| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Afryka |
data dodania: 2009-03-30
|
|
autor: lbt, |
Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć |
|
| ocena: 4.56 | przeczytano 1771 razy |
21-02-2009 Erg Chebbi
Po przebudzeniu w naszym berberyjskim namiocie, okazało się, że jesteśmy po środku wielkich wydm. Zjedliśmy z Hassanem i wielbłądami śniadanko,
oczywiście z herbatką, której "jedna szklanka zastępuje 2 litry wody".
Wyruszyliśmy naszym terenowym autem z Hassanem za kierownicą (bez wielbłądów). Jeździliśmy po okolicy, czyli wzdłuż i w poprzek pustyni.
Najpierw pojechaliśmy nad jezioro, potem do oazy zobaczyć nawadnianie i plantacje. Głęboko w wydmach jest woda, która akweduktem jest
prowadzona do oazy.
Zajechaliśmy do wioski, tam grupa znajomych Hassana grała i śpiewała melodie berberyjskie.
Dalej pojechaliśmy do Er Rissani, do domu rodziny Hassana. Tam mieszkają, jego dwie siostry z mężami i dziećmi - cały czas gdzieś kręcącymi się
pod nogami dwoma chłopcami i około dwunastoletnią dziewczynką Fatimą. My po berberysku mówimy niewiele, więc wymienialiśmy tylko zaciakawione
spojrzenia i uśmiechy. Przed posiłkiem, Fatima każdemu opłukała ręce wodą z dzbanka. Szwagier Hassana przyniósł pare bochenków chleba,
wielkości stolika - jeden podarł na części - i ta-żin. Jedliśmy wszyscy z jednego półmiska, maczając w nim chleb. Po jedzeniu poszliśmy na dach
domu, na którym był gliniany piec chlebowy i kozy. Żegnając się daliśmy dzieciom pare drobiazgów, bardzo się ucieszyły. Przy wyjeździe Fatima
bardzo nieśmiało, ale jednak z ogromnym zaciekawieniem oglądała samochód, wsiadła nawet na chwilę, lecz zaraz Hassan ją wygonił - takie rzeczy
to nie dla młodych dziewczyn.
Pojechaliśmy do zakładu szwagra, który zajmuje się obróbką minerałów i skamieniałości z pobliskich gór.
Dostaliśmy nawet pare drobiazgów, po tym jak oznajmiliśmy Hassanowi, że zdecydujemy się z nim pojechać na wycieczkę wielbłądową (chcieliśmy mu
się w ten sposób odwdzięczyć za to wszystko co nam pokazał)...
Wycieczka była dwuosobowa i bardzo przyjemna. Mniej więcej po godzinie drogi poszliśmy pieszo na jedną z większych wydm obejrzeć zachód słońca.
Za nią był obóz - specjalne namioty dla turystów, bardzo wypasione w porównaniu do tych w których spaliśmy poprzedniej nocy. Po jakimś czasie
przyjechała też dwójka Holendrów, bardzo zabawnych, gdyż pani w pewnym momencie zapytała nas czy wiemy gdzie jest toaleta...
Po kolacji Hassanowi zebrało się na polsko - berberyjskie tańce, ale tego dnia nie byliśmy już dobrymi kompanami do zabawy.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2009-05-15 14:41:43 | gość: Przemysław Frąc
| Ciekawy artykuł
Dzięki i pozdrawiam
Przemysław Frąc
|
|
|
|