PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europadata dodania: 2009-03-07
autor: kefirm, Miłosz Maślanka

Kraje Nadbałtyckie, Finlandia, Alandy, Szwecja

ocena: 0.00przeczytano 219 razy


I tym sposobem gdy czas wakacje zbliżał się po cichu, oraz gdy można było sprecyzować dokładniej termin wyjazdu rozpoczęły się przygotowania. Przede wszystkim dokonanie rezerwacji, obdzwanianie fińskich kampingów w okolicach Helsinek, Tampere i Turku, aby znaleźć jakieś wolne miejsca. Z pomocą przyszedł Internet, gdzie można było znaleźć wiele przydatnych stron z kampingami nie tylko w Finlandii ale i w całej Europie, na których to można było sprecyzować zakres poszukiwań od większego regionu do małego obszaru wokół poszczególnych miast i miasteczek. Ponadto większość kampingów, jeśli nie wszystkie oraz większość bazy noclegowej mają swoje strony w Internecie z wyszczególnionymi cenami w sezonach letnim i zimowym. Większość przynajmniej w języku angielskim, a nierzadko także w niemieckim czy szwedzkim, który jest drugim językiem urzędowym w tym kraju. Troszkę czasu spędzonego w Internecie, troszkę przy telefonie bądź skypie i udało się nam coś zarezerwować. Później nadszedł czas na zakup odpowiednich map i przygotowanie czegoś więcej o tym kraju, co warto zobaczyć, a czego unikać. Niestety przewodnik Pascala z 2005 r. nie był już wydawany, i mimo poszukiwań w Internecie i księgarniach nie udało się odnaleźć tego jedynego, ostatniego egzemplarza. No cóż, pozostał nam ten z Marco Polo,a z braku laku musiał wystarczyć zapewniając minimum orientacji. Także w Internecie można było znaleźć wiele potrzebnych informacji na temat miast, zabytków, parków narodowych.

Po zabraniu wszystkich jakże niezbędnych rzeczy, z namiotem na czele i zapakowaniu bagażnika po dach. ruszyliśmy w drogę. Do Helsinek mieliśmy ok. 1444 km. w tym 732 km. przez Polskę (wg. stanu licznika), a reszta „via baltica” Rozłożone na 4 dni. Wyjechaliśmy skoro świt kierując się na północny wschód w stronę przejścia Polsko – Litewskiego w Budzisku. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w Siedlcach m.in. na najlepszą wg. mnie pizze jaką kiedykolwiek jadłem i kontynuowaliśmy dalszą podróż.. Mimo iż nie tak dawno świeciło słońce po uprzedniej burzy, mieliśmy szczęście trafić na kolejną, tak intensywną, że nie sposób było jechać. Musieliśmy zjechać z drogi i zatrzymać się miedzy polami. Autem huśtało, świata nie było widać, ruch kołowy zamarł. Można było poczuć się jak na filmie „Twister” i miało się wrażenie, że jakaś krowa za chwile obok przeleci. Na szczęście po kilku minutach nawałnica zelżała i możliwe było ruszenie dalej. Chcieliśmy znaleźć jeszcze jakiś nocleg przed granicą co nie wydawało się większym problemem, ponieważ przy granicy jak to zwykle bywało było parę zajazdów i moteli, z których korzystają przeważnie kierowcy ciężarówek. Ceny w nich wahały się w granicach 145 zł za pokój dla 3 osób, a cenie można było dostać śniadanie. Jednak bardziej od przydrożnego motelu z dyskoteką woleliśmy agroturystykę, ze znalezieniem której jak się nam wydawało nie powinno być problemów, tym bardziej że tereny te stanowią świetne miejsce na wakacyjne wyjazdy. Po niedługich poszukiwaniach i radach miejscowych dowiedzieliśmy się, że w Olszance koło wsi Szypliszki jest jedno takie gospodarstwo, oddalone od drogi głównej o 3km w głąb pól, położone tuż nad stawem. Za pokój w którym co prawda znajdowało się z 5 łóżek zapłaciliśmy 25zł od osoby, ale bez pościeli.

