PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Ameryka Północna data dodania: 2008-01-11      
autor: bea,

Kuba - wyspa, która powinna być rajem

ocena: 4.87przeczytano 1676 razy


9 października 2007

Dolina Cukrowni - Valle de las Ingenios wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Są tu przede wszystkim dawne plantacje trzciny cukrowej. Manaca Iznaga to jedna z nich. Obok dawnego domu właściciela (obecnie restauracja i sklepy) wznosi się wieża. Ma ona 45 metrów wysokości i siedem poziomów - trzy dolne na planie kwadratu, a cztery górne ośmioboku. Umieszczony na niej dzwon oznajmiał początek i koniec pracy niewolników, ostrzegał, gdy któryś z nich próbował uciec. Dziś dzwon leży na ziemi, a my wchodzimy na wieżę, by podziwiać dolinę. Do dziś widać świetnie pierwotne założenie osady - domy niewolników (barracones) nadal są zamieszkane. W latach 40. XIX wieku pracowało ich tu 350. Niewolników zaczęto przywozić masowo do pracy na plantacjach trzciny cukrowej po 1793 roku, ponieważ zapotrzebowanie na cukier w Europie i Ameryce stale rosło. Kuba stała się największym eksporterem cukru na świecie. Liczba niewolników sięgała miliona, co stanowiło połowę populacji.
U stóp wieży kobiety sprzedają turystom wisiorki zrobione z nasion różnych roślin (7 sztuk za 1 cuc) i ślicznie haftowane obrusy. Zachwalają je podkreślając, że wzory są tipico Trynidad (średniej wielkości obrus 25 cuc).





Przyszedł czas na poznanie Trynidadu w dzień. Miasto zostało założone w 1513 roku przez Diego Velazqueza. W XVII i XVIII wieku było ośrodkiem handlu cukrem i niewolnikami. W połowie XIX wieku Trynidad stracił znaczenie i podupadł. Zapomniany przez ponad wiek stał się w całości zabytkiem. Do dziś urzekają ulice brukowane kamieniami przywożonymi tu jako balast statków. Są one tak wyprofilowane, by woda w czasie gwałtownych ulew płynęła środkiem, dodatkowo domy przed zalaniem chronią wysokie krawężniki. Zdecydowana większość domów jest parterowa, z wysokimi drewnianymi bramami i wielkimi okratowanymi oknami (bez szyb). W dzień okna są pootwierane i można swobodnie zajrzeć do wnętrza domów. Tylko czasami przesłania je prowizoryczna zasłonka. Wieczorami okiennice są pozamykane.
Centrum starego miasta to Plaza Mayor. Piękny plac z kolonialną atmosferą. Wokół niego pałace dawnych bogaczy i Iglesia Parroquial de Santisima Trinidad. Kościół ten zbudowany w XIX wieku znany jest ze znakomitej akustyki. W środku rzeźbione ołtarze wykonane z cennych gatunków drewna. Kościół znany jest z posągu zwanego Senor de la Vera Cruz (Pan Prawdziwego Krzyża). Był on wykonany w Hiszpanii i wieziony do Meksyku. Jednak trzykrotnie podróż przerywały silne wiatry, które spychały statek do Trynidadu. Uznano to za znak niebios i posąg pozostał w tym mieście.
Museo Romantico (Muzeum Romantyzmu) to były dom plantatora trzciny cukrowej hrabiego de Brunet i jego rodziny o nazwisku Borrel. Zebrane w nim przedmioty nie należały do rodziny, lecz pochodzą z tych samych czasów. Właściciele opuścili dom i wrócili do Hiszpanii po skandalu, jakim była ciąża, w którą córka zaszła pod nieobecność męża. W muzeum jest imponująca kolekcja ozdób, mebli i obrazów w stylu romantycznym. Z balkonów wspaniały widok na plac i Iglesia y Convento de San Francisco i jego piękną dzwonnicę.
Idąc do lokalu o nazwie Canchanchara mijamy drzewo, pod którym została odprawiona pierwsza msza święta w mieście. Taka widać tu tradycja. Canchanchara ta lokalna specjalność, czyli napój zrobiony z soku cytrynowego, wody, rumu. Smaczny i orzeźwiający. W lokalu gra muzyka, kilka par tańczy, mężczyzna robi i sprzedaje cygara.
W czasie lunchu postanawiamy zaszaleć i w restauracyjce Mason del Regioor zamawiamy langustę. Gdy pojawiamy się, jest chwila zamieszkania i za moment zespół muzyczny jest już skompletowany. Zaczyna się koncercik. W otwartych drzwiach zatrzymuje się dwóch młodych mężczyzn, słuchają muzyki. Na zakończenie jak zawsze - propozycja zakupienia płyty (za 10 cuc). Jedzenie było wspaniałe, kawa też. Jedyne co trochę doskwiera, to świadomość, że kosztowało to 14 cuc, czyli dobrą miesięczną pensję Kubańczyka.
Trynidad to największe nasze oczarowanie na Kubie.





10 października 2007

Po wjechaniu do prowincji Cienfuegos rzuca się nam w oczy zdecydowanie większy porządek niż w oglądanych wcześniej miejscach. Domki nadal maleńkie, ale bardziej zadbane, w ogródkach pojawiają się kwiaty. Jest to teren rolniczy.
Jardin Botanico Soledad pod Cienfuegos to jeden z największych ogrodów botanicznych w Ameryce Łacińskiej. Zajmuje 90 ha powierzchni, rośnie w nim 2400 gatunków roślin, w tym 300 gatunków palm. Na samym początku zaskakuje nas ogromne drzewo figowe z korzeniami powietrznymi, o obwodzie pnia 20 m. Bardzo się nam też podoba gigantyczny bambus, rosnący w ten sposób, że kolejne jego pokolenia tworzą coraz większą palisadę, oraz baobab i kwitnąca mimoza.



Cienfuegos zaskakuje nas odmalowanymi budynkami, szeroką Paseo del Prado z 1922 roku, bulwarem, ulicami pełnymi ludzi, ale też porządkiem i większą ilością sklepów. Widocznie to taka kubańska Wielkopolska. Parque Martin z wieloma pięknymi budynkami uznawany jest za historyczny zabytek. Jest to zadrzewiony plac z okrągłym podium dla orkiestry, ławkami i pomnikiem Jose Martiego. Po zachodniej stronie placu znajduje się jedyny na Kubie łuk tryumfalny symbolizujący wjazd do miasta. Zamówiła go w 1902 roku korporacja robotników.
Teatro Tomas Terry niestety jest zamknięty. Może to złe określenie - drzwi są otwarte, ale siedzi w nich kobieta, która nikogo nie wpuszcza do środka. Mówi, że chętnie by nam pozwoliła wejść, ale w budynku jest kamera i ktoś może to zauważyć. Zaglądamy tylko przez drzwi - widzimy bogate wnętrze holu. Szkoda, że nie zobaczymy sceny, gdzie występowali Enrico Caruso i Sarah Bernhardt oraz loży przy scenie, do której osoby, które nie chciały, by je publicznie widziano (na przykład w żałobie) wchodziły specjalnym wejściem. Teatr został zbudowany w 1889 roku, aby wypełnić ostatnią wolę wenezuelskiego magnata cukrowego i byłego burmistrza Tomasa Terry'ego Adamsa, z funduszy ofiarowanych przez jego rodzinę.
Na moment przysiadamy w pobliskiej kawiarence. Dwóch artystów wykonuje nasze karykatury i próbuje je nam sprzedać za 4 cuc. W końcu ustalamy cenę na 1 cuc.
Palacio de Valle to niezwykła budowla. Willa stanowi mieszaninę gotyku, napoleońskiego klasycyzmu i stylu mauretańskiego. Zbudował ją na początku XX wieku za prawie 2 miliony dolarów najbogatszy człowiek na Kubie, magnat cukrowy Asisclo del Valle Blanco. Niedługo się jednak nim cieszył, ponieważ po dwóch latach spadły ceny cukru i właściciel na skraju bankructwa zmarł na zawał serca. Losy tego pałacu były bardzo burzliwe. W latach dyktatury Batisty mieściło się w nim kasyno. Dziś jest to restauracja specjalizująca się w owocach morza. Można wejść na piętro i na tarasy znajdujące się na dachu. Urzekły nas mozaiki na podłogach, które robiły wrażenie trójwymiarowych (np. pionki na szachownicy). Podczas posiłku czas umilała nam śpiewem Carmencita. Tego się nie da opowiedzieć - to trzeba zobaczyć i usłyszeć.





strona: 1 | 2 | 3 | 4

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Kuba

Informacje o kraju: Kuba
Flaga - Kuba



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki