| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2009-03-07
|
|
autor: kefirm, Miłosz Maślanka |
Kraje Nadbałtyckie, Finlandia, Alandy, Szwecja |
|
| ocena: 0.00 | przeczytano 410 razy |
Dziś czekało nas zwiedzanie Tallina (1414 km.) - Estońskiej stolicy położonej nad Zatoką Fińską. Miasto zdecydowanie różni się od skromnego Kowna czy Rygi, które w porównaniu wypadają bardzo skromnie. Już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie żywszego i bardziej upodobnionego do Europy Zachodniej i Skandynawii. Wjeżdżając do Tallina znaki prowadzą nas na centrum i keskuste, co znaczy dokładnie to samo, lecz jak się okaże w przyszłości, lepiej zwracać uwagę na to drugie. Idąc od wschodu w kierunku starego miasta mijamy stragany ulicznych kwiaciarni, które wraz ze dwoma basztami oplecionymi do połowy pnączem strzegą wejścia na starówkę i nadają okolicy uroku. Wąskie uliczki, stare kamienice, kawiarnie, puby i restauracje to wszystko doskonale oddaje nastrój Tallina. Warto także zobaczyć wznoszącą się przy wejściu do budynków rządowych przy Loski plats sobór Aleksandra Newskiego. Jest to prawosławna cerkiew pochodząca z czasów cara Aleksandra III, czyli okresu rusyfikacji. Poza pięcioma bizantyjskimi kopułami uwagę przyciąga portal główny z mozaikami i ikonami, a także bogate wnętrze. Największy dzwon waży ponad 15 ton. W pobliżu wznosi się również Luterańska Katedra Toomikirk, która jest zaliczana do najstarszych w Estoni. Następnie udaliśmy się jeszcze na zamek Toompea położony w górnym mieście na wzgórzu i górujący nad okolicą. Wzniesiony został przez zakon Kawalerów Mieczowych w 1227 r. a w II połowie XIV w. gruntownie przebudowany przez Zakon Inflancki. Tuż obok rynku znajduje się także informacja turystyczna, w której można dostać darmowe mapki, foldery i uzyskać stosowne informacje. My jednak rozpoczęliśmy poszukiwania kampingu, które nie były zbyt owocne. W pobliżu centrum znaleźliśmy co prawda jeden, lecz położony blisko budowy, plac parkingowy z kawałkiem trawnika, nadawał się bardziej był przystosowany pod przyczepy kampingowe. Zamiast płacić 300 kr za kawałek trawnika pod namiot i kolejną niewygodną noc postanowiliśmy się udać do portu gdzie za
89 € po 2 godz. płynięcia przedostaliśmy się na drugą stronę Zatoki Fińskiej, czyli do Helsinek. Była godzina 23, a nocleg na kampingu mieliśmy zarezerwowany dopiero od dnia następnego, jednak mieliśmy nadzieję, że nie będzie z tym problemów. Myliliśmy się. Niestety na kampingu było wszystko zajęte, oprócz oczywiście miejsc namiotowych, jednak w recepcji polecono nam hotel znajdujący się tuż za kampingiem, w którym można było się przespać w cenie 19 € za łóżko w pokoju 12-osobowym. Mimo wszystko byliśmy w nim sami, a przypominał on szkolną salę do muzyki z aneksem kuchennym, tablicą i portretami kompozytorów, z Szopenem włącznie.
