| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Afryka |
data dodania: 2009-03-30
|
|
autor: lbt, |
Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć |
|
| ocena: 4.56 | przeczytano 1771 razy |
23-02-2009 Marrakesz
Noc w "naszym" hotelu dobrze nam zrobiła, choć nie wiem czy innym mieszkańcom także - delikatnie mówiąc lekko jechaliśmy wielbłądem ;).
Śniadanko na dachu - chociaż także bardzo przyjemne, już w sporym towarzystwie - dużo gości zjechało się tej nocy. Potem poszliśmy załatwić
sprawę z naszym samochodem, a właściwie z naszymi pieniędzmi - w końcu oddaliśmy zepsute auto dzień przed terminem. Wrodzona upartość, chytrość
i magiczne słowo "policja" zadziałały - po wizycie w biurze dostalismy swoje 30 euro.
Poza tym dzień minął pod hasłem wszelkich szkół i farbiarni. Pierwsze dlatego, że trafialiśmy w uliczki pełne szkół i pełne marokańskich
uczniów na wszelkiego typu pojazdach. Przed pierwszą (jakby podstawówką) rozdaliśmy cukierki.
A z farbiarnią to dziwna sprawa. Dwa razy ktoś nas zaczepiał pokazując zdjęcia z kotłami do farbowania skór i chciał poprowadzić nas w to
miejsce. Odmawialiśmy, bo różnie to bywa z takimi, którzy bardzo usilnie chcą kogoś gdzieś zaprowadzić. Po południu sami stwierdziliśmy, że się
tam jednak wybierzemy i zaopatrzeni w naszą mapę z przewodnika, wyruszyliśmy. Okazało się jednak, że na mapie brak paru uliczek (przecież to
nie istotne), i się zgubiliśmy. Tym razem zapytani o drogę przechodnie, nie mieli pojęcia ani gdzie są farbiarnie, ani gdzie jesteśmy my...
Dziś dla odmiany nie zjedliśmy pizzy, chociaż pan się do nas szeroko usmiechał wyglądając z okienka. Poszliśmy za to do restauracji zjeść
dziwne szaszłyki. Wracając, zaczepił nas jeden pan, chcąc nam sprzedać wycieczkę na Saharę ("wczoraj wróciliśmy") i zaprowadzić do restauracji
("właśnie wyszliśmy")...
24-02-2009 Marrakesz -> Casablanca
Rano poszliśmy na dworzec kolejowy, troszkę się gubiąc, bo znowu nie wszystkie ulice były godne odwzorowania. Pytaliśmy o drogę policjanta, ale
tylko sie potwierdziło, że Marokańczycy kompletnie nie znają się na mapach. Dworzec okazał się bardzo nowoczesny, ładny i czysty, na poziomie
nieosiągalnym dla europejskich dworców. Pociągi do Casablanki są co dwie godziny (nieparzyste), a bilet kosztuje 84 DRH.
Pociąg na poziomie PKP odjechał pełny o czasie. Jechaliśmy długo przez zielone Maroko.
Po trzech godzinach wysiedliśmy w Casablance, choć nie jesteśmy pewni czy na dobrej stacji. Taksówkarze zapytani ile będzie kosztował dojazd do
Abderrazaka (CS), zaczęli wykrzykiwać jeden przez drugiego, choć żaden nie wiedział jak tam dojechać. W końcu przegonił ich policjant i
zaprowadził nas do jednej taksówki, chyba jakiejś specjalnej, choć na taką nie wyglądała - taki sam ledwo stojący i pyrkoczący, z
niedomykającymi sie drzwiami Citroen. Powiedział taksówkarzowi, dokąd mamy jechać a nam, 15 razy, że mamy pilnować, żeby włączył licznik.
Jechaliśmy długo, prawdopodobnie robiąc kółka. W końcu się zatrzymaliśmy, a taksówkarz poprosił o numer do Abderrazaka i zadzwonił do niego
pytając gdzie ma jechać. Jakoś się udało dojechać do dzielnicy Oulfa, gdzie mieszka Abderrazak, a tam, na szczęście on już na nas czekał.
Inaczej nie obyło by się bez ponownego dzwonienia.
Choć Abderrazak nie bardzo włada angielskim, a my nie bardzo francuskim, czas razem spędziliśmy bardzo miło. Znów zostaliśmy bardzo ciepło i
miło przyjęci.
Mogliśmy zostać tam jedną noc (planowaliśmy dwie), ale z powodu długiego dojazdu do centrum, a stamtąd na samolot, uznaliśmy, że tak będzie
lepiej.
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
| | 1. | 2009-05-15 14:41:43 | gość: Przemysław Frąc
| Ciekawy artykuł
Dzięki i pozdrawiam
Przemysław Frąc
|
|
|
|