PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 




  Artykuły

kategoria: Podróże>Afryka data dodania: 2009-09-21      
autor: kopernik18

Mauritius - wyspa sympatycznych mieszkańców

ocena: 3.17przeczytano 266 razy


Początkowo miała to być podróż dookoła świata, byłem wtedy kawalerem i patrzałem z tęsknotą na wyspy Polinezji. Poza tym tyle samolotów, ciekawych widoków za oknem i niebo południowe inne niż u nas. Nie wiedziałem o istnieniu Mauritiusa. Już wspólnie z żonką doszliśmy do wniosku, że taka tułaczka w ciągu trzech tygodni po całym świecie bardziej nas zmęczy niż ucieszy. Gdy dowiedzieliśmy się więcej o tej fascynującej wyspie zapragnęliśmy tam pojechać. Była dostatecznie daleko, miała palmy na plaży i można było obserwować niebo południowe. Dodatkowo zachwalano ją jako raj na ziemi. Co prawda wiemy, że prawdziwy raj bez chorób, śmierci oraz niegodziwych ludzi to kwestia przyszłości ale piękny i zadbany ogród jest przecież możliwy. Nasza podróż zaczęła się już w styczniu gdy zarezerwowaliśmy bilety, wybraliśmy sobie też miejsca w samolotach tak aby widzieć zachód i potem w drodze powrotnej wschód słońca oraz aby nie zasłaniały nam widoku skrzydła. Zebraliśmy też mnóstwo materiałów, zdjęć i map. Znaleźliśmy hotel na pierwszy tydzień i zarezerwowaliśmy taksówkę na pierwszy objazdowy dzień po wyspie. Potem niecierpliwie odliczaliśmy tygodnie do wyjazdu. W końcu nastał ten upragniony dzień. Spakowani od tygodnia, rano znieśliśmy bagaże i potoczyliśmy się na przystanek PKS. Niestety kursowe autobusy uciekły nam z przed nosa. Ale jechał tramwaj. Dobre i to, tylko te nasze wielkogabarytowe bagaże nie ułatwiały wejścia no i nie mieliśmy biletów. Motorniczy też nie miał. Część z nich kupiłem u pasażerów a jeden dostałem, bo pani nie miała mi wydać z dużego banknotu a wszystkie drobne, zresztą pożyczone od naszej siostry, już wydałem. Dalsza podróż odbyła się bez niespodzianek. Lot do Paryża upływał pod znakiem owoców morza, bo dostaliśmy jakąś pyszną (moja żonka jej nie tknęła) wędzoną rybkę na zimno i oczywiście francuskie wino. Niestety nie widzieliśmy naszego domku bo było zachmurzenie i nie wiem czemu Francuzi nie pokazali nam też wieży Eiffla. Lotnisko CDG to ogromny moloch. Kilka terminali a te jeszcze podzielone na sektory między którymi jeździ się autobusami. Ledwo zdążyliśmy na drugi samolot. Ten kolos, mimo że zabierał pół tysiąca pasażerów, wypełniony był do ostatniego miejsca. My powędrowaliśmy na górny pokład bo system check-in przez Internet pozwolił nam dzień wcześniej wybrać tam sobie miejsce. I bardzo dobrze, bo na dole gdzie system nie przytrzymał nam miejsca wybranego w czasie rezerwacji było strasznie ciasno. Może pojedyncze osoby nie miały mniej miejsca ale taki tłum ludzi odbierał komfort lotu.Po za tym mieli tu tylko centralne telewizorya my mieliśmy Chmury i Alpy z samolotu swoje przy siedzeniach. Tu już zapachniało Mauritiusem, dostaliśmy rum. Wycieczki po samolocie zajmowały nam sporo czasu. Gdzie niegdzie były dodatkowe okienka i dzięki temu można było zobaczyć co widać po drugiej stronie. Niestety było raczej pochmurno pod nami, od czasu do czasu widać było tylko jakieś ośnieżone szczyty Alp. Tylko zachód słońca udał się nam wyśmienicie. Później widzieliśmy światła miast nad Morzem Czerwonym i pyzaty księżyc. Dostaliśmy też poduszeczki, opaski na oczy, kocyki i korki do uszu. Poszliśmy więc spać. Rano, bo na Mauritiusie była już piąta, wlecieliśmy w końcu nad skrawek lądu i pilot bezbłędnie trafił na lotnisko. U nas na zegarkach była jeszcze trzecia. Ale pora była się zbierać do wyjścia. Nasz taksówkarz czekał już na nas z tabliczką na której było nasze nazwisko. Zawsze mi się marzyło takie przywitanie na lotnisku :-). Już świtało. Pierwsze promienia dnia odsłoniły palmy. Trasa i cena były uzgodnione już wcześniej, więc bez zbędnych opóźnień pojechaliśmy do pięknej zatoczki nazywanej Blue Bay. Tam usłyszeliśmy cudowny śpiew ptaków, który zachwycał nas już co dzień rano. Taki naturalny budzik, którego jednak wcale nie masz ochoty wyłączyć. Akurat był odpływ i zauważyliśmy długie korzenie nadbrzeżnych drzew, które teraz wystawały zupełnie nieosłonięte. Potem zatrzymaliśmy się na nadbrzeżnym deptaku w Mahebourgu. Zachwycały nas góry widoczne nad zatoką. Wszędzie tu było mnóstwo psów. Nie były groźne ale wciąż nam towarzyszyły. Stamtąd kierowca zabrał nas na wspaniały punkt widokowy Le Souffleur. Jechaliśmy tam wśród pól trzciny cukrowej. Droga była coraz bardziej wyboista. Kierowca zapewniał nas, że był już tu kilka razy i wcale go to nie zraża.

strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


  Mapapowiększ 

  Mauritius

Informacje o kraju: Mauritius
Flaga - Mauritius








© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: blogi z podróży, smspower.pl - darmowa bramka sms