Poranek nie był już taki piękny i słoneczny jak dnia poprzedniego. Za oknem padał deszcz, a szkoda było marnować czasu na nic nie robienie, więc przywdzialiśmy kurtki przeciwdeszczowe i zabrali parasole i skierowali się w stronę stacji metra, oddalonej zaledwie 10 min drogi od campingu. Za 2 € można było nabyć bilet ważny godzinę, a za 6 € bilet dobowy. 20 minut później znaleźliśmy się w samym sercu miasta-na dworcu głównym, skąd odchodzą również pociągi do Tampere, Turku czy Rovaniemi. W centrum miasta i pogoda okazała się bardziej łaskawsza i deszcz przestał padać, a my udaliśmy się najpierw w stronę placu Senackiego na którym stoi pomnij cara Aleksandra II i przy którym to znajduje się Tuomiokirkko (katedra luterańska) i słynne schody na których Finowie obchodzą większość uroczystości i witają nowy rok. Kilka przecznic dalej na wyspie Katajanokka mieści się kolejny kościół, tym razem prawosławna cerkiew - Sobór Uspienski z charakterystycznymi wschodnioeuropejskimi cebulastymi kopułami i wnętrzem bogato zdobionym ikonami. Wracając przeszliśmy przez kauppatori, czyli tętniący życiem plac targowy z którego wyruszają statki na pobliską wyspę-twierdzę Suomenlinne. Z kolei po jego drugiej stronie znajduje się kamienny obelisk ze złotym orłem na szczycie, czyli Kamień Carowej-najstarszy pomnik w mieście, odsłonięty w 1835 r. dla uczczenia wizyty cara Mikołaja I i carowej Aleksandry. Tuż za nim znajduje się pałac prezydencki, dostępny dla turystów tylko z przewodnikiem. Sklepów z pamiątkami tu nie brakuje i można zaopatrzyć się we wszystko co kojarzy się z Finlandią, od kubków z reniferami, poprzez inne gadżety po ciepłe wełniane swetry za 200 €. W drugiej części miasta można zobaczyć Tamppeliaukio, czyli kościół wykuty w litej skale. Na pokrycie dachu o średnicy 24m2 zużyto 22km miedzianej taśmy. Z tego co dowiedzieliśmy się przed wyjazdem, w Finlandii a szczególnie w Helsinkach nie ma problemu z dostępem do Internetu, co więcej podobno w bibliotece można z niego skorzystać, tak więc rozpoczęliśmy poszukiwania owej biblioteki. Niestety nie udało się nam jej znaleźć, ale natknęliśmy się na nią przypadkiem drugiego dnia, a to tylko dlatego, ponieważ obok napisu „kirijasto” w języku fińskim, była także nazwa „bibliotek” zapewne w języku szwedzkim, biorąc pod uwagę, iż Finlandia ma dwa języki urzędowe, a w samych Helsinkach większość napisów jest w dwóch językach. W ciągu kolejnych dni wakacji oprócz zwiedzenia niezliczonej ilości kościołów, odwiedziliśmy także znaczną liczbę bibliotek, pewno po jednej w każdym większym bądź mniejszym mieście i w każdej z nich można było skorzystać z bezpłatnego Internetu. Na wielu campingach także można było skorzystać z bezpłatnego komputera z Internetem w recepcji. Jednak wracając powrotem do spaceru po Helsinkach, po wyjściu z biblioteki poszliśmy w stronę stadionu olimpijskiego, który na nasze nieszczęście okazał się zamknięty. Sytuację ratował fakt, że tuż obok mieściły się Zimowe Ogrody, udostępnione dla turystów bez żadnych opłat. W środku można było zobaczyć ponad 200 odmian roślin, nie tylko europejskich, ale także wiele kaktusów i palm. Dobrze, ze w planach mieliśmy jeszcze tylko pomnik Sibeliusa-fińskiego kompozytora, ponieważ zmęczenie dawało nam powoli w kość. Udało nam się go odnaleźć dopiero po dłużej chwili, w parku Sibeliusa. Jest to rzeźba zaprojektowana stworzona z wielu różnej długości rur, przez Eile Hiltunen.
Czas mijał, rezerwacja dobiegła końca i trzeba było opuścić Helsinki-najdalej wysuniętą na północ stolicę Europy. Tylko pogoda była niezmiennie deszczowa. Pojechaliśmy więc do Lahti obejrzeć skocznie narciarskie i staraliśmy się wczuć w zimową atmosferę tego miejsca przy temperaturze -20C. Tuż obok w budynku centrum turystycznego znajduje się mały sklep z pamiątkami oraz jedyne w Finlandii muzeum narciarstwa. Jest tam także muzeum radia i telewizji prezentujące w ciekawy sposób jego historię. Nocleg mieliśmy zarezerwowany w Noki k./ Tampere, więc jadąc tam odwiedziliśmy jeszcze średniowieczny zamek w Hameenlinnie. Drugiego dnia, gdy deszcz ustał i na niebie znów zagościło słońce przyszedł czas na Tampere-trzecie co do wielkości 200 tyś miasto Finlandii. Z zaparkowaniem nie było i tym razem problemu, ponieważ wszędzie są parkometry. Rozpoczęliśmy od spaceru po mieście w stronę ratusza na keskustori czyli po prostu głównym rynku, na którym stoi także teatr miejski i drewniany kościół z wolno stojącą wieżą Ja osobiście odwiedziłem jeszcze muzeum muminków, które w Finlandii są obecne na każdym kroku. Największą chyba perłą jest 2 m. dom rodziny muminków z dokładnie odwzorowanymi i wyposażonymi pomieszczeniami. Na tym samym piętrze znajduje się również muzeum minerałów wraz ze sklepem pamiątkowym, a w niedalekiej odległości jest także muzeum Lenina, chyba jedyne takie poza Rosją. Po nieudanej rewolucji zamieszkał on w Tampere i chyba mało kto wie, ale to właśnie tutaj poznał Stalina. Ciekawym sposobem na spędzenie dnia może być wizyta w parku rozrywki Sakaanniemi, gdzie wstęp na cały dzień kosztuje 29 €. Dopiero wyjeżdżając z Tampere okazało się, że biblioteka mieści się w tym samym budynku co muzeum muminków i minerałów, ale nic straconego, ponieważ zatrzymaliśmy się jeszcze w Noki na zakupy, tuż obok biblioteki i przyszła mi do głowy myśl, czy można by przegrać sobie zdjęcia z aparatu na pen driva, z tym że nie każdy nosi przy sobie kabel do aparatu. Tego dnia, udało mi się również skorzystać z prawdziwej fińskiej sauny, których jest tu pod dostatkiem, jako że na 5mln Finów przypada 1,6mln saun. Prowadziły do niej szklane drzwi, a temperatura w środku wynosiła 80 C. Wyłożona była surowym drzewem, które pod wpływem ciepła pachniało, a w samym rogu stał piec. Z początku wydawało się obłędem wejść pod zimny prysznic, jednak w rzeczywistości nie było to takie straszne. O wiele trudniej było wyjść z sauny i zanurzyć się w krystalicznie czystą, aczkolwiek lodowatą wodę jeziora. Co prawda udało się, ale tylko do szyi.
Długie dnie dawały się nam mimo wszystko odczuć, jednak postanowiliśmy podjechać jeszcze troszkę na północ, aby doświadczyć ich więcej. Udaliśmy się do Parkano, gdzie bez trudu znaleźliśmy camping. Ok. 20 km. w kierunku Kuru znajduje się Park Narodowy Seitseminem. Tuż u jego wlotu jest informacja, w której nie tylko można dowiedzieć się ciekawych rzeczy, ale także oglądnąć wszelakiego rodzaju wystawy i audio wizualne prezentacje opisujące naturalne cechy parku. Dostępny jest on nie tylko dla pieszych, ale także można do niego wjechać samochodem, aby po 7 km jazdy drogą szutrową jakich w tym kraju wiele, znaleźć się przy farmie Kovero, krótko mówiąc przedstawiającej życie w Finlandii w latach ’30 XX w. Warto choć na chwilkę zajrzeć do środka i zobaczyć ręczne tkanie dywanów, albo stojące w stodole sanie do psiego zaprzęgu.
Kilkanaście kilometrów na zachód, za miejscowością Karvia znajduje się kolejny z parków narodowych – Kauhaneva-Pohjankangas, którego odnalezienie było już o wiele trudniejsze, ponieważ jadąc drogą (także szutrową) w kierunku Kauhajarvi, należy skręcić po ok. 5km. na północ. Niestety miejsce to jest gorzej oznaczone, a i znaki informacyjne umieszczone przy drodze są już wytarte. Jednak samo miejsce warte jest odwiedzenia. Idziemy jakieś 2 km kładkami przez podmokłe tereny i podziwiamy przyrodę. Dla głodnych i zmęczonych, na wielu takich leśnych parkingach, nie koniecznie w pobliżu parków narodowych zrobione są specjalne miejsca na ognisko wraz z podwieszoną kratką do grilla i hakiem na garnek. Tuż obok znajduje się wiadro do zalania wodą czy to z hydrantu czy z jeziora. Wszędzie jest także osobna altana z pociętym już porąbanym już drzewem i gazetami na podpałkę wraz z dodatkową siekierą bądź piłą. Nierzadko jest to wszystko wyposażone w naczynia i dodatkowo zadaszone. Nie pozostaje nic inne jak tylko grilować. Jadąc w stronę wybrzeża mijamy po kilkunastu kilometrach kolejny park narodowy - Lauhanvori. Nie wyróżnia się on niczym szczególnym od poprzednich. Jest tak samo czysty i pusty, co raczej nie powinno dziwić w Skandynawii. Na najwyższym w okolicy pagórku (231 m .n.p.m.) wznoszącym się 100m. ponad okolicą została dodatkowo umieszczona wieża obserwacyjna, z której to przy dobrej pogodzie widać Zatokę Botnicką. Po parku również prowadzą nas ścieżki przyrodnicze, tym razem jednak trzeba je było przebyć w podskokach, ze względu na niesamowite ilości mrówek obłażących nas. Camping znaleźliśmy bez trudu i tym razem w pobliżu nadmorskiej miejscowości Merikarvia. Jako że następny dzień był pierwszym bezdeszczowym od Tallina, tak więc wykorzystaliśmy go na bezczynne wypoczywanie i inne leniwe czynności. Słońce zaszło dopiero o 23:18, jednak zmierzchu nie było widać dzięki czemu mogłem sobie spokojnie grać w darta długo po północy, jednak komary robiły swoje i trzeba było się brać. Nie mniej jednak całkowita jasność na zewnątrz o 1 w nocy robiła wrażenie i nie pozwalała zasnąć, a brak widoku gwiazd na niebie od przeszło tygodnia także tworzył dziwny efekt.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|