PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europadata dodania: 2009-09-15
autor: kopernik18

Norwegia za kołem polarnym

ocena: 3.00przeczytano 68 razy


Tuż przed północą zaszło słońce, jednak jeszcze wczoraj w tym miejscu słonce zaszłoby po północy a na Nordkappie gdzie będziemy jutro, słonce wcale nie zajdzie! To fascynujące obserwować takie przekształcanie się dnia polarnego w normalne następstwo dnia i nocy. Z dnia na dzień słońce zaczyna zachodzić i noc wydłuża się o 40 minut w ciągu doby! Rankiem za oknem ledwo widać było pobliski ląd. Pełne zachmurzenie i bryza. Dzięki wewnętrznym komunikatom wiemy, że będzie nas mijał kolejny statek. Wybiegam na pokład obserwacyjny i mijamy coś wielkiego we mgle, też trąbi! :-) Gdy dopływamy do Honningsvag zaczyna się przejaśniać. Z portu idziemy w kierunku naszego kempingu. Niestety nic się nam nie zatrzymuje, ale dzięki temu oglądamy suszące się dorsze na ogromnych rusztowaniach przypominających te do suszenia chmielu. Trafiamy do lokalnego supermarketu po ciastka i piwo, no i w końcu spotykamy renifery! Spokojnie pasą się miedzy domami. Potem drugie stadko pozwala mi się podejść na kilka metrów. Super! Tutaj na drogach zamiast tabliczki, na której u nas jest sarenka (ostrzeżenie o zwierzętach leśnych) tu jest namalowany renifer. :-) Najbardziej zaskakująca była informacja, że te kopytne pływają w morzu i na zimę przepływają sobie z tej wyspy na ląd. W końcu zabiera nas jakiś miejscowy i podwozi kilka kilometrów. I tu miłe zaskoczenie, nawet te najmniejsze domki w kempingach mają ogrzewanie elektryczne! Od razu grzaliśmy pokoik, bo na tej wyspie było już prawdziwie zimno. Po krótkim spanku i jedzonku ruszamy na Przylądek Północny. Oczywiście na piechotę, nie ma tu niestety wypożyczalni rowerów. I znów nikt nam się nie zatrzymuje. W końcu staje rowerzysta. W sumie to jechał stromo pod górę tak szybko jak my szliśmy, więc doszedł do wniosku, że przespaceruje się z nami. Bardzo miły Markus z Niemiec gawędził z nami jakieś półtorej godziny. Bardzo zaciekawiła go wizja przyszłości opisana w Biblii. Postanowił nabyć sobie kieszonkowe Pismo Święte i przeczytać je w czasie podróży na południe. Po 7 kilometrach marszu zabiera nas lokalny przewodnik turystyczny, dzięki czemu nie płacimy za wjazd na sam cypel, co jest nie małą sumką, bo 80 zł na osobę. Jest tam duże centrum turystyczne z salą kinową, w której jest rewelacyjnyPanoramiczny film o przyrodzie i klimacie w okolicy. Tylko tam tez widzimy słonce przemykające nad horyzontem. Nas na zewnątrz niestety czekały chmury i tylko nad samym punktem północy na horyzoncie pojawiło się małe rozjaśnienie. Gdyby było bezchmurnie w ocean zanurzyłaby się połowa tarczy słonecznej i przez kilkadziesiąt minut sunęłaby po horyzoncie. Jutro w tym miejscu na powierzchni wody pozostanie już tylko rąbek słońca a od 1 sierpnia na kontynencie europejskim, będzie już tylko noc. Podziemnym tunelem z różnymi ekspozycjami wychodzimy na taras poniżej słynnej kuli. Ponownie spotykamy Markusa, który ma darmowy wjazd dzięki rowerowi. Przed pierwszą w nocy idziemy na parking i łapiemy okazję na dół Tym razem to znajomi Pana, który podwiózł nas rano. Kierowca zaskakuje nas swą znajomością Biblii. Ma ją też w samochodzie i przeczytał około 20 razy. Cieszę się, że ma szacunek do tej księgi, dyskutowaliśmy zatem w najlepsze o nowej ziemi i nowym niebie. Jak to przyjemnie pośród tylu niezwykłych dzieł stwórczych rozmawiać o ich Twórcy! Rano po śniadanku postanawiamy pojechać na ptasie safari. Niestety jedyny autobus do tej miejscowości zupełnie nam nie pasuje. Robimy więc duży napis z nazwą i ustawiamy się na poboczu drogi. Świeci słoneczko i jest bardzo przyjemnie. Po godzinie niestety zaczynają nas dopadać wątpliwości czy zdążymy na stateczek, potem bezpowrotnie mija godzina, w której jest sens jeszcze tam jechać. Jedyna nadzieja to wycieczkowe autobusy z turystami z Hurtigruty. Ale ich tez nie ma, dziwne... W końcu widzimy ich daleko, siedem czy osiem pojazdów. Pierwszy, drugi, trzeci ... żaden się nie zatrzymuje w końcu staje ten ostatni. Hurra, jedziemy na ptaki! Dzięki słonecznej pogodzie jeszcze bardziej doceniamy piękno mijanej tundry. Na stateczku niespodzianka, jeden z pomocników to Polak. Dużo zna się na ptakach i opisuje nam to, co widzimy. A jest na co popatrzeć. Przede wszystkim maskonury, aż milion sztuk z pośród trzech milionów wszystkich ptaków tutaj. To ptaki z pięknym kolorowym dziobem. Jest mnóstwo kormoranów, mew trójpalczastych i innego ptactwa a nad nimi szybują orły. Opływamy wyspy od strony otwartego oceanu i daje nam się we znaki mocne kołysanie. Statek ledwo trzyma się pionu. Ale kapitan wie co robi i szczęśliwie wracamy do portu już w strugach deszczu. Bardzo szybko zmienia się tu pogoda. W drodze powrotnej wysiadamy koło lotniska. Jednak to chyba za dużo powiedziane. Malutki budynek z dwoma pomieszczeniami i kilkoma stolikami. Dwuosobowa obsługa.Pan orkiestra sprawdza nasze dokumenty, drukuje bilety, przeprowadza kontrolę osobista, podaje kawę, ładuje bagaże do samolotu, przeprowadza czynności kontrolne i wypuszcza nas z terminalika :-). Mamy tylko nadzieję, że był ktoś w wieży kontrolnej bo stały tam jakieś samochody. Po starcie bardzo szybko wchodzimy w chmury i tyle widzieliśmy okolicznych wysepek i fiordów. Podziwiamy tylko widmo brockenu stworzone przez nasz samolot. W Hammerfest wysiadamy. Nasz samolot leci dalej do Tromso, ale my mamy tańszą taryfę i musimy poczekać na nastepny. Chociaż mówiłem o tym Agusi wcześniej, dopiero teraz działa to na nią bardzo przygnębiająco. Czekać tu pięć godzin, podczas gdy nasz samolocik leci dalej! To nie do zniesienia i w terminalu czeka mnie mała scena. Pogodzona nieco wychodzi na dwór, już zmierzamy do miasta a tu za nami wylatuje pracownik obsługi z pytaniem czy nie chcielibyśmy polecieć tym samolotem do Tromso. Oczywiście! Nasz wypakowany bagaż ładują powrotem a moja przeszczęśliwa żonka usadawia się w fotelu. :-) Ciekawe, czy ktoś podpatrzył niezadowolenie Agusi na lotnisku i ulitował się nad nią? Całkiem możliwe. Ale to i dobrze, będziemy mieli więcej czasu, aby wypocząć przed jutrzejszym dniem, bo ruszamy w daleką trasę samochodem, na Lofoty! Tromso też po chmurami, ale my nie zważamy na to, bierzemy taksówkę i już hop w hotelu. Rano pędzę autobusem na lotnisko. Czekam jak na szpilkach, bo nasza rezerwacja opiewa na kwotę trzy razy mniejszą niż zazwyczaj. Nie wiem jak to się stało, ale gdy rezerwowałem samochód w grudniu, to tylko gdy wybrałem daty od 9-ej 1-go sierpnia do 9-ej 4-go sierpnia miałem cenę tylko o 50 koron wyższą od normalnej dziennej stawki. Gdy zmieniłem na godzinę później lub wybrałem miejsce wypożyczenia z/do miasta a nie lotnisko cena była trzy razy wyższa. Co więcej w kwietniu już takiej promocji nie było. Miałem mail potwierdzający i byłem przygotowany na małą konfrontację. Tymczasem Pani w okienku miała już wydrukowane dokumenty na moją śmieszną kwotę 310 zł za 3 dni.

strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Norwegia

Informacje o kraju: Norwegia
Flaga - Norwegia



KONKURS FOTOGRAFICZNY




© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki