| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Azja | data dodania: 2009-03-08 |
|
autor: Gacus, |
Liban i Syria |
|
| ocena: 4.20 | przeczytano 331 razy |
Strona autora relacji: www.globtroteria.pl
Historia Bliskiego Wschodu od dawien dawna pełna była pełna krwawych wydarzeń, zajadłych wzajemnych
wrogości, podstępnych spisków. Od 1943 roku, kiedy to Syria ogłosiła swą niepodległość, naliczyłem
w tym kraju 6 zamachów stanu, ciągłe przechodzenie spod wpływów brytyjskich pod francuskie oraz
kilkakrotne wznawianie i zakończanie konfliktu z Izraelem, z którym notabene do dzisiaj Syria jest
w stanie wojny. Całą litanię przeróżnych nieszczęść, do dziś dotykających ten rejon, zapoczątkowała
okupacja Wzgórz Golan z 1967 roku. Potem było już tylko gorzej: wojna izraelsko-arabska, wojna
izraelsko-syryjska, wojna domowa w Libanie 1975-1990, permanentne bombardowanie obozów
palestyńskich ... Biorąc dziś do ręki gazety (a właściwie przeglądając internetowe archiwa Gazety
Wybiórczej), można odnieść wrażenie, że sytuacja nie zmieniła się. Od lutego zeszłego roku, kiedy
to dokonano morderstwa byłego premiera Libanu Rafika Haririego (z 99% pewnością zrobiły to
syryjskie służby specjalne, którym notabene brakuje taktu i ogłady Jamesa Bonda), udało się
wprawdzie doprowadzić do wyjścia z Libanu kilkunastotysięcznej armii syryjskiej, ale nie wpłynęło
to na ONZ, która to zastanawia się nad wprowadzeniem sankcji gospodarczo-politycznych, ani na
prezydenta Jurka Krzaka, umieszczającego w swoich wystąpieniach Damaszek wraz z Teheranem i
Phenianem na Osi Zła. Dokonana na początku tego roku cedrowa rewolucja w Libanie przywróciła temu
krajowi stabilizację i suwerenność, ale naraziła na gniew swojego sąsiada, który oplata ten kraj od
północy i wschodu. Ostatnio napływające informacje z regionu jak zwykle są "gorące". Od północy
pojawiło się tureckie zagrożenie w postaci ptasiej grypy, od wschodu przez granice z Irakiem
napływają albo wypływają zbrojne grupy popierające antyamerykańską rebelię w dawnym grajdołku
Saddama, granica syryjsko-libańska bywa miejsce zapalnych konfliktów, a Tel-Awiw i Bejrut
wystrzeliwują co rusz w swoim kierunku rakiety typu katiusza czy scud... Nie nadchodzą jeszcze
żadne niepokojące informacje od strony bogatej Arabii Saudyjskiej, ale pewnie i tam zdarzają się
pustynne wyścigi bogatych latorośli typu Osama Bin Laden, które swoimi pierwszymi pojazdami typu
Hummer próbują zaimponować lokalnym księżniczkom. Jednak fakt, że od strony morza nie było jeszcze
ataku węgierskiej marynarki wojennej napawa nas wszystkich nadzieją, że i tam może zapanować
spokój.
Nasuwa się jednak pytanie: PO CO ten wyjazd? Po to, żeby docenić to, jakie bezpieczeństwo i spokój
możemy doświadczać w Europie i Polsce. Po to, żeby poznać choć trochę miejscowych i zapytać
siedzącego w kawiarni w Bejrucie dziadka, co sądzi o siedzącym w tym samym czasie w kebabiarni w
Damaszku dziadku syryjskim. Po to, by na własne oczy zobaczyć jak patrzą na siebie celnicy i
żołnierze w budkach po obu stronach granicy libańsko-syryjskiej. I również po to, co tu dużo mówić,
aby zobaczyć miejsca, które omijane są przez standardowe wycieczki zasobnych emerytów,
zaliczających Wieżę w Paryżu, Schody w Rzymie czy Oxford Street w Londynie. Zobaczyć Pustynię
Syryjską ze starożytną oazą Palmyrą, Zamki Krzyżowców z Krak de Chaveliers na czele, zwany Paryżem
Wschodu Bejrut i najstarsze miasto świata Damaszek. Liczymy, że za czadorów spojrzą na nas piękne i
delikatne oczy wstydliwych Arabek, a wybrzeże Morza Śródziemnego powita nas 20 stopniowym
przyjemnym powietrzem... Jak pisał Kapuściński o Afryce: "... nie może dobrze poznać jej ten, kto
boi się muchy tse-tse, czarnej kobry, słonia, ludożerców, picia wody z rzek i strumieni, jedzenia
tortu z pieczonych mrówek, kto drży na myśl o amebie i chorobach wenerycznych, o tym, że będzie
okradziony i pobity i kto nie umie spać w afrykańskiej lepiance..." My nie uzurpujemy sobie prawa
poznania Bliskiego Wschodu po raptem 10-dniowym pobycie, nie przewidując tak drastycznej próby
naszego mu oddania, ale z niecierpliwością czekamy na poranny ryk muezzina, kawę mocną i czarną jak
smoła, graniczących z bójką politycznych swarów, nocnego pustynnego przymrozku, a także spotkania z
szejkiem i jego bajecznie bogatymi córkami na nartach w górach Libanu, które to "atrakcje"
skutecznie przeciwstawiamy argumentom ludzi pukających się czoło, gdy słyszą o naszym pomyśle.
Middle East welcome to!!!
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|