PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2009-04-03      
autor: marcinsen,

Byli też ciemnoocy o ochrypłych głosach...

ocena: 3.67przeczytano 143 razy


17
Kto boi się piątku trzynastego? Ogólnie o Hiszpanii i Domu.


Kiedy przyjechałem na lotnisko, zdałem sobie sprawę, że dziś piątek trzynastego, ale jakoś nigdy nie byłem przesądny jeśli chodzi o ten dzień, tak że do samolotu wsiadłem ze zwykłym poziomem podenerwowania, bez jakichkolwiek dodatkowych wrażeń, chyba że do wrażeń zaliczyć grubego, spoconego pana, w fotelu przede mną, który przeraźliwie śmierdział czosnkiem i potem.

Akurat na pożegnanie trafiłem na rozdział „I Can’t Stay Long”, w którym Laurie Lee opisuje Hiszpanię i przede wszystkim Hiszpanów. Choć docenia on widoki, przyrodę itd., to jednak jako humanista, głównym obiektem jego zainteresowania są ludzie i w jakiś sposób, dzięki mistrzowskiemu zmysłowi obserwacji i wibrującemu życiem językowi, Laurie Lee jest w stanie opisać to, co większość ludzi może jedynie przeczuwać, ledwie dotykać, a przy próbach opisania, albo chociaż wyartykułowania tych wrażeń, zostajemy z kilkoma mglistymi odczuciami w rękach, jak po obudzeniu się ze snu, kiedy senne wspomnienia są wprawdzie jeszcze żywe, ale jednak gubią już kształt, dotyk, czy zapach. Laurie Lee należy do tych nielicznych mistrzów słowa, którzy potrafią poczuć i opisać świat w taki sposób, że niby kolorowa fotografia, wydaje się on mieć jeszcze większy urok i smak niż w rzeczywistości i czytając jego książki, czuję to samo, co przy czytaniu Dostojewskiego, Jacka Londona, Orwella, czy Raya Bradburego, w których książkach ciągle jeszcze można cieszyć się eleganckim, żywym językiem i poezją.

Sposób w jaki Laurie Lee opisał Hiszpanię, sprawił, że choć dzień wcześniej byłem już nią trochę zmęczony, to teraz, kilka tysięcy metrów nad jej szybko uciekającym krajobrazem żałowałem, że już mnie tam nie ma i kwadraty pól, proste kreski autostrad i kręte leśne drogi, oraz brązowo-brunatne góry i czerwonawe placki miast stały się już tylko książką, która leżała zbyt daleko, żeby rozróżnić słowa i wczytać się w jej opowieści.

Kiedy parę lat temu pierwszy raz odwiedziłem Hiszpanię, zostałem tam ponad rok. Cały ten okres spędziłem w małej społeczności, niedaleko Guadalajary, pracując w ogrodzie, gotując i ucząc się hiszpańskiego. Ciekawe jest to, że Hiszpania wtedy wcale mnie nie zafascynowała. Odpychała mnie jej obca muzyka, przesadność gestów, duma, którą wtedy brałem za arogancję, drażniła mnie też zaściankowość Hiszpanów. Dopiero kiedy wyjechałem, zacząłem zdawać sobie sprawę, że zamiast odczuwać ulgę, zaczynam coraz bardziej tęsknić. Uświadomiłem sobie, że w jakiś sposób, sam nie wiem dokładnie kiedy, pojawiła się we mnie fascynacja i sympatia wobec hiszpańskich zalet, z których dopiero po wyjeździe zacząłem sobie zdawać sprawę. Towarzyskość, otwartość na innych, bezpośredniość w wyrażaniu swoich uczuć, duma ze swojego pochodzenia i tradycji (która nagle przestała mieć dla mnie posmak arogancji). Wkrótce zacząłem interesować się wszystkim co hiszpańskie, a szczególnie muzyką, która z mocą porwała moje serce. Manu Chao, Macaco, Amparanoia, Quinto Parpadeo, El Puchero del Hortelano, Los Aslandticos… Muzyka, która szukając nowych dźwięków, zachowała jednak swoje stare, ogniste brzmienie. Do tego wszystkiego szczere, płynące z serca teksty, mówiące o prawdziwych, starych jak świat rzeczach; wolności, miłości, wspólnocie, równości, zabawie, albo o Bogu; nie tym kościelnym, którym ludzie są już zmęczeni, ale ludzkim i bliskim.
Zupełne przeciwieństwo mdłych i cukierkowych, anglo-saskich produkcji, których osobiście nie jestem w stanie znieść.

Poznając kulturę i historię Hiszpanii, znalazłem kolejną rzecz, która mnie zafascynowała. Zdałem sobie sprawę, że to nie jest jeden kraj, ale wiele, oddzielnych, dumnych państewek, z których każde czuje swoją odrębność i wyjątkowość i w pełni wierzy w wyższość swojego regionu nad resztą całego świata. Ta duma jest jednak tak niezachwiana, że jak pisze Laurie Lee, nie ma w niej wrogości wobec inności, a jedynie przyjazne docenienie i ciekawość. Mam osobiste doświadczenie, że wszędzie, jeśli tylko okażesz szacunek, nie mówiąc już o podziwie i sympatii wobec prowincji, w której akurat jesteś, czy w ogóle wobec Hiszpanii, a do tego pokażesz, że zadałeś sobie trochę trudu, żeby poznać ich język (choć kilka słów), ludzie przyjmą cię z otwartymi ramionami i będą traktować jak swojego.

Na północy leży zielona Navarra i Galicja, które ze swoimi odrębnymi językami i wyróżniającymi się obyczajami, tworzą jakby odrębne kraje, zaraz obok Katalonii, gdzie poczucie odrębności jest również bardzo silne. Sercem Hiszpanii jest płaskowyż Castilla, z klejnotem Madrytu w jej środku. Zachód to biedna Extremadura, o której jeszcze nic nie wiem i gdzie jak do tej pory nie zagnały mnie żadne wiatry, a południe to Andaluzja, o której pisałem trochę na poprzednich stronach.

Byłem jeszcze w drodze, ale już nie mogłem doczekać się powrotu. Myślałem o tym, że następnym razem chciałbym poznać zachodnią część Andaluzji z Sevillą, Cadizem i Jerez de la Frontiera.
Na razie jednak wracałem do domu i z tego cieszyłem się najbardziej. Czym byłaby podróż, bez swojskiego miejsca i czekającej tam na nas bliskiej osoby?

Za oknem widać już było tylko błękitne morze, a gdzieś z przodu czekały na mnie mokre, zielone brzegi Anglii. Adios.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Hiszpania

Informacje o kraju: Hiszpania
Flaga - Hiszpania



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY









© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki