PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2009-03-10      
autor: Gacus,

Maroko

ocena: 3.26przeczytano 329 razy


After party: Maroko cz. I (24.V.2007)

Maroko to syf, kiła i mogiła. Oczywiście można by się zachwycać tamtejszymi górami, pustynią, wybrzeżem i "miastami" (tak naprawdę to nie miasta, a sralniki), ale po co. No dobra, pojechałem trochę po tym Maroku, więc może kilka słów ciepłych w tekście na jego temat jeszcze zamieszczę, ale to się jeszcze zastanowię. Maroko zaskoczyło już na samym początku, dla nas początkiem było lotnisko w Marrakeszu, spacerując sobie z samolotu do terminalu po płycie lotniska omal nie zostaliśmy przejechani przez samozwańczego bagażowego. Odprawa szybka, do Maroka nie trzeba wiz, za granicą czekał Marcin, dla którego Marrakesz nie miał już żadnych tajemnic, czekał bowiem na nas już prawie 4 godziny, co wystarczyło mu na przyswojenie arabskiego na poziomie średnio zaawansowanym, zapomniał tylko, że czyta się w arabskim od tyłu. Autobusem za 2 euro (kupa kasy jak na Afrykę) dostaliśmy się może z 5 km do centrum. Zakwaterowawszy się w hoteliku w medynie (60 DRH = 5,5 euro, generalnie płaciliśmy w Maroko od 25 do 70 DRH za noc, średnia ok. 50 DRH), ruszyliśmy na główny plac Marrakeszu, miejsce wg przewodników magiczne, a wg nas realistyczne, za dużo tam rąk wyciągnietych po kasę.

Główny plac Marrakeszu

Aha, zanim ruszyliśmy, trzeba było wytargować się o prysznic, bo miał być ponoć za cenę dodatkowych 10 dirhamów. Nie mieściło się to w naszych standardach, ale marokańskie standardy trochę odbiegają od naszych, proponuję żeby w Krakowie liczyć dodatkowo za łóżko w hotelu. Wspomniany plac to Dżema el-Fna, na którym kobry tańczą kankana, a małpy przybijają piątki z przechodniami. Pełno tam dziwnych grup czy to Berberów, czy to Nomadów, tworzą jakieś kółka, gibają się w rytm narodowych przebojów, czarownice przepowiadają przyszłość, wszyscy oczywiście wyciągając ręce po "co łaska". Odgoniwszy całe to towarzystwo udaliśmy się do pijalni soków owocowych, które na twoich oczach wyciska sprzedawca (3 DRM = 1 zł). Dobre te soki, ale żeby nie było zbyt słodko, ma tylko jeden kufel, z którego się pije, po każdym klieńcie płucze ten kufel w wiadrze z wodą o mocno podejrzanym składzie (H dwa O to nie jedyny jej czynnik).

Marokańskie suki - targi

Marrakesz to generalnie część stara, z medyną, czyli można powiedzieć starówką, w której labiryncie można się zgubić, w której sukach sprzedają i wszystko i nic i część nowa, starająca się naśladować metropolie zachodnie, z bulwarami, McDonaldem, Sofitelem, smogiem i korkiem w tle. Nie wiadomo, którą część bardziej polecić, no ale pewnie tą pierwszą, można zjeść w niej np. niedobrego "tadżina" (gotowana wołowina powiedzmy z frytkami, narodowa marokańska potrawa), no i na każdym kroku można kupić dobre, wielkie, okrągłe bułki, jedną z niewielu rzeczy w marokańskiej kuchni, która mi smakowała. No więc to by było na tyle na razie, bo zamykają mi bibliotekę, obszerna relacja z Maroka już wkrótce, Maroko jest jednak nijakie. Ni to europejskie, bo wszystko tam mają co w Europie, ale jednak są za nią sto lat, ni to arabskie, ale muezzin śpiewa kiedy chce, alkohol się pije, kiedy się chce, a dziewczyny odkrywają co tylko zechcą. ;) Eh, czytam to co napisałem i jednak zbyt surowo Maroko oceniłem, więc w kolejnych odcinkach będzie miłe słowo dla niego i też.

Jeden z milszych mieszkańców Maroka



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Maroko

Informacje o kraju: Maroko
Flaga - Maroko








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms