| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Polska |
data dodania: 2009-03-07
|
|
autor: kefirm, Miłosz Maślanka |
Karpacz i okolice |
|
| ocena: 4.00 | przeczytano 1104 razy |
W czwartek, o poranku (oczywiście nie tuż o świcie) wybraliśmy się na kolejną wycieczkę, także z przewodnikiem, czyli zwiedzanie Kotliny Jeleniogórskiej. Pierwszym punktem naszego programu był zamek Chojnik (627 m. n.p.m.) do którego szliśmy czarnym szlakiem pobliskiego Sobieszowa. Po ok. 45 min. marszu przez bukowy las wśród granitowych skał docieramy do bramy zamkowej, za którą to trzeba nabyć bilety aby móc wejść dalej. Zamek wzniósł w XIV w. Bolko II, a po jego śmierci Księżna Agnieszka przekazała go Schaffgotschom, który pozostawał ich siedzibą aż do 1675 r. kiedy to 31 sierpnia uderzenie pioruna wywołało wielki pożar a w konsekwencji spalenie się zamku. Na dziedzińcu z głośnika słuchamy pokrótce jego historii i legendy o pięknej księżniczce Kunegundzie, która aby wyłonić idealnego kandydata na męża, ogłasza konkurs, że aby zdobyć jej rękę należy konno objechać mury zamkowe. Czyli bezpośrednio powiela sposób w jaki zginął jej ojciec po jednej z zamkowych libacji. Oczywiście każdy z jeźdźców po kolei ginie, a księżniczka przez lata pozostaje samotna. Dopiero po długim dłuuugim czasie znajduje się śmiałek, który przez lata ćwiczył konia specjalnie do tego zadania, aby ocalić honor rycerzy. W skrócie mówiąc zadanie wykonuje, lecz odrzuca rękę próżnej księżniczki i wraca do żony. Z niezdobytej twierdzy zachowały się dziś dwa pierścienie murów obronnych oraz korpus górnego zamku z cylindryczną wieżą, z której roztacza się panorama na okolicę. Zejście z wieży przysparza troszkę problemów osobom o wysokim wzroście i trzeba się troszkę schylać. Na zamku mieście się również schronisko, w którym przed wojną zaobserwowano dziwne zjawiska paranormalne. Nie należy się więc dziwić, czy obawiać choroby psychicznej gdy np. krzesło samoistnie się przesunie. Po zejściu do autokaru i przejechaniu paru kilometrów i przy okazji pokonaniu paru zakrętów byliśmy już w Szklarskiej Porębie. Kilkunasto minutowy postój urządziliśmy sobie w muzeum mineralogicznym , którego kolekcja liczy sobie tysiące eksponatów nie tylko Sudetów, ale całego świata. Wstęp jest bezpłatny ponieważ placówka prowadzi sprzedaż tych oto mniej lub bardziej szlachetnych kamieni. Jednym chyba z ciekawszych gwoździ w programie naszej wycieczki był wodospad Kamieńczyka tworzący się na Hali Szrenickiej (1260 m. n.p.m.). Jest on najwyższym wodospadem polskich Karkonoszy. Woda spada z wysokości 27 m. do wąwozu o długości 100 m a ścianach dochodzących do 25 m wyskości, pokonując po drodze 3 skalne progi tworzące kaskady. Zejście do jego podnóża jest możliwe tylko po uiszczeniu odpowiedniej opłaty oraz przywdzianiu kolorowego kasku. Jeśli ktoś nie chce płacić może zobaczyć wodospad z góry na Hali Szrenickiej. Tam też mieści się schronisko oraz szałas, w środku którego pali się ognisko. Można więc bez problemu coś sobie upiec. Z tego też miejsca rozciąga się w stronę zachodu widok na zamykające Kotlinę Jeleniogórską Góry Izerskie, które przy naszym szczęściu do pogody nie były za bardzo widoczne. Gdy już wróciliśmy z pod wodospadu, mieliśmy chwilkę czasu wolnego w Szklarskiej Porębie, która tak jak i Karpacz w zauważalny sposób opustoszała po wakacjach. Zostali tylko emeryci i my. Ciekawe i godne zobaczenia w miejskim zagajniku są szachy, w które aby zagrać trzeba chodzić po szachownicy. Do nas podczas gry doczepił się miejscowy menel prosząc o drobne na wino. Polska taka duża, ale zwyczaje wszędzie te same. Partie musieliśmy przerwać bo kończył nam się czas. Ruszyliśmy więc do ponownie autobusu i skierowaliśmy się już do ostatniego miejsca dzisiejszej wycieczki, mianowicie wodospadu Szklarki. Dojście od głównej drogi zajmuje ok. 5 min. Jak już mówiłem pogodę mieliśmy jaką mieliśmy, a nieustające deszcze sprawiły, że dnia poprzedniego schronisko „Kochanówka”, które czerpie prąd ze swej własnej elektrowni, było zalane i nieczynne m.in. z braku prądu. Sam wodospad jest dużo mniejszy od tego, który już wiedzieliśmy. Ma „tylko” 13,5 m, a na jego tle można sobie zrobić zdjęcie z troszkę wymęczonym bernardynem. Również i tu mieliśmy możliwość oglądnięcia wodospadu zarówno na górze, przy jego progu jak i na dole. Kilka minut na zrobienie zdjęć i wracamy w kierunku parkingu ponownie tym samym szlakiem. Na tym kończymy dzisiejszą wycieczkę i zniecierpliwienie czekamy na następną. Już niedługo…
Dalszy dzień, kolejny deszczowy, wybraliśmy się zgodnie wszyscy do Kowar. Tam już się niestety rozdzieliliśmy i większość, która nie miała ochoty na godzinny spacer do sztolni uranu poszła do muzeum miniatur położonego w centrum. My natomiast skierowaliśmy się w górę wioski, w kierunku owej sztolni. Po ponad godzinnym marszu pod górę w momentami drobno padającym deszczu wreszcie doszliśmy. Bilet ulgowy 13 zł, wejście o pełnej godzinie. Zwiedzaliśmy przeszło 50 min. z przewodnikiem ubranym w waloński strój, a mieliśmy okazję zobaczyć m.in. główną atrakcję sztolni czyli rudę uranu – wąski pasek czarnego kamienia biegnący wzdłuż ściany na końcu której była szyba chroniąca przed promieniowaniem, za którą należało by spędzić ok. 2000 h, aby było ono szkodliwe. Obejrzeliśmy również skarbiec Walonów, postacie górników przy pracy bądź przy modlitwie oraz wiele minerałów tam eksponowanych. Po opuszczeniu sztolni uranu niestety nikt nie świecił, ale może to i lepiej. Ponownie dłuuuga droga w dół. Po drodze minęliśmy jeszcze szlak prowadzący na Przełęcz Okraj, jednak mój pomysł nie zyskał poparcia i zeszliśmy z powrotem do Kowar, w których to mimo zmęczenia zdecydowaliśmy się jeszcze odwiedzić znane w okolicy muzeum miniatur dolnego śląska. Aby tam dojść mijamy słynna fabrykę dywanów wraz z ogromną mozaiką dywanu zdobiącą ścianę. Dzięki biletom ze sztolni wejście do muzeum miniatur było nieco tańsze niż normalnie. Zwiedzanie można rozpocząć od dowolnej miniatury, ponieważ przewodnicy i tak chodzą w kółko i opowiadają wciąż to samo, więc nie ma znaczenia w którym momencie się dołączy. Podczas padającego deszczu muzeum zaopatrzyło nas nawet w firmowe parasolki, dzięki którym zwiedzanie, a przede wszystkim fotografowanie stało się dużo łatwiejsze. Zamiast objeżdżać okolicę mogliśmy zobaczyć wszystkie zabytki, pałace, kościoły, zamki i wiele wiele innych budynków w jednym miejscu. Jest tam również pobliska Śnieżka na specjalnie usypanej górce przypominającej Karkoszone, zbudowana jako jedyna w skali 1:50. Reszta miniatur jest w skali 1:25 Zbudowane ze specjalnego tworzywa odpornego na działanie warunków atmosferycznych, mogą bez obaw stać na zewnątrz. Mogliśmy podziwiać m.in. kościółek Wang z Karpacza, starówkę Jeleniej Góry, pałac w Bożkowie i wiele wiele innych. Niektóre miały wysokość bliską naszej, co świadczy o ich ogromnie w rzeczywistości. Zamek Książ, a raczej jego miniatura, jest największa z pośród tych zgromadzonych w parku. Do zbudowania jego murów studentka potrzebowała 1,5 tony kamieni oraz 11 miesięcy pracy przez 9 h dziennie. Bez wątpienia miniatury pomimo ich mniejszej wielkości od oryginały robią na nas wcale nie mniejsze wrażenie. Na tym zakończyliśmy nasze zwiedzanie i najbliższym autobusem wrócić do Karpacza. Musieliśmy się jeszcze przygotować na naszą ostatnią wycieczkę, czyli powrót do domu.
Kolejna pobudka o świcie, co ciekawe, o poranku nie było już tylko 2°C lecz dużo więcej, ponieważ spokojnie można było wyjść na zewnątrz w samym tylko swetrze, a i słońce świeciło dużo odważniej. No cóż, tak zawsze jest w dniu wyjazdu. Sama podróż minęła tym razem dużo szybciej, może to z powodu snu, który ogarniał mnie przez większą część czasu i muzyki, która sącząc się wolno ze słuchawek sama z siebie wprawiała w senny nastrój.
Podsumowując w ciągu tych kilku dni, mimo różnej pogody udało nam się zobaczyć naprawdę sporo, zarówno przyrody i gór jak również zabytków, muzeów. Karkonosze szczególnie piękne gdy puste, o odmiennym charakterze niż Karpaty mają w sobie coś odmiennego. Pozostaje tylko pytanie, kiedy wrócimy tu znów, a na pewno wrócimy, może każdy z osobna, a może wszyscy razem. Ja osobiście – na pewno zimą.
Serdecznie zapraszam na:
http://www.trekearth.pl/uzytkownicy/kefirm
http://picasaweb.google.co.uk/kefirm
|
strona: 1 | 2 | 3
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|