| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Afryka | data dodania: 2009-03-30 |
|
autor: lbt, |
Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć |
|
| ocena: 4.90 | przeczytano 922 razy |
Maroko - luty 2009
18-02-2009 Madryt -> Marrakesz
"Marrakesz przywitał nas..." ;) nie, właściwie problem rozpoczął się wcześniej. Spaliśmy jedną noc na lotnisku w Madrycie, a tam okazało się,
że z naszymi śpiworami przywieźliśmy kilogramy świeżutkiej, coruńskiej pleśni.
Pomysłów było dużo, w końcu stanęło na zaniesieniu śpiworów do pralni. Poznaliśmy tak więc marokański przemysł pralniczy od środka. Tam
wycenili nam czyszczenie na 70 DRH, facet domagał się prezentu i chciał zwinąc MP3, który wypadł z kieszeni. Był zawiedziony, że widzieliśmy
jak go wziął.
Czym właściwie przywitał nas Marrakesz? Przede wszystkim ciepłym, suchym powietrzem, przy 12 stopniach i zachmurzonym niebie. Miła odmiana po
Coruńskim powietrzu. Przywitał nas niemożliwym wręcz gwarem i ruchem na ulicach. Ogromną ilością ludzi poruszających się wszelkimi możliwymi
pojazdami we wszystkich kierunkach. Prawie zostaliśmy potrąceni przez osła ciągnącego wózek z drewnem, zaraz potem przez dorożkę, motorynkę i
rower. Tłumy, krzyki, głośno. Zaklinacze węży, wyciskacze soku. Na początku ciężko się było przezwyczaić do zaczepek co pięć metrów, ale szybko
przywykliśmy. Jednych trzeba ignorować, innym podziękować z uśmiechem.
Szybko znaleźliśmy urokliwy hotel, w którym się zatrzymaliśmy (Central Palace w pobliżu placu Jamaa el Fna - (155 DH/2os)) i korzystaliśmy z
godziny gratis powstałej przy przestawieniu zegarka.
Obejrzeliśmy meczet Kutubijja, odrzucilismy ofertę: "Good smoke, rocket smoke". Poszliśmy w stronę Pałacu El-Badi. Ogromne ruiny, oaza spokoju
w rozwrzeszczanym mieście. Tu mieszkają zimą nasze bociany.
19-02-2009 Marrakesz
Marrakesz może przerażać. Ruchem, krzykiem, gwarem, nawoływaniem ze wszystkich stron, kurzem i dymem. Ci, którzy spodziewają się tu
zeuropeizowanego miasta, zawiodą się. Równo przycięte rośliny i szerokie chodniki to nie wszystko.
Nas jednak Marrakesz zachwyca. Bogactwem barw, śmiechem dzieci, krzykiem dorosłych, śpiewem z minaretów, mnogością zapachów.
Dzień rozpoczęliśmy od śniadania w słońcu, na dachu naszego hoteliku. Było za wcześnie żeby odebrać śpiwory, więc weszliśmy w suki. Szybko
oddaliliśmy się od głównych ulic. Tam spotkaliśmy prawdziwą medinę, gdzie prawdziwi Marokańczycy wiodą prawdziwe życie. Wstąpiliśmy do sklepu z
wszelkiego rodzaju żelastwem, od pierścionków po czajniki, klamki i obicia do drzwi. Oglądaliśmy bransoletki, ale cena 140 DRH (z 700 DRH) nas
nie satysfakcjonowała, więc nic nie kupiliśmy.
Potem udało sie odebrać nasze śpiwory, w miarę czyste nawet.
Gubiąc się i nadrabiając drogi poszliśmy do ogrodów Menara. Ciekawsze od bajorka i roślinek były obserwacje miejscowej młodzieży.
Wracając wstąpiliśmy do poleconej wypożyczalni i tam zarezerwowaliśmy auto na jutrzejszy dzień. W sumie za cztery dni kosztowało 1300 DRH.
Kupiliśmy pizzę na jutrzejszy obiad, wypłacilismy pieniądze z bankomatu, minęliśmy wycieczkę Polaków i poszliśmy spać.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2009-05-15 14:41:43 | gość: Przemysław Frąc
| Ciekawy artykuł
Dzięki i pozdrawiam
Przemysław Frąc
|
|
|
|