PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2009-09-15      
autor: kopernik18

Niezwykłe safari w Massai Mara i Nakuru

ocena: 3.04przeczytano 84 razy


Po powrocie ze zdobywania Kilimandżaro w Tanzanii i zwiedzeniu kilku interesujących miejsc w Nairobii udałem się na wyczekiwane przeze mnie safari. Rano dość długo czekałem, aż w końcu ktoś odebrał mnie z hotelu. Potem poznałem miłą parę Francuzów i w trójkę ruszyliśmy po strasznie dziurawych drogach w stronę parku narodowego Massai Mara. Po drodze przywitał nas imponujący widok na Wielką Dolinę Ryftową. Oczywiście każdy punkt widokowy okupywany jest przez różnej maści sprzedawców i trudno się od nich odgonić. Zjechaliśmy potem w dół na sawannę. Było tu dość gorąco, zupełnie jak na patelni. W miejscowości Narok zauważyłem charakterystyczną żółtą tabliczkę informującą o tym, że znajduje się tu w pobliżu Sala Królestwa. Potem widywałem je jeszcze kilkukrotnie. Na postoju zjedliśmy nasz lunch i ruszyliśmy dalej. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się bo nasz minibus miał problemy z akumulatorem. Tu jednak już było widać pierwsze zwierzęta. Zebry i antylopy pasły się z jednej strony, a z drugiej bardzo daleko widać było stado żyraf. Kilka kilometrów dalej asfalt się skończył i jechaliśmy wątpliwej jakości drogą gruntową. Nasz kierowca znowu musiał coś majstrować przy akumulatorze.


Massai Mara

W końcu dotarliśmy do parku i wjechaliśmy na naszą pierwszą przejażdżkę. Od razu zachwyciła nas różnorodność i duża ilość napotykanych zwierząt. Majestatyczne stado słoni, rozleniwiona rodzinka lwów, spokojnie pasące się zebry i rozbiegane strusie nadawały temu miejscu charakterystyczny klimat. Pora była jednak wracać do naszego obozowiska. Ale była to długa droga przez mękę. Jechaliśmy prawie godzinę od bram parku kamienistymi, górskimi drogami. Zamieniły się one przy okazji w małe grzęzawisko po pięknej burzy jaką minęliśmy. Zaczęło się ściemniać, gdy samochód w końcu utknął na dobre. Nasz kierowca i przewodnik George udał się do kempingu, który był już stosunkowo blisko, po pomoc. Przyszło kilku Masajów i razem dopchaliśmy szwankujący samochód. Kemping należał do firmy, z którą podróżowałem a był prowadzony przez Masajów. Nie było tu nikogo więcej z turystów oprócz naszej trójki. Po kolacji udaliśmy się na spoczynek. Masajowie wypili wszystkie butelki piwa , które były w bufecie i następnego dnia pewien Austriak z nie ukrywanym żalem mógł zamówić tylko jedyną i ostatnią butelkę fanty. Rano wstałem przed wschodem słońca by chłonąć dźwięki i zapachy poranka. Dominował skrzekliwy głos małp i było słychać jak baraszkują na pobliskich stokach. Z drogi było widać pięknie położoną dolinę a nad nią wschodzące słońce. Było to na prawdę wielkie odludzie. Po śniadaniu ruszyliśmy na całodzienną wyprawę do parku. Początkowo prawie wcale nie było widać zwierząt. Już się nieco martwiłem, że nie za wiele zobaczymy, ale bardzo się myliłem. Od rana sprzyjało nam szczęście. Najpierw odnaleźliśmy cała rodzinkę lwów. Lwice z baraszkującymi młodymi leżały w cieniu drzewa. Jedno lwiątko ciekawe świata szukało czegoś w pobliskich zaroślach. Odnaleźliśmy też króla Lwa, który dumnie zasiadał na wzniesieniu , łaskawie ogarniając wzrokiem cała okolicę i tolerując nasz minibus. To prawdziwie władca zwierząt! Potem wjechaliśmy w ogromne stado bawołów. Te potężne zwierzęta spokojnie pasły się prawie w ogóle nie zwracają uwagi na nasz kruchy pojazd.

strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Kenia

Informacje o kraju: Kenia
Flaga - Kenia








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms