PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-09-12      
autor: ma:czucha,

Indie w moich oczach

ocena: 3.16przeczytano 211 razy


Lady baloon

Oto Hampi – święte miejsce tysiąca zrujnowanych świątyń. W ruinach tych na dobre zadomowili się miejscowi. Mają w nich domy, sklepy, restauracje a nawet posterunek policji. Wszystko to daje niesamowite odczucie obcowania ze świętością.

Jak wszędzie w Indiach, tak i tu na ulicach jest pełno dzieci. Jeśli są dzieci, to musi być wrzask, śmiech i zabawa. A kto może być lepsza atrakcją niż biały człowiek przechadzający się z aparatem? No może jedynie biały człowiek rozdający balony. Bo taki człowiek myśli sobie, że jeśli przekupi czymś dzieciaki, to będzie mógł zrobić im więcej zdjęć. Nic bardziej mylnego! W momencie, gdy tylko włożyłam rękę do kieszeni plecaka w poszukiwaniu balonów zostałam otoczona chmarą maluchów. W takich warunkach nie da się zrobić zdjęć, nawet najbardziej szerokokątnym obiektywem świata. Aż się bałam pomyśleć, co stanie się jak pokaże im balony! Moje obawy okazały się słuszne – dzieci zbiegło się jeszcze więcej a wrzask wzrósł do poziomu, przekraczającego wszelkie normy BHP (chyba, że w Indiach mają inne normy, lub, co bardziej prawdopodobne w ogóle ich nie mają). Miałam wrażenie, że wokół mnie znalazły się wszystkie dzieci z tej wsi, jedne odbiegały uradowane z balonikiem w ręku i przybiegały kolejne. Gdy rozdałam już wszystkie balony, a dzieci nawet nie myślały żeby ode mnie odejść, zaczęłam wyciągać z plecaka wszystko, czego mogłam się pozbyć. Spinki i gumki do włosów, naklejki, gumy do żucia, długopisy, cukierki. No i odtąd byłam dla nich panią od balonów. Gdziekolwiek napotkałam dzieci, słyszałam bardziej lub mniej śmiałe nawoływania: Madame, baloons, baloons!!



Jednak Hampi było pierwszym i ostatnim miejscem, w którym rozdawałam dzieciakom prezenty. Z racji obecności dużych rzeszy turystów jest to nieco bogatsze miasteczko, nie ma takiej biedy, nie ma żebractwa, dzieci są bardziej zadbane i najedzone. W innych miejscach, gdzie panuje większa bieda a dzieci są obdarte, umorusane i głodne ostatnią rzeczą, której potrzebują są moje kolorowe balony z Polski. Niestety mimo najszczerszych chęci ja jedna nie zmienie ich życia. Owszem od czasu do czasi nie mogłam się powstrzymać i zasilałam ich puste skarbonki, ale wiedziałam że nie mogę tego robić. Nie powinnam dawać dzieciom prezentów ani pieniędzy, ponieważ się przyzwyczajają i nie widzą innego sposobu na życie jak tylko żebractwo. Gdyby jeszcze żebrali sami dla siebie…

In Indian way

Po przebyciu kilkuset kilometrów samotna, skrajnie zmęczona i głodna trafiłam w sam środek monsunowych deszczy – których się oczywiście nie spodziewałam! Deszcz leje, zamiast ulic rzeki i strumienie, nie ma do kogo się odezwać nie mówiąc już o tym, że nikt nie doda otuchy. Cóż mogłam zrobić? Przełknęłam pierwsze łzy, które z bezradności zaczęły się pojawiać i… uciekłam. Kolejna noc w podróży.

Podczas tej dość długiej podróży do Mysore spotkało mnie chyba wszystko co można ogólnie nazwać „indian way”. Pod tym określeniem kryje się dużo, jak dla mnie za dużo. Być może jeszcze się nie przyzwyczaiłam, być może byłam zmęczona tą przydługą trasą, ale „indyjskość” Hindusów mnie momentami przerastała. Sami o sobie mówią, że funkcjonują „in indian way”, a dla mnie to znaczy tyle, co „mamy to wszystko gdzieś”. Na wszystko trzeba czekać godzinami. Nie można wierzyć, że autobus będzie za 5 minut. Bardziej prawdopodobne, że będzie za 5 godzin, a zanim wyruszy w drogę 5 tzw. „organizatorów” przeliczy po 5 razy wszystkich pasażerów. Wszędzie robią pełno hałasu. Wydzierają się, drą, pokrzykują, nawołują, przeganiają, poganiają, biegają tam i spowrotem. Robi to wrażenie pospiechu. Otóż nie!! Krzyki krzykami, ale nadal trzeba na wszystko z niebywała cierpliwością czekać. Ja do cierpliwych niestety nie należę.

Poza tym załamuje fakt, że nic bezinteresownie się tu nie robi. Owszem pomagają trafić na stację kolejową bądź wybrać odpowiedni autobus, są przy tym bardzo mili nawet. Ale smutne jest to ze nikt nie robi tego po prostu ze szczerej chęci niesienia pomocy bliźniemu. Zazwyczaj albo chcą coś przy okazji sprzedać, albo po prostu naciągnąć na kasę nieświadomego turystę. Poza tym podejrzewam, że są święcie przekonani, że każda dziewczyna z zachodu przyjeżdżająca na wakacje do Indii jest tu tylko po to, żeby zaspokoić seksualnie każdego napotkanego hindusa! Męczy mnie już to nieufanie nikomu. Marzę o spotkaniu kogoś, kto za pomoc nie będzie chciał ŻADNEJ zapłaty, ani moich pieniędzy, ani mojego ciała!





strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Indie

Informacje o kraju: Indie
Flaga - Indie








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms