PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-09-17      
autor: koniec,

3 łyki chińskiej egzotyki

ocena: 3.17przeczytano 134 razy





Po długich miesiącach spędzonych w pracy, przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. Wśród niezliczonych miejsc w których nas jeszcze nie było, wybór pada na Państwo Środka. W mediach coraz więcej informacji dociera z tego regionu. Dobrze zdajemy sobie sprawę z przemian jakie zachodzą w tej części kontynentu, ale to nie one decydują o naszym wyborze. W ciągu miesięcznej podróży chcielibyśmy jak najwięcej czasu poświęcić na piesze wędrówki w miejscach atrakcyjnych ze względów przyrodniczo-krajobrazowych, czy też kulturowych. Przeglądając zasoby sieciowe i przewodniki, staramy się znaleźć złoty środek pomiędzy tym, co może okazać się niezbędne, a całą masą informacji i obrazów podanych w atrakcyjny sposób, które mogą później odebrać przyjemność odkrywania i cieszenia się tym, co dla nas jeszcze nieznane.
Nie, nie planujemy w miesiąc zobaczyć wszystkich przewodnikowych atrakcji, spędzając dziesiątki tysięcy kilometrów w środkach komunikacji masowej. Mimo, że ograniczamy się tylko do dwóch prowincji: Syczuanu i Junnanu, to i tak pętla jaką zakreślamy na mapie ma kilka tysięcy kilometrów. Liczymy się z tym, że zarówno jakość dróg w tym górskim rejonie, jak i wczesnowiosenna pora roku, może wpłynąć na nasz plan. No cóż nie jedziemy tam z biurem podróży, więc może dlatego nie wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Wydawałoby się, że to tylko jeden miesiąc, ale ilość zdarzeń, obrazów i doznań, które towarzyszyły nam w tym czasie jest ogromna. Co z tego wybrać?
Mógłbym opisać miasta, które mijaliśmy w czasie naszej podróży. Chengdu. Czy ktoś słyszał o takim małym, 11 milionowym mieście? Mieście bez wyrazu, w którym ktoś pozbył się starej tkanki miejskiej, tak jakby chciał zapomnieć o tym jak wyglądały dawne Chiny. W miejscu hutongów postawił wysokościowce z betonu i szkła. To one teraz mają świadczyć o wielkości i zamożności państwa i jego obywateli. Kunming, równie duży i równie „duszny”. Lijiang ze starym miastem wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w którym przez kilka dni nie mogliśmy połapać się w gęstwinie wąskich uliczek. Uliczek, które wieczorami rozświetlają miliony świateł i które tętnią życiem do wczesnych godzin porannych. Zhongdian, zwane również Shangri-la. Tak samo jak odległe, wspaniałe i nieistniejące w rzeczywistości miejsce, w którym wszystko jest piękne i przyjemne. O takim miejscu pisał James Hilton w powieści „Zaginiony horyzont". Dali niewielkie miasto z zachowanymi brukowanymi uliczkami i tradycyjną architekturą zamkniętą starymi murami. Kangding o którym można by było zapomnieć, gdyby nie kilka klasztorów lamajskich i panorama Gongga Shan, pasma górskiego wznoszącego się nad miastem na wysokość ponad 7000 m. Leshan, miasto do którego ściągają tłumy turystów po to tylko, aby zobaczyć największego na świecie buddę wykutego w skale. Wiadomo, w Chinach wszystko jest „naj”.
Mógłbym opisać ludzi, których mijaliśmy na swoim szlaku. Różne grupy etniczne zamieszkujące poszczególne obszary. Bai z okolic miasta Dali. Naxi z okolic miasta Lijiang. Tybetańczyków z północno-zachodniego Syczuanu. Ludzi, którzy żyli tam od wieków. Bez problemu można ich wyłowić z tłumu „prawdziwych” Chińczyków, którzy od czasów rewolucji kulturalnej ciągle odgórnie są osiedlani na tych terenach, wypierając powoli mniejszości etniczne. Mógłbym opisać ich ludowe stroje. Barwne i kolorowe. Noszone na co dzień, a nie tylko od święta. Ludzi, którzy w ciągu dnia tłoczą się w centrach handlowych, albo paradują po luksusowych sklepach i salonach, a wieczorami wspólnie tańczą na miejskich placach. Ludzi, którzy ćwiczą, tańczą, śpiewają albo grają w madżonga. A wszystko to w parkach, jedynych ostojach ciszy i spokoju. Ludzi wiecznie uśmiechniętych, życzliwych i uprzejmych.
Mógłbym opisać tysiące kilometrów przemierzanych różnymi środkami transportu w różnych warunkach. Dziesięciogodzinną przejażdżkę szutrową drogą wspinającą się na kolejne przełęcze położone na 5000 m n.p.m., kiedy człowiek nie może podziwiać wspaniałych widoków rozciągających się za oknami autobusu. Częściowo dlatego, że trzęsie niemiłosiernie, częściowo dlatego, że musi pilnować kierowcę, który chyba nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji i grążącego nam niebezpieczeństwa, nonszalancko wchodzi w kolejne zakręty. Wiem, wiem to nic specjalnego. Historia jednak pozostaje na długo w pamięci, kiedy tuż przed przełęczą na 5000 m n.p.m. autobus grzęźnie w śnieżno-błotnej breji, a wszyscy pasażerowie chcąc jechać dalej muszą najpierw go odkopać, a później wziąć go na hol.
Mógłbym opisać nasze przygody kulinarne. Wszystkie smaki i zapachy jakie towarzyszyły nam przez ten okres. To, jak „łagodny” hot pot wypalił nam wszystkie kubki smakowe. Degustacje herbaty w przydrożnych sklepikach. Kaczki po pekińsku. Pierogi i pierożki. Makarony i zupy podawane na tysiące sposobów. Drobne bary zaszyte gdzieś wśród wąskich uliczek, gdzie wszystko przyrządza się na oczach klienta. Targowiska ciągnące się po horyzont z jakże atrakcyjnymi wizualnie stoiskami mięsnymi.
Każdemu z tych tematów można poświęcić kilka kolejnych numerów. Teraz jednak chciałbym opisać trzy niezwykłe miejsca, które mijaliśmy na swojej drodze i które na długo pozostaną w naszej pamięci.



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Chiny

Informacje o kraju: Chiny
Flaga - Chiny








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms