PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2009-04-27      
autor: Lalushka,

Mozambik - zaniedbany raj

ocena: 4.18przeczytano 398 razy


Mozambik – kraj dla Europejczyka przedziwny i fascynujący zarazem. Dziwić może tu wiele rzeczy, zachwycać – jeszcze więcej. Mozambik to kraj ogromnych kontrastów i z pewnością niezbyt częste miejsce przeznaczenia zagranicznych turystów. Zarówno Europejczyków, jak i Amerykanów stanowczo bardziej kusi sąsiednia Republika Południowej Afryki, jednak ciekawi świata turyści, będąc w RPA, zapuszczają się również na wschód – do Mozambiku, by zasmakować prawdziwej Afryki na południu czarnego kontynentu.



Moją podróż do Mozambiku, rozpoczęłam w Polokwane (dawna nazwa: Pietersburg), znajdującego się na północnym wschodzie Republiki Południowej Afryki, w prowincji Limpopo. Moim środkiem transportu był autobus, a raczej niewielki bus, prowadzony przez zaprzyjaźnionego afrykanera Nick'a Coetze. Nick to niewysoki, lecz dobrze zbudowany 45-latek, który już od wielu lat prowadzi swój niewielki biznes turystyczny i ma spore doświadczenie w obwożeniu turystów po RPA, Mozambiku i Suazi. Na dodatek zna najróżniejsze afrykańskie dialekty, co jest naprawdę nieocenione w kontaktach z miejscowymi.

Wyruszyliśmy w drogę jeszcze przed świtem, żeby około 9:00 dotrzeć do granicy. Jako że jestem bardziej typem sowy niż skowronka, przespałam prawie całą drogę do przejścia granicznego. Nick obudził mnie tylko raz, w okolicach Nelspruit w prowincji Mpumalanga, bym nie przeoczyła wspaniałych widoków w Górach Smoczych.

Do granicy dotarliśmy przed dziewiątą. Jeszcze przed wjazdem do Mozambiku, postanowiłam wymienić trochę waluty na lokalne meticale, mimo iż Nick uprzedził mnie, że w Mozambiku można spokojnie posługiwać się południowoafrykańskimi randami*. Ja jednak uparcie podążam do niewielkiej budki z szyldem: EXCHANGE (wymiana), by mieć w portfelu chociaż trochę mozambickiego grosza. W kolejce przede mną stoi Niemiec – 40-letni Klaus ze Stuttgartu, który do Mozambiku, podobnie jak ja, wybiera się pierwszy raz i także chce wymienić walutę. Okazuje się, że przepływ pieniędzy, jest w Mozambiku ściśle kontrolowany, a wymiana waluty wymaga sporo żmudnych formalności. Trzeba wypełnić stosowny formularz osobowy, zawrzeć w nim wszystkie szczegółowe dane (czasem wręcz zbyt szczegółowe!), a dopiero po tym można zabrać się za drugi formularz – monetarny. Na załatwieniu tej papierkowej roboty zeszło mi dobre pół godziny, w wszystko tylko po to, żeby mieć w portfelu równowartość 100 złotych!

Przejście graniczne w Lebombo, przypomina wielkie zabałaganione mrowisko. Wszędzie krąży pełno krzątających się ludzi, z których część chce przekroczyć granicę, część już ją przekroczyła, a reszta po prostu kręci się dookoła, w poszukiwaniu jakichś transakcji handlowych lub też innych szemranych interesów. Na ledwo trzymających się pionu drucianych ogrodzeniach wiszą najróżniejsze tablice, informujące o groźnych chorobach, których można nabawić się w czasie pobytu w Mozambiku. Na widok tabliczki ostrzegającej przed cholerą, zaczynam nerwowo szukać mojej żółtej książeczki szczepień. Nick wdaje się w rozmowę z jakimś mężczyzną, który podszedł do naszego samochodu. Rozmawiają w języku tsonga**. Okazuje się, iż wszystkich cudzoziemców, wjeżdżających do Mozambiku, obejmuje obowiązek wizowy. Tajemniczy mężczyzna ochoczo deklaruje pomoc w uzyskaniu wiz, po czym zabiera nasze paszporty i znika w przygranicznym mrowisku! Perspektywa nieodzyskania paszportu, przyprawiła mnie niemalże o palpitacje serca, ale Nick natychmiast zaczął mnie uspokajać, zapewniając jednocześnie o uczciwości miejscowych. Po około godzinie odzyskaliśmy nasze paszporty, z wbitymi mozambickimi wizami. Pośrednictwo kosztowało nas 100 randów, co było niewielką zapłatą wobec faktu otrzymania paszportu z powrotem. Na granatowej pieczątce wizowej, dostrzegam godło Mozambiku, przypominające nieco godła dawnych sowieckich republik ludowych. W godle znajduje się strzelba ze skrzyżowanym czymś na kształt wiosła (sic!). To chyba nie kraj dla pacyfistów - myślę. Jest już jednak za późno by się wycofać. Nick odpalił samochód. Wjeżdżamy do Lebombo.

* rand południowoarykański (ZAR) – waluta używana w Republice Południowej Afryki, akceptowana jako środek płatniczy również w krajach przygranicznych, takich tak Suazi, Lesotho i Mozambik; 1 ZAR = 0,40 PLN
** tsonga – język używany na południu Mozambiku, w prowincjach Maputo i Gaza, a także we wschodniej części prowincji Limpopo w RPA, przez grupę etniczną Shangaan (w RPA określanej jako Tsonga)




strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Mozambik

Informacje o kraju: Mozambik
Flaga - Mozambik


  Republika Południowej Afryki

Informacje o kraju: Republika Południowej Afryki
Flaga - Republika Południowej Afryki








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms