PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2009-03-30      
autor: lbt,

Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć

ocena: 4.23przeczytano 2188 razy


Maroko - luty 2009

18-02-2009 Madryt -> Marrakesz

"Marrakesz przywitał nas..." ;) nie, właściwie problem rozpoczął się wcześniej. Spaliśmy jedną noc na lotnisku w Madrycie, a tam okazało się, że z naszymi śpiworami przywieźliśmy kilogramy świeżutkiej, coruńskiej pleśni.
Pomysłów było dużo, w końcu stanęło na zaniesieniu śpiworów do pralni. Poznaliśmy tak więc marokański przemysł pralniczy od środka. Tam wycenili nam czyszczenie na 70 DRH, facet domagał się prezentu i chciał zwinąc MP3, który wypadł z kieszeni. Był zawiedziony, że widzieliśmy jak go wziął.
Czym właściwie przywitał nas Marrakesz? Przede wszystkim ciepłym, suchym powietrzem, przy 12 stopniach i zachmurzonym niebie. Miła odmiana po Coruńskim powietrzu. Przywitał nas niemożliwym wręcz gwarem i ruchem na ulicach. Ogromną ilością ludzi poruszających się wszelkimi możliwymi pojazdami we wszystkich kierunkach. Prawie zostaliśmy potrąceni przez osła ciągnącego wózek z drewnem, zaraz potem przez dorożkę, motorynkę i rower. Tłumy, krzyki, głośno. Zaklinacze węży, wyciskacze soku. Na początku ciężko się było przezwyczaić do zaczepek co pięć metrów, ale szybko przywykliśmy. Jednych trzeba ignorować, innym podziękować z uśmiechem.
Szybko znaleźliśmy urokliwy hotel, w którym się zatrzymaliśmy (Central Palace w pobliżu placu Jamaa el Fna - (155 DH/2os)) i korzystaliśmy z godziny gratis powstałej przy przestawieniu zegarka.
Obejrzeliśmy meczet Kutubijja, odrzucilismy ofertę: "Good smoke, rocket smoke". Poszliśmy w stronę Pałacu El-Badi. Ogromne ruiny, oaza spokoju w rozwrzeszczanym mieście. Tu mieszkają zimą nasze bociany.

Afryka i Europa z samolotu
Lotnisko w Marrakeszu
Pałac El-Badi
Plac Jamaa el Fna nocą
 Suszone owoce na Placu
Gry i zabawy nocą
Krzyki, hałasy i mnóstwo dymu

19-02-2009 Marrakesz

Marrakesz może przerażać. Ruchem, krzykiem, gwarem, nawoływaniem ze wszystkich stron, kurzem i dymem. Ci, którzy spodziewają się tu zeuropeizowanego miasta, zawiodą się. Równo przycięte rośliny i szerokie chodniki to nie wszystko.
Nas jednak Marrakesz zachwyca. Bogactwem barw, śmiechem dzieci, krzykiem dorosłych, śpiewem z minaretów, mnogością zapachów.
Dzień rozpoczęliśmy od śniadania w słońcu, na dachu naszego hoteliku. Było za wcześnie żeby odebrać śpiwory, więc weszliśmy w suki. Szybko oddaliliśmy się od głównych ulic. Tam spotkaliśmy prawdziwą medinę, gdzie prawdziwi Marokańczycy wiodą prawdziwe życie. Wstąpiliśmy do sklepu z wszelkiego rodzaju żelastwem, od pierścionków po czajniki, klamki i obicia do drzwi. Oglądaliśmy bransoletki, ale cena 140 DRH (z 700 DRH) nas nie satysfakcjonowała, więc nic nie kupiliśmy.
Potem udało sie odebrać nasze śpiwory, w miarę czyste nawet.
Gubiąc się i nadrabiając drogi poszliśmy do ogrodów Menara. Ciekawsze od bajorka i roślinek były obserwacje miejscowej młodzieży. Wracając wstąpiliśmy do poleconej wypożyczalni i tam zarezerwowaliśmy auto na jutrzejszy dzień. W sumie za cztery dni kosztowało 1300 DRH. Kupiliśmy pizzę na jutrzejszy obiad, wypłacilismy pieniądze z bankomatu, minęliśmy wycieczkę Polaków i poszliśmy spać.


Suki, zasłonięte przed gorącym, południowym słońcem
  W Ogrodach Menara



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2009-05-15 14:41:43
gość: Przemysław Frąc
Ciekawy artykuł Dzięki i pozdrawiam Przemysław Frąc


  Mapapowiększ 

  Maroko

Informacje o kraju: Maroko
Flaga - Maroko








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms