| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Ameryka Północna |
data dodania: 2008-01-11
|
|
autor: bea, |
Kuba - wyspa, która powinna być rajem |
|
| ocena: 4.87 | przeczytano 1676 razy |
7 października 2007
Plac Rewolucji wita nas niezwykłym widokiem - dziesiątki
Wenezuelczyków ubranych w identyczne czerwone koszulki z napisem
Chávez podziwiają pomnik Jose Martiego. Wyglądają jak marzenie o
manifestacji. To tu Fidel godzinami przemawiał do tłumów, a plac może
zmieścić około miliona ludzi. Zaprojektowany został w 1952 roku i z
tego okresu pochodzi większość zabudowy wokół niego. Pomnik i
mauzoleum Jose Martiego powstały w 1953 roku. Pomnik może podziwiać
każdy, lecz żeby dostać się do mauzoleum trzeba uzyskać specjalną
zgodę rządu i podobno mało kto ją uzyskuje.
Wokół placu budynki o największym znaczeniu dla państwa - siedziba
partii, ministerstwo spraw zbrojnych i ministerstwo spraw wewnętrznych
z ogromną podobizną Che (w nocy wizerunek jest podświetlony).
Ulicą Cerra udajemy się do wytwórni rumu. Ulica ta do dziś pokazuje
ślady dawnej świetności. Domy są parterowe lub piętrowe z kolumnami,
podcieniami i balkonami. Jak większość Hawany jest dziś zniszczona i
pewnie nie doczekają się restauracji przed całkowitym rozsypaniem się.
Prezentacja w wytwórni w zasadzie ogranicza się do opowiadania o
rumie. Okazuje się, że rum może być 2-10 letni i czym starszy tym
lepszy i droższy. Produkuje się też rum 25-letni, ale ten przeznaczony
jest wyłącznie dla przedstawicieli rządu. W wytwórni jest na piętrze
sklep - można w nim kupić rum, kawę i cygara. Ciekawostką jest to, że
takie same cygara można było kupić od pracowników firmy pod ladą na
parterze za pół ceny.

Duże wrażenie robi na nas wizyta w hali targowej, gdzie producentom od
niedawna wolno sprzedawać za wolnorynkowe ceny nadwyżki swej
produkcji. Zachwyca bogactwo owoców, ich różnorodność. Banany są
mniejsze od znanych nam, zielone lub żółte i bardzo smaczne.
Pomarańcze mają zieloną skórkę. Sprzedawca zdejmuje ją z pomarańczy
przy pomocy urządzenia podobnego do tokarki - obraca i ścina
cieniutkie wiórki. Jest też wydzielona część, gdzie można kupić mięso.
Leży ono na ladach, obok mięsa obrane ze skóry głowy jagnięce.
Wyglądają dość strasznie. Zastanawiamy się, jakim cudem nie ma tu
much. Zresztą nie widzieliśmy ich na Kubie wcale. Może im zimno, w
końcu pora deszczowa się dopiero kończy.
Żegnamy się dziś z Hawaną. Wyruszamy do oddalonego około 400
kilometrów Trynidadu.
Po drodze zatrzymujemy się w Santa Clara, "mieście bohaterskich
partyzantów". To tu zaczęła się rewolucja.
Pomnik Che Guevary z ręką na temblaku (została złamana w czasie akcji)
góruje nad Plaza de la Revolucion. Powstał on 1988 roku dla uczczenia
30. rocznicy bitwy o Santa Clara. Che wygląda bardzo groźnie na tle
zasnutego granatowymi chmurami nieba. Właśnie trwają przygotowania do
jutrzejszej uroczystości związanej z 40 rocznicą śmierci Che. Na placu
stoją setki równiuteńko ustawionych krzeseł, lepsze wyściełane krzesła
stoją najbliżej trybuny. Palmy do jej dekoracji przyjechały w
doniczkach i czekają na ustawienie. Jutro będzie tu Raul Castro.
Pod pomnikiem znajduje się muzeum i mauzoleum Che. Do Museo Historica
de la Revolucion nie wolno wnosić żadnych przedmiotów, nawet parasoli,
więc tym bardziej aparatów fotograficznych. Jest w nim kilka
przedmiotów należących do Che i braci Castro, mundury, broń,
radiostacje i mnóstwo bardzo ciekawych zdjęć. Przed wejściem do
mauzoleum, gdzie Che spoczywa wraz z 38 towarzyszami, zostajemy
poinstruowani, że wewnątrz nie wolno się odzywać. Na ścianach
płaskorzeżby przedstawiające twarze pochowanych rewolucjonistów. Nad
twarzą Che błyszczy gwiazda.
W Santa Clara jest też Monumento a la Toma del Tren Blindado, czyli
pomnik-muzeum poświęcony zasadzce na pociąg z żołnierzami Batisty. W
miejscu, gdzie odbyła się akcja, stoją cztery wagony i buldożer,
którego użyto do wykolejenia pociągu w grudniu 1958 roku. Wojska
dowodzone przez Che po udanej zasadzce na pociąg przewożący wojsko i
amunicję zajęły Santa Clara. Po tym wydarzeniu rewolucja odniosła
zwycięstwo, Batista musiał opuścić Kubę.

Do Trynidadu docieramy wieczorem. Spacer po mieście pokazuje, jak jest
on rozśpiewany i roztańczony. W każdym casa musica gra zespół, co
kilka kroków docierają do nas inne rytmy. Za wejście do takiego lokalu
trzeba zapłacić. Poza tym trwa zabawa na schodach koło kościoła. Gra
zespół muzyczny, turyści siedzą przy stolikach, a mieszkańcy Trynidadu
na schodach. Tańczą jednak razem. Zachwyca nas tańcząca para - ona
wysoka i szczupła, on dużo niższy od niej, lecz są tak zgrani, że
zwracają uwagę wielu z zebranych.
8 października 2007
Rejs na Cayo Blanco. Płyniem katamaranem, razem koło 20 osób. Pogoda
piękna, leżymy na siatce tuż nad wodą i opalamy się. Obok wyspy
zatrzymujemy się, żeby popływać i ponurkować z maskami.
Na wyspie czeka na nas lunch w restauracji serwującej owoce morza. Za
prowizorycznym budynkiem, gdzie stają stoły, kłębią się setki krabów.
Prawdziwą atrakcją są jednak ogromne jaszczurki, które podchodzą mając
nadzieję na otrzymanie owoców. Mają z ogonami prawie metr i wyglądają
jak smoki lub dinozaury. Spacer wzdłuż brzegu sprawia, że czujemy, że
jesteśmy na Karaibach.

|
strona: 1 | 2 | 3 | 4
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|