| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2009-03-07
|
|
autor: kefirm, Miłosz Maślanka |
Londyn |
|
| ocena: 1.00 | przeczytano 84 razy |
Na ostatni dzień zostawiliśmy sobie m.in. St. James’s Park z żyjącymi tam pelikanami i sporą ilością wiewiórek. Aura tym razem nie sprzyjała wcale. Nie tylko nam, ale i biegnącym w tym dniu maratończykom. Finish na The Mall St, gdzie każdy centymetr przy ulicy był oblegany, więc ciężko było coś zobaczyć, ale sama impreza była świetnie przygotowana i warto było ją oglądnąć na żywo. Na Covent Garden, słynnym londyńskim targowisku byliśmy tylko chwilkę, bo troszkę już nas czas gonił. Oprócz zakupów można tam spotkać różnych ulicznych artystów, którzy aby tam występować musieli uzyskać specjalne pozwolenie. Swoją drogą ciekawe jaka specjalna komisja ich przesłuchuje.
Gdy słońce całkiem zagościło na niebie przeszliśmy jeszcze Hyde Park. Znów wiewiórka. Przeszliśmy do Harrodsa, największego domu towarowego Europy, gdzie za odpowiednią cenę można kupić prawie wszystko. Przy schodach warto zwrócić uwagę na pomnik Diany i Dodiego Al Fayeda, z księgą i tablicą pamiątkową z napisem „zamordowanym 31.08.1997 r.”
W South Kensington zahaczyliśmy o Muzeum Historii Naturalnej, podobno najciekawsze muzeum na świecie i coś w tym musi być. W środku tłumy, być może temu, że to była niedziela. W głównym holu na dzień dobry wita nas ogromny szkielet dinozaura, a zwiedzanie rozpoczęliśmy właśnie od sali z tymi prehistorycznymi gadami, gdzie z kładki zawieszonej w powietrzu można było podziwiać ich rozmaite szkielety. Ludzi tyle, że przesuwamy się krok po kroku. Na końcu podsufitowej kładki stoi sobie żywy tyranozaurus rex. Średniej wielkości jako, że jeszcze szczeniak, rusza głową i wydaje groźne dźwięki. Inną ciekawą salą była ta z ssakami, gdzie bez cienia strachu można spojrzeć w oczy lwa. Znajdziemy tam mieszkańców każdego środowiska na ziemi, od gatunków takich jak słonie, konie, niedźwiedzie, po wszelakie surykatki, szopy i inny drobiazg. Gady i płazy też są niczego sobie. Ciekawy wydaje się zarówno ogromny pyton jak i pokazana tu torba ze skóry i z głową krokodyla. W muzeum tym, możemy się dowiedzieć sporo o procesach i zjawiskach zachodzących na ziemi. Mnie osobiście podobała się sala z imitacją sklepu, w której rekonstruowano trzęsienie ziemi w Japonii, gdzie wszystko łącznie z podłogą i ścianami się poruszało. Po opuszczeniu muzeum udaliśmy się ponownie do muzeum techniki, jako że leża obok siebie i dokończyliśmy oglądanie statków, samolotów, produktów z tworzywa sztucznego, itp., itd.
Większość ze zwiedzanych muzeów była ciekawa nie tylko ze względu na zgromadzone w nich zbiory, ale dlatego, że zamiast podziwiać eksponaty można je było dotykać, testować, przeprowadzać własne obserwacje i eksperymenty, w których odwiedzający może na własnej skórze zrozumieć i dowiedzieć się jak co działa i dlaczego tak, a nie inaczej.
To muzeum było już naszym ostatnim i jedyne co nam pozostało to wrócić po bagaż i przedostać się metrem i pociągiem na lotnisko. Londyn wydał mi się bardzo ciekawy, gdzie historia łączy się z teraźniejszością, i miejsce, w którym mieszają się wszystkie narody i języki, a to, że nam było momentami zimno, nie znaczy, że Brytyjczycy nie mogli chodzić w tej samej chwili w krótkim rękawie. Jeśli Londyn jest swoistą wizytówką wyspy to na pewno nie można jej pominąć w przyszłości.
Serdecznie zapraszam na:
http://www.trekearth.pl/uzytkownicy/kefirm
http://picasaweb.google.co.uk/kefirm
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|