Następnego dnia po lekkim śniadaniu i zapakowaniu się udaliśmy się w kierunku granicy, gdzie to dokonaliśmy transakcji wymiany walut i wjechaliśmy na terytorium Litwy. Nie należy zapomnieć o przesunięciu zegarka o godzinę w przód. Oprócz dokumentu upoważniającego do przekraczania granicy nie wiedzieć czemu sprawdzali jeszcze dowód rejestracyjny. Do Kowna było jakieś 100km (832 km) i w tamtym kierunku się udaliśmy. Od razu można było zauważyć, że Litwini mają o wiele lepsze drogi od polskich, a poruszanie się po nich nie jest samobójstwem. Opłaca się tam także zatankować. Litr benzyny E95 w cenie 3,25 lit. Już w samym Kownie niestety zaczęło padać, całe szczęście, że to było chwilowe. Z parkowaniem nie było problemu. Znaleźliśmy miejsce na jakimś placu całkiem blisko starego miasta, które postanowiliśmy zobaczyć. Udaliśmy się w stronę kowieńskiego zamku, w którego to wieży znajduję się informacja turystyczna i gdzie można otrzymać mapkę starego miasta oraz wszelkie potrzebne wskazówki. Tuż obok twierdzy znajduje się kościół Św. Jerzego i klasztor Bernardynów, z którego po licznych pożarach zachowały się jedynie ściany w stylu gotyckim. Idąc dalej parkiem doszliśmy do miejsca w którym Willia wpływa do Niemna. W Kownie chcieliśmy jeszcze zobaczyć dom Perkuna, a przy okazji zobaczyliśmy jeszcze ratusz miejski, Kościół Witolda, Kościół św. Franciszka Ksawerego oraz Bazylikę Archikatedralną św. Apostołów Piotra i Pawła położoną przy ulicy Wileńskiej – najpiękniejszej ulicy-deptaku na starówce. Większość kamienic tu położonych pochodzi z XVI w i nawet budki telefoniczne świadczą o tym, że ulica ta łączy dwa światy: stare i nowe miasto. Wyjeżdżając z miasta kierowaliśmy się na Klaipede, przy czym droga na Rygę odbija po kilkunastu kilometrach.
Do Rygi (1098 km) - stolicy Łotwy dotarliśmy w godzinach popołudniowych, tak więc czasu na zwiedzanie nie było wiele. Pozostał tylko spacer po starym mieście i nabrzeżem wzdłuż rzeki Dźwiny. Wyjechać z miasta o dziwo nie było ciężko. Jechaliśmy prostą drogą, wskazaną uprzednio przez miejscowego kierowcę, z tym że droga ta była cała brukowana i bardzo trzepało. Był to chyba kolejny plus nie zabrania rowerów – oczywiście tuż po burzach. Miejscowa policja wyposażone w szybkie motocykle i samochody Volvo także służyła radą tym razem w języku angielskim, a nie rosyjskim. Nocleg znaleźliśmy dopiero po około 60km, 8km od miejscowości Saulkrasti.. Kamping położony był tuż nad samym morzem, w niewielkiej odległości od ogromnego głazu wyrzuconego na brzeg w 1853 r. wpisanego na listę bogactw naturalnych i mającego ok. 20m3 objętości. Ceny kształtowały się ok.3 łaty za namiot, po 2 łaty od osoby i 1 łat za samochód. Niestety 2-osobowy namiot, zabrany tylko w przypadku sytuacji awaryjnych okazał się bardzo przydatny jednakże za ciasny dla trzech osób. Całe szczęście, że w samochodzie było jeszcze trochę miejsca. Już tutaj dało się zauważyć dłużej trwający dzień.

strona: 1 | 2 | 3 | 4

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Litwa

Informacje o kraju: Litwa
Flaga - Litwa


  Łotwa

Informacje o kraju: Łotwa
Flaga - Łotwa


  Estonia

Informacje o kraju: Estonia
Flaga - Estonia


  Finlandia

Informacje o kraju: Finlandia
Flaga - Finlandia


  Szwecja

Informacje o kraju: Szwecja
Flaga - Szwecja



KONKURS FOTOGRAFICZNY




© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki