PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-03-09      
autor: bou, Bogusia Węsek

Sri Lanka - szczęście i spokój

ocena: 4.16przeczytano 214 razy


Jest godzina 6 rano - Thalpitija - mała cejlońska wioska rybacka obmywana ciepłymi falami oceanu Indyjskiego budzi się ze snu. Wstaje słońce jak przez cały rok dokładnie o tej samej porze. Zewsząd słychać niesamowity gwar ptactwa, rechot żab, pohukiwanie gekonów, pianie kogutów, owadów brzęczących w zaroślach i wszystkich możliwych dźwięków natury z tej części świata.

Mocna bryza oceanu i świt budzą śpiących na plaży obok swoich katamaranów rybaków, tych którzy nie mają domów, albo też tych którzy wolą spędzić noc w powiewie wiatru niż dusznych, byle jak skleconych chatkach po tragedii tsunami.

Postanawiam pochodzić po plaży, póki nie jest aż tak bardzo gorąco. Obserwuję budzące się życie. Rybacy, którzy są już na plaży niespiesznie zaczynają oceniać siłę wiatru, wysokość fali i możliwości dzisiejszego połowu. Uśmiechając się, gestykulując dyskutują czy wypłyną dziś na połów. W końcu jedna z grup pomimo wysokiej fali i niebezpieczeństwa decyduje się na prace. Zaczynają się gardłowe nawoływania członków grupy, którzy dzisiejszej nocy spali w swoich chatkach. Słyszałam już kilkakrotnie te dźwięki ale zawsze kojarzyłam je z jakimś zwierzęciem. Okazało się że mężczyźni wypracowali jakiś specjalny system porozumiewania-nawoływania, który pozwala głosowi przebić się przez głośny szum wiatru i oceanu. Zwykły okrzyk jest niesłyszalny w nawet odległości 5 metrów.

Wreszcie dwa katamarany pomiędzy, którymi rozciągnięta jest sieć wypływają na wody. Ci, którzy nie decydują się na połów kibicują konkurencji w ich zmaganiach z wysoką falą, zanosząc prośby do Buddy o ich szczęśliwy powrót i dobre łowy.

Będą siedzieć na plaży czekając na ich powrót, żując betel leżąc sennie pod palmami.

Godzina 9 rano, katamarany szczęśliwie wracają i zaczyna się ciężka praca ręcznego wyciągania grubymi linami sieci. Wygląda to tak ze dwie grupy mężczyzn w szeregu, każda z nich w odległości kilkudziesięciu metrów, wspólnie ciągną liny śpiewając przy tym pieśń, która bądź to pozwala im skuteczniej ciągnąć sieci, zaklinać złowione ryby, lub jeszcze coś innego. Domyślam się, że jest to ważne bo przy każdej z dwóch grup chodzi „solista”, którego jedynym zadaniem jest intonowanie pieśni, a któremu odpowiada cała grupa. Przypomina to trochę śpiewanie modlitwy w kościele, kiedy to ksiądz intonuje a wierni chórem odpowiadają.

Po dwóch godzinach, kiedy słońce już bardzo mocno przygrzewa i ciężko wytrzymać poza cieniem, sieć wraz z zawartością przy wielkich okrzykach łowiących zostaje wyrzucona na piasek.

Od razu dookoła robi się zbiegowisko mężczyzn i na wpół nagich dzieci. Wszyscy się przekrzykują komentując wyniki połowów. Na moje oko zawartość sieci to ok. 50kg. Ale nie ma powodów do wielkiego zadowolenia bo większość to mikroskopijne rybki przedstawiające niewielką wartość finansową. Natychmiast zaczyna się selekcja, większe ryby, za które dostaną dobrą zapłatę do kosza, odpadki do oceanu a małe rybki zostaną rozłożone na sieci na plaży aby wyschły w promieniach słońca. Później można je sprzedaż za grosze na miejscowym targu.

Rozmawiam z jednym z rybaków pytając o połowy – udaje mi się zrozumieć z jego pokrętnego angielskiego - „madam od czasu tsunami jest wielki problem z rybami, jest ich kilkakrotnie mniej, jest też problem z pogodą, opadami i falą oceanu – nic nie można przewidzieć, kto kiedyś słyszał o deszczu w styczniu czy lutym? A teraz czasami w nocy popada.” Deszcz w nocy oznacza niespokojny ocean i brak ryb.

Reszta dnia upływa sennie, po plaży snują się kobiety zbierające jakieś szczątki palm czy innych roślin na podpałkę do ugotowania kolacji, mężczyźni leżą leniwie pod palmami żują betel, dzieci wesoło harcują w falach, dookoła kręcą się wychudzone psy. Niektórzy będą się wspinać na palmy aby zerwać owoc kokosu, na którym cała ichniejsza kuchnia się zaczyna i kończy, albo też wylać sfermentowane mleko do wiaderka i wypić za zdrowie. Drzewo kokosowe podobnie jak małe banany jest symbolem dobrobytu. Z niego jest mleko, pokarm stały dodawany do każdej niemalże potrawy, arak, z niego można zrobić naczynia, czy wreszcie utkać sieci, jest doskonałą podpałką do kuchni czy grilla.

Podchodzi do mnie jeden z „ szeryfów” grupy, która dziś nie wypłynęła.

Sentencjonalnie oznajmia z szerokim uśmiechem z pod wielkiego kapelusza „no fishing, no eating”. Przypadkowo obok mnie stoi Fernando – miejscowy „biznesmen” właściciel tuk-tuka. Fernando daje mężczyźnie 50 rupii na śniadanie. Uśmiech rybaka natychmiast się powiększa. Jest totalnie szczęśliwy.

Tak samo jak ci wszyscy biedni ludzie. Są bardzo ubodzy i bardzo życzliwi, żyją dniem dzisiejszym i chwilą, która trwa, nie myślą o jutrze przecież jakoś to będzie, nie myślą o przeszłości – przeszłość nic nie zmieni w ich obecnym życiu. O dawnych tragediach opowiadają z uśmiechem – przecież udało im się przeżyć. Więc przeżyją i teraz – zamiast się zamartwiać można wspólnie pośpiewać, porozmawiać czy popatrzeć jak codziennie słońce zachodzi. Poleżeć pod palmą i pomedytować.

Wracam do hoteliku. Wysoko na niebie świeci księżyc w pełni, jasny, zimny czarując swoim blaskiem. Po drodze słyszę gdzieś śpiewy muzeumańskie, pieśni buddyjskie, wieczorne krzątanie kobiet. Po pysznej wegetariańskiej kolacji udaję się do prostego pokoju, gdzie poza łóżkiem, szafą, małym stolikiem i moskitierą nie ma nic. Żadnego telewizora, Internetu, radia, prasy. Zmęczona kładę się do łóżka.. Za oknem szumi ocean i myślę jak niewiele potrzeba aby poczuć się totalnie spokojnym i szczęśliwym. Może zamiast pomnażać dobra – wystarczy je zredukować? To chyba ostatnia myśl jaka towarzyszy mi przed zaśnięciem..

Sri Lanka, 16 lutego 2009






strona: 1

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Sri Lanka

Informacje o kraju: Sri Lanka
Flaga - Sri Lanka








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms