PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Polska data dodania: 2009-09-17      
autor: norim,

Wyprawa rowerowa: Świnoujście-Hel

ocena: 3.20przeczytano 1570 razy


Lato w pełni. Temperatura we Wrocławiu dochodzi do 30 kresek. Wszyscy mają zaplanowane wakacje, tylko szkoda, że nikt nas w nich nie uwzględnił. Małgosi marzy się morze, mnie – rower. Pada propozycja – wycieczka rowerowa wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku: Świnoujście – Hel. Urlop w pracy zaklepany, robimy spis potrzebnych rzeczy, uzupełniamy braki w wyposażeniu rowerów i w ubiorze (głównie w Decathlonie). Rowery do serwisu – mój odwiedza Decathlon, Gosi pobliski serwis. Liczne problemy z Gosi rowerem wykluczają go z wycieczki. Przykro nam rowerku nie pojedziesz. Tylko chwila, kilka dni do wyjazdu, a nie mamy sprzętu. Szybko w głowie robię spis ludzi, którzy mogliby pożyczyć rower. Mamy rower. Dagmara pożyczy. Zaplanowaliśmy dojazd do Gdańska autem, nocujemy u siostry i szwagra. Następnego dnia z rowerami pakujemy się do pociągu – przesiadka w Stargardzie Szczecińskim – wysiadamy w Świnoujściu. Dzień przed wyjazdem z Wrocławia. Składam rower, bagażnik, błotniki – przedni błotnik to jakis żart. Albo ja nie umiem go zamontować, albo ma takie lipne mocowanie, że odpada. Trudno, będzie chlapało mi w gębę, oby okulary były.

- A Wy dacie radę? Jak coś to dzwońcie to się Was zgarnie. – Nie wierzy i oznajmia Gosi tata.
- No ba, pewnie, że damy! – Odpowiadam, nie wiem czy trochę nie na wyrost.

Sranko, pakowanko i już mkniemy do Gdańska podziwiając po drodze skutki wczorajszej wichury. Drzewa dziwnie powyginane, połamane jak zapałki. Jednak straszny to żywioł. W okolicy Bydgoszczy dzwoni telefon, to Królik.

- Co tam? – Zapytuję.
- Ty, co z tymi czołówkami? Kiedy jedziecie? – On też zapytuje.
- Hmm. Właśnie jestesmy koło Bydgoszczy. – Odpowiadam.
- Ok. Daj znać codziennie wieczorem gdzie planujecie jechać następnego dnia to wyślę Wam pogodę. – Proponuje.
- ‘Jedwabiście’! Wielkie dzięki! – Uradowany odpowiadam.

Docieramy do Gdańska. Obowiązkowy browar ze szwagrem. Idziemy spać.

Sobota
  • Start: Gdańsk Główny
  • Stop: Świnoujście

Następnego dnia rano przepakowanko, tzw. zrzut bagażu. Pakujemy się w sakwy, bierzemy matę, karimatę, namiot i śpiwory. Ooo, rowery robią się naprawdę ciężkie, trudno je podnieść, a jak fajnie zarzuca na zakrętach. Robi się strasznie. Ustalamy, że Dagmara poprowadzi nas na rowerze do dworca PKP, a Arek autem podwiezie nasze bagaże. Na pekapcu jesteśmy sporo przed czasem. Kupujemy bilety.

- Poproszę dwa normalne do Świnoujścia, do Stargardu Szczecińskiego pośpieszny, dalej ekspres, plus dwa rowery.

Pani kasjerka najwyraźniej potrzebowała chwilę, lekko się zawiesiła, przekompilowała żądanie i dawaj ciśnie w klawiaturkę. Są bilety. Do windy rower się nie zmieści. Taszczymy rowery z bagażami po schodach, to w dół, to w górę. Brawo panowie inżynierowie! Rozkładamy się na peronie wzbudzając zainteresowanie przechodniów. Podchodzi chłopak z rowerem, widać sakwiarz. Zagadujemy go i wypytujemy. Jechał ze Szczecina na Kaszuby, spał na dziko. Jeszcze jedno co pamiętam to to, że mamy uważać na końskie muchy. A co one mutanty?! Wiadomo użre, to użre, jakoś przeżyjemy. Obserwuje Gosię.

- Co Ci jest? – Grzecznie pytam.
- Boję się. – Odpowiada Gosia.
- Eee, będzie dobrze. – Pocieszam.

Przyjeżdża pociąg. Wagon pocztowy przerobiony na rowerowy. Ekstra. Pakujemy się wąskim wejściem. Wrzucam rowery, pani Dunka pomaga przestawić je dalej. Coś tam mówi, ale nie rozumiem jej. Arek wrzuca nasze sakwy, namioty i maty. Rowery zamocowane (z trudem znaleźliśmy miejsce), bagaże na widoku. Rozkładamy karimatę i jedziemy jak śledzie. Robię przegląd rowerów w wagonie: Kellys, Gazelle, Hercules, kilka poziomych. Nasze: Rockrider 5.2 (Decathlon) i Folta nie wyglądają przy nich najgorzej. Jesteśmy w Stargardzie Szczecińskim. Wypad z pociągu przebiegł sprawnie. Podjeżdżam do dyżrurki na peronie i pytam się o wagon rowerowy w ekspresie Mewa. Pan sprawdza.

- Będzie z przodu pociągu. – Oznajmia.

Z rozkładu wynika, że pociąg zatrzyma się na minutę. Mamy 60 sekund na zapakowanie naszych gratów. Podjeżdża, jest pierwszy wagon, ale gdzie jest rowerowy?! Nic, pakujemy się do pierwszego przedsionka, skutecznie blokując ludziom drogę do kibla. Sorrry! Za to stoimy w pierwszej klasie. Od konduktora dowiadujemy się o wagonie rowerowym na końcu składu. Przemieszczamy się na stacji Szczecin Główny – tam pociag stoi dłużej. Dłużej tzn. ile? 120 sekund? Spoko, damy radę. Wagon pseudo rowerowy ma 6 miejsc na bicykle. Na szczęście pusto. Echo, Eeechoo. Widać Warszawa nie lubi Świnoujścia. Świnoujście. Pierwsze wrażenie – szeroka dwupasmowa ścieżka rowerowa. Fajnie, lubią tutaj rowerzystów. Szybko docieramy do campingu, rozbijamy nasz pierwszy obóz. Sanitariaty – nie dziękuję nie tykam. Powiedzmy, że nie wzbudzają naszego zaufania, a reszta niech zostanie milczeniem. Godzina 23, spotykamy się z Prezesem i Esterą. Obowiązkowy browar. Wracamy do namiotu ok. drugiej w nocy. Idziemy spać, jutro zaczynamy naszą wielka polską wyprawę. Ciekawe co przed nami?



strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2016-08-10 13:38:33
gość:
Właśnie wróciłem z żoną z podobnej wyprawy rowerowej, właśnie trasą R-10 "Wzdłuż Bałtyku" ze Świnoujścia do Helu, po drodze odwiedzając 13 z 15 polskich latarni morskich. Też ugrzęźliśmy w bagnach za Klukami:) Zapraszam na obszerną relację z naszej perspektywy wraz ze zdjęciami na http://www.zyczpasja.pl/wyprawa-rowerowa-swinoujscie-hel/


  Mapapowiększ 







© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms