na następny dzień rano wyjechaliśmy już w kierunku Jałty. Jak zwykle po drodze zwiedzaliśmy, wstąpiliśmy do pięknego ogrodu botanicznego w Nikicie założonego w 1812 r. Obecnie znajduje się tam kilkanaście tysięcy roślin z całego świata.
|
strona: 1 | 2 | 3
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|