PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Europa data dodania: 2009-09-15      
autor: kopernik18

Norwegia za kołem polarnym

ocena: 3.00przeczytano 181 razy


Kusiło mnie pojechać na skróty tunelem. Pomyślałem sobie, że mam przecież GPS, ale machnąłem ręką i pojechałem nieco dłuższą drogą. I dobrze, potem okazało się przecież, co jest oczywiste, że GPS nie działa w tunelu. :-) Po co jednak GPS w tunelu, jak się tam zgubić? To dlatego, że pod Tromso w tunelach jest kilka rond. Tak, tak krzyżujące się tunele i nic nieznaczące nazwy ulic z pewnością wyprowadziłyby mnie na manowce. Szybkie pakowanko i w trasę w pogoni za skrawkiem czystego nieba, bo za 2 godziny maksimum zaćmienia słońca. Już pierwsze wysokie góry nad Balsfjordem robią na nas niesamowite wrażenie. Wszędzie rośnie też masa kwiatów, szczególnie tych fioletowych. To wierzbówka kiprzyca często widywana w naszych górach. Wszyscy tu bardzo trzymają się przepisów drogowych, właściwie nikt nie wyprzedza i wszyscy jadą dokładnie tak, jak mówią ograniczenia. Mnie tylko raz udało się kogoś wyprzedzić w naszej podróży liczącej 1260 kilometrów. W końcu na górskiej przełęczy nieco rozpogadza się. Zatrzymujemy się i oglądamy zaćmione słońce przez filtry. Czasami same chmury bardzo dobrze je filtrują. Mamy 75% zaćmionej tarczy słońca. Małe jeziorka są inspiracją do ciekawych zdjęć. Napisał do nas Szymon. Znów razem obserwujemy zaćmienie. On jest w Kazachstanie i ma tam około 85% zasłoniętej tarczy godzinę później. Po zaćmieniu zasłużony posiłek i jedziemy dalej. W Storfossen zjeżdżamy z głównej drogi i odnajdujemy imponujące wodospady Gratangen. To miejsce w ogóle nie jest zagospodarowane turystycznie, chyba rzadko kto tu trafia. Da się wejść po drabince za domek mieszkalny a tam na dziko idąc lasem po kilkudziesięciu metrach dochodzi się pod sam wodospad i można wejść między jego dwie odnogi. Jest po prostu pięknie. Wodospad i moja żonka mają teraz sesję fotograficzną. Potem witam się z bliska z runem leśnym i odnajduję wiele smakowitych jagód i innych owoców, których na wszelki wypadek postanawiam nie jeść. ;-) Robię im tylko zdjęcia. Podoba mi się szczególnie angielska nazwa cloudberry znalezionej tam malinki moroszki.Potem jedziemy urokliwym brzegiem Astafjordu. Przejeżdżamy potężny most i jesteśmy już na Hinnoya, pierwszej wyspie Lofotów. Spotykamy tam bajkowy zakątek z jeziorkiem i małymi wysepkami. Oczywiście nie skąpimy zdjęć, tym bardziej, że mamy już prawie bezchmurną pogodę. Dalej droga prowadzi nas zupełnie nowym odcinkiem zwanym Lofast. Kilka tuneli w tym jeden długi na 6 kilometrów zaoszczędzają nam dużo drogi i jednej przeprawy promowej. Kraina jest pusta, dzika i piękna. Słońce jest już niżej i pięknymi czerwieniami oświetla góry i chmury. Docieramy w końcu na nasz kemping na wyspie Austvagoy. Chociaż domek jest malutki to ma kuchenkę i ogrzewanie elektryczne. Niczego nam więcej nie potrzeba, no może jakiegoś koca. Mamy pościel, ale brakuje tu jakiegoś wsadu. Zadowalamy się więc wzmacniającym likierem i hop do spanka.Ranek wita nas pogodnym niebem. Ruszamy więc do najdalszego zakątka tych wysp miasta A. Tak to jedna literka z takim kółeczkiem u góry, ostatnia w norweskim alfabecie. Wydawało mi się, że będzie do krótka przejażdżka, ale ilość zapierających dech w piersiach widoków nie pozwala posuwać się zbyt szybko. To szosy donikąd, mosty, tunele, łąki pełne kwiatów, strzeliste góry, jeziora, fiordy, trawniki na dachach domów i plaże. Tak piękne plaże z białym piaskiem i szmaragdowo czystą wodą. Jak w tropikach, tylko palm brakuje. Wskakuję więc w strój kąpielowy i ... pozuję do zdjęć, bo wykąpać się w takiej zimnej wodzie nie sposób. :-) Tego dnia postanawiamy zjeść po królewsku w restauracji. W końcu znajdujemy godną jadłodajnię i zamawiamy sztandarowe danie bacalao. Głównym składnikiem jest ryba cod. Palce lizać. Takiego obiadku nam się chciało po parówkach, kiślach, pasztetach i konserwach. Pojedzeni, zadowoleni i już trochę zmęczeni wjeżdżamy jednokierunkowym mostem do Reine. To najpiękniejszy zakątek naszej planety, jaki udało nam się do tej pory widzieć. Bez przesady cała północna Norwegia zasługuje na takie miano. Domki na palach w odcieniach brązów, krystalicznie czyste wody odbijające granatowe niebo i majestatyczne góry z białymi skałami pokryte częściowo kobiercem zielonego runa. Dookoła mnóstwo kolorowych kwiatów i odgłosy morskich ptaków oraz spokój tchnący z tej niezwykłej okolicy. Po spacerze w miasteczku ? ruszamy z powrotem. Chcemy dotrzeć na zachód słońca na wyspę Vestvagoy w pobliże Kvalnes. Mijamy miejscowość o zagadkowej nazwie: Bo. Tam spotykamy stadka owiec, które będą nam już towarzyszyły do rana. Zatrzymujemy się na małej łączce koło drogi z widokiem na ocean. Niestety nad samym horyzontem jest cienkie pasmo chmur i nie widzimy słońca zanurzającego się w wodę. Noc ma trwać trzy i pół godziny. Spora różnica, zważywszy na to, że jeszcze trzy dni temu byliśmy daleko na północy, gdzie słońce w ogóle nie zaszło! Rozkładamy się wygodnie w samochodzie. Nie jesteśmy tu sami, jakaś para również przyjechała na romantyczny zachód słońca. Potem na noc podjeżdżają trochę wyżej. Noc to dużo powiedziane, bo wcale się nie ściemnia. Niedaleko od punktu zachodu, parę minut po trzeciej, wschodzi słońce! Jeszcze trochę śpimy i w drogę na nasz kemping gdzie mamy pozwolenie na prysznic. Zjadamy też śniadanko i ruszamy dalej z postanowieniem dotarcia na zebranie do Finnsnes na 17-tą. Trudno nam jest pożegnać te niezwykłe krajobrazy ale właśnie wjeżdżamy do krainy lasów, jezior i płaskich gór, która znów nas urzeka swym pięknem. Po południu mamy jeszcze czas na krótką drzemkę i GPS doprowadza nas w pobliże Sali Królestwa. Miły gospodarz zna miejsce spotkań Świadków Jehowy i uczynnie wskazuje nam drogę. Niestety Sala jest w remoncie. Wchodzimy do środka a tam grupka braci i sióstr ma właśnie przerwę na podwieczorek w trakcie prac. Na szczęście w pobliżu jest druga sala a my mamy jeszcze czas by zdążyć. Zaopatrzeni w dokładne namiary znajdujemy drugą salę. Zebranie właśnie się rozpoczęło. Co prawda w nieznanym nam języku, ale czujemy się jak u siebie. Mamy tekst po polsku i możemy śledzić wywody mówcy i odpowiedzi uczestników. Po spotkaniu, jako że chyba wszyscy Norwedzy znają angielski, mamy możliwość przeprowadzić wiele miłych rozmów. Każdy jest zaciekawiony gośćmi w ich małym zborze. Poznajemy też mężczyznę z Konga, który tu studiuje Biblię. W krajach skandynawskich jest wielu uchodźców. Stąd nie dziwi już nas widok czarnoskórych na dalekiej północy. Ruszamy w trasę by przed dziesiątą zdążyć na kemping w pobliże Tromso. Agusia martwi się, ze będzie w cieniu gór. A tu niespodzianka. Zdążyliśmy na ostatnie promienie słońca pięknie oświetlające nasze domki, fiord i pobliskie góry. Do snu usypia nas szum małej rzeczki tuż za oknem. Rano oddaję samochód i zaopatrujemy się w masę dżemów, głównie żurawinowych a także żelki, których jest tu całe mnóstwo. Nie zabraknie też piwa i herbatek. W naszym hoteliku czekamy godzinkę na pokój i już koło południa ruszamy na zakupy. Większość czasu spędzamy w sklepie ze swetrami. Dość szybko wybieram sobie miłe wełniane okrycie. Agusia też znajduje piękny sweterek, czapkę, szalik i rękawiczki do kompletu. Okazuje się, że przysługuje nam zwrot podatku, tak więc czapkę i szalik mamy gratis. Na koniec proponuję sprzedawczyni traktat a ona ku naszemu zdziwieniu z radością woła mamę, która też jest Świadkiem Jehowy. Jej córka Tonje dopiero studiuje Biblię. Co za spotkanie! Jak to dobrze głosić nieoficjalnie, można spotkać nie tylko ciekawych rozmówców ale i swoich braci oraz siostry. Okazuje się też, że wczoraj mąż Janne był na remontowanej sali w Finnsness i opowiadał o spotkanych braciach z Polski, a tu niespodzianka, dzisiaj żona opowie mu, jak spotkała nas w sklepie. :-) Mamy nadzieję, że wrócimy jeszcze tu kiedyś, by oglądać zorzę polarną i odwiedzimy tutejszy zbór. Po bardzo udanych zakupach jedziemy do darmowego ogrodu botanicznego. Na początku jest ścieżka geologiczna i zapoznajemy się z ogromną ilością skał. Rozpoznajemy również skały, których odłamki Agusia zbierała koło wodospadu a miały metaliczny blask. Ileż różnych minerałów jest jeszcze w ziemi! Potem trafiamy do pięknego i naprawdę wielkiego skalnego ogrodu. Zgromadzono tu chyba wszystkie kwiatuszki strefy polarnej i wysokogórskiej. Jest ich taka oszałamiająca różnorodność, że trudno je wszystkie dostrzec. Są tu też znane nam już niebieskie maki z Himalajów. Spotykamy też często występującą w Norwegii trawę wełnianą. Wracamy do miasta i spóźniliśmy się o włos na odcumowanie statku, dziś jednak nie płyniemy. Oglądamy sobie jak Nordkapp odpływa majestatycznie na północ. Do załatwienia mamy jeszcze jedno zdjęcie. Odnajdujemy miejsce, gdzie kamera internetowa robi co minutę ujecie i ściągamy je sobie z nami w kadrze. Udaje mi się w końcu zaczekować na samolot i wybrać miejsca. Bardzo lubię siedzieć tam, gdzie chcę, by oglądać konkretne widoki. Tej nocy bez nocy również nie mogę spać i rano niezbyt wypoczęty z tobołkami i wydatną pomocą żonki ruszamy na lotnisko autobusem. Do Oslo podziwiamy widoki na fiordy i raczymy się serwowanym śniadankiem. Mamy krótki czas na przesiadkę i już lecimy do Kopenhagi. Tu nas bardzo zdziwiły obrazy na monitorach dla pasażerów. Wyświetlany był obraz z kamery umieszczonej na dziobie maszyny. Widzieliśmy więc start i lądowanie z perspektywy pilota a w trakcie lotu kamera była skierowana na to, co dokładnie pod nami. W Kopenhadze byliśmy bardzo spragnieni, więc odnalazłem automat z napojami. W końcu mogę wydać mój bilon w Euro. Niestety niedobra maszyna zżarła moje 3 Euro, próbując mi wydać napój z pustego zasobnika. Na szczęcie miałem jeszcze dosyć drobniaków i z upolowanym Spritem wróciłem do żonki ;-) Dalszy lot do Warszawy upływał z widokiem chmur za oknem. Udało się tylko dostrzec bardzo długi most łączący Kopenhagę z Malmo. Mimo zapewnień o najlepszej punktualności w Europie tym razem SAS się spóźnił a kierowca wiozący nas na parking pocieszył nas, ze dziś możemy z godzinę postać w korku do Janek. Sam kluczył opłotkami na parking. Już w samochodzie okazało się, że korka nie ma i wciąż mamy szansę zdążyć na zebranie. Dotarliśmy dosłownie na czas, punktualnie o 19:00 weszliśmy do mieszkania naszych braci. Nasze wakacje nie byłyby, aż tak wspaniałe gdyby tych pięknych widoków i wrażeń nie połączyć ze sprawami duchowymi, dzięki Ci nasz Stwórco.

strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Norwegia

Informacje o kraju: Norwegia
Flaga - Norwegia



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki