| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa | data dodania: 2009-03-14 |
|
autor: waldemarrr, Waldemar Józwa |
Czarnobyl |
|
| ocena: 3.38 | przeczytano 1042 razy |
W połowie maja 2005 wraz z twórcami strony opuszczone.com udałem się na wyprawę po Ukrainie.
Naszym celem były okolice Czarnobyla. Droga prowadziła przez przejście graniczne w Medyce, dalej do
Lwowa, Kijowa, aż wreszcie dotarliśmy na miejsce.
...Ale może opowiem po kolei?
Lwów przywitał nas deszczem. Wystarczyło przekroczyć granicę, a znaleźliśmy się w zupełnie innym
świecie.
Do odjazdu pociągu do Kijowa mieliśmy kilka godzin. Znaleźliśmy parę chwil na spacer po mieście,
oswojenie się z klimatem ciasnych, uroczych, choć często jakże zaniedbanych lwowskich
uliczek.
Dość zwiedzania. W trzy godziny Lwowa i tak nie poznamy... Musimy zrobić jeszcze zakupy przed
dalszą podróżą do Kijowa.
W drogę na dworzec! Przed nami cała noc podróży koleją, z Lwowa do Kijowa jest ponad 600km.
Ukraińskie pociągi na pierwszy rzut oka wyglądają, jakby pamiętały czasy Breżniewa ale muszę
przyznać, że to jednyne słowa krytyki, na jakie mogę sobie pozwolić.
Wagony wyglądają wprawdzie jak z poprzedniej epoki, ale podróżuje się w nich zaskakująco wygodnie,
punktualnie i bezpiecznie. Jest w nich czysto, a rano można liczyć na gorącą herbatę z samowara! A
wszystko za umiarkowaną kwotę - za równowartość 50zł można przejechać niemal całą Ukrainę.
Z Kijowa na miejsce przeznaczenia jedziemy busem. Krótki postój przy ostatnej tablicy wskazującej
drogę do Czarnobyla. Z każdym kilometrem okolica robi się coraz bardziej pusta. Do strefy
zamkniętej jest jeszcze kilkanaście kilometrów, ale wokół obserwujemy coraz więcej pustych
budynków, niedokończonych bloków mieszkalnych, opuszczonych gospodarstw rolnych.
Wejście do strefy zamknętej możliwe jest tylko na podstawie przepustki. Terenu pilnuje wojsko.
Pierwsza bramka to dopiero początek, po drodze spotykamy kilka takich punktów kontrolnych.
Jeszcze kilka kilometrów i dojeżdżamy do miasta Prypeć (Pripiat). Cel naszej wyprawy - miasto o
wyjątkowo krótkiej historii. Nowoczesne, założone w 1970 roku miasteczko tętniło życiem do 1986
roku. W czasie budowy elektrowni miasto nie istniało, dlatego elektrownię nazwano "Czarnobyl" od
nazwy niewielkiej miejscowości znajdującej się nieopodal. Nazwa Prypeć pochodzi od rzeki, która
przepływa przez okolicę.
Główną aleja miasta. Drogi są w kiepskim stanie. Nieremontowane od lat.
Miasto Prypeć to jedyne miejsce na świecie niezmiennie od dwudziestu lat przygotowane do pochodu z
okazji święta pierwszomajowego. Jednak w ciągu najbliższych trzystu lat pochody nie są tu
przewidywane.
Martwe miasto. Za to partia Lenina ciągle żywa, ciągle silna.
Zbliżamy się do głównego sklepu w mieście. Sklep "Tęcza" nieczynny.
Zakupy się nie powiodły. Rzut oka na najwyższy budynek w mieście, z którego dachu fotografowałem
później miasto.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 2. | 2010-03-11 00:24:33 | gość:
| ciekawie napisane;D jest coś w tym wszystkim co mnie intryguje,mianowicie powiązanie miasta Prypeć z elektrownią i Okiem Moskwy.Jedna z teorii spiskowych mówi ze katastrofa to:1 teoria:ZSRR chciało za wszelką cenę ukryć to co robi w(z)"oku"2 :ze eksperymenty z falami radiowymi doprowadziły do awarii elektrowni.tak czy owak (wg tych teorii)awaria w Czernobylu ma związek z działaniem oka Moskwy nazywanego również Czernobyl 2 (przypadek??).co ciekawe to to że elektrownia powstała po to by n ie tylko produkować energie ale również po to by chronić O M(nie na odwrót;)no i miasto,to wielkie przedsięwzięcie logistyczne wymagające wielkich nakładów finansowych było jednym z bardziej luksusowych miast ZSRR.Moskwa nigdy specjalnie nie przejmowała się ludźmi(jako jednostką) i nie dbała o ich "wygody"(chyba że byli to prominentni działacze wojskowi czy KGB)aż tu nagle W "środku lasu" powstaje piękne miasto dla pracowników elektrowni;D ciekawe....czy w Prypeci mieszkali tez ludzie z O M
|
| | 1. | 2009-03-20 22:11:54 | gość: aga
| niesamowite wrażenie zrobił na mnie ten artykuł i przypomniał mi się moment podawania nam dzieciakom płynu Lugola w szkołach i nikt nam wtedy nie tłumaczył po co ? ale całość artykułu , krótkich zdań popartymi świetnymi zdjęciami REWELACJA ale długo się pamięta taki "majstersztik"
|
|
|
|