| Artykuły |
|
kategoria: Podróże>Europa |
data dodania: 2009-09-03
|
|
autor: katarzyna.kno, Katarzyna Nowak |
W pogoni za Draculą |
|
| ocena: 4.17 | przeczytano 159 razy |
13.08.2009
Ech, zmęczenie daje się we znaki, nie chce nam się rano wstać, marudzimy bardzo... Mamy za sobą dość intensywne dni, wiele godzin spędzonych w samochodzie, nic dziwnego, że chce nam się troszkę poleniuchować. Razem z Jackami patrzymy na mapę, określając dalszą drogę. Oni za chwilę wybierają się na Węgry, a i nam zaczyna chodzić po głowach pewien pomysł. Mirek rzucił od niechcenia – „może do Budapesztu?” i powoli kombinujemy, jakby tam jednak dojechać :)
Póki co, z polecenia Jacków i własnych notatek, wynika, że mamy do zwiedzenia kopalnię soli w Turdzie, a tuż obok jest ciekawy, acz niewielki, wąwóz Turzii. Niemrawo składamy namiot i powoli ruszamy dalej. Pogoda dopisuje, samochód sprawny, nawierzchnia naprawdę niezła, szybko pokonujemy kolejne kilometry, by przed Alba Iulia utknąć w kilkukilometrowym korku. Wleczemy się grzecznie tempem stuletniego ślimaka, podziwiając krowy i konie pasące się w przydrożnych rowach i wdychając spaliny toczącego się przed nami tira. I tak przez 5 kilometrów... A jak już możemy przyspieszyć, to psuje się pogoda, do Turdy dojeżdżamy w strugach deszczu. W końcu idziemy do kopalni, więc na powierzchni może lać, byle nie za długo!
W kopalni zimno i mokro, temperatura nie przekracza 12 stopni, mdłe światełka słabo rozpraszają ciemność. Sala echo – bawimy się jak dzieci głośno wykrzykując najróżniejsze słowa i sprawdzając, ile z nich słychać J A na dnie kopalni niespodzianka: ktoś wpadł na pomysł, by urządzić tam wesołe miasteczko! Stoi już diabelski młyn, na ukończeniu jest boisko do koszykówki i mała scena, wszystko ciekawie oświetlone. Zapewne chętnych do odwiedzin za chwilę będzie dużo więcej, w ilu bowiem miejscach można przejechać się na karuzeli 100 metrów pod ziemią? Obiecujemy sobie wrócić za jakiś czas, by sprawdzić efekt końcowy.
Głodni i zmarznięci wracamy na powierzchnię, by z radością stwierdzić, że po niedawnym deszczu prawie nie ma śladu. Robimy szybkie zakupy w miejscowym supermarkecie i planujemy biwak u wejścia do wąwozu.
Do Turzii wiedzie prawdziwie rumuńska, dziury, wycięte fragmenty nawierzchni, kamienie, jazda nią wymaga niezłego skupienia. Pewnie dzięki temu kiełbaski z ketchupem smakowały wyjątkowo dobrze J Sam wąwóz, jak już wspomniałam, nie za długi, mało wymagający, ot, godzinny spacer dla rozprostowania kości i wentylacji płuc.
Początkowo planujemy rozbić się na dziko na pobliskiej polance, ale z uwagi na duży tłok, hałas i ogólny nieład, jaki tam panuje, decydujemy się na jazdę do Gilau i polecany kemping. Dojeżdżamy późno, ledwo żywi ze zmęczenia, a tu jeszcze trzeba napompować materac... Ten materac będziemy długo pamiętać... Zajadając jeden po drugim gorące kubki patrzymy na rozgwieżdżone niebo, co i rusz przecinane meteorami. Jeśli to prawda ze spadającymi gwiazdami i wszystkie pomyślane tego wieczoru życzenia miałyby się spełnić, to... ho, ho!
|
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10
oceń artykuł:
|
skomentuj artykuł:
|
komentarze do artykułu:
|
|
|
|