PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2009-03-30      
autor: lbt,

Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć

ocena: 4.23przeczytano 2198 razy


21-02-2009 Erg Chebbi

Po przebudzeniu w naszym berberyjskim namiocie, okazało się, że jesteśmy po środku wielkich wydm. Zjedliśmy z Hassanem i wielbłądami śniadanko, oczywiście z herbatką, której "jedna szklanka zastępuje 2 litry wody".
Wyruszyliśmy naszym terenowym autem z Hassanem za kierownicą (bez wielbłądów). Jeździliśmy po okolicy, czyli wzdłuż i w poprzek pustyni. Najpierw pojechaliśmy nad jezioro, potem do oazy zobaczyć nawadnianie i plantacje. Głęboko w wydmach jest woda, która akweduktem jest prowadzona do oazy.
Zajechaliśmy do wioski, tam grupa znajomych Hassana grała i śpiewała melodie berberyjskie. Dalej pojechaliśmy do Er Rissani, do domu rodziny Hassana. Tam mieszkają, jego dwie siostry z mężami i dziećmi - cały czas gdzieś kręcącymi się pod nogami dwoma chłopcami i około dwunastoletnią dziewczynką Fatimą. My po berberysku mówimy niewiele, więc wymienialiśmy tylko zaciakawione spojrzenia i uśmiechy. Przed posiłkiem, Fatima każdemu opłukała ręce wodą z dzbanka. Szwagier Hassana przyniósł pare bochenków chleba, wielkości stolika - jeden podarł na części - i ta-żin. Jedliśmy wszyscy z jednego półmiska, maczając w nim chleb. Po jedzeniu poszliśmy na dach domu, na którym był gliniany piec chlebowy i kozy. Żegnając się daliśmy dzieciom pare drobiazgów, bardzo się ucieszyły. Przy wyjeździe Fatima bardzo nieśmiało, ale jednak z ogromnym zaciekawieniem oglądała samochód, wsiadła nawet na chwilę, lecz zaraz Hassan ją wygonił - takie rzeczy to nie dla młodych dziewczyn.
Pojechaliśmy do zakładu szwagra, który zajmuje się obróbką minerałów i skamieniałości z pobliskich gór. Dostaliśmy nawet pare drobiazgów, po tym jak oznajmiliśmy Hassanowi, że zdecydujemy się z nim pojechać na wycieczkę wielbłądową (chcieliśmy mu się w ten sposób odwdzięczyć za to wszystko co nam pokazał)...
Wycieczka była dwuosobowa i bardzo przyjemna. Mniej więcej po godzinie drogi poszliśmy pieszo na jedną z większych wydm obejrzeć zachód słońca. Za nią był obóz - specjalne namioty dla turystów, bardzo wypasione w porównaniu do tych w których spaliśmy poprzedniej nocy. Po jakimś czasie przyjechała też dwójka Holendrów, bardzo zabawnych, gdyż pani w pewnym momencie zapytała nas czy wiemy gdzie jest toaleta...
Po kolacji Hassanowi zebrało się na polsko - berberyjskie tańce, ale tego dnia nie byliśmy już dobrymi kompanami do zabawy.

Berber za kierownicą
 Beztroskie tańce i śpiewy;)
I znów powrót ze szkoły
 Ukradkiem z targu
 W domu rodziny Hassana
Herbatka obowiązkowa
Tażin i świeżo upieczony chleb
  W zakładzie u szwagra
Nasze namioty w Erg Chebbi
Prwywatną karawaną


Skarabeusz
Tańce i swawole



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2009-05-15 14:41:43
gość: Przemysław Frąc
Ciekawy artykuł Dzięki i pozdrawiam Przemysław Frąc


  Mapapowiększ 

  Maroko

Informacje o kraju: Maroko
Flaga - Maroko








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms