PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-10-02      
autor: turgor, Sebastian Korniluk

Piętaszek na Syberii

ocena: 4.25przeczytano 89 razy


Ruszyliśmy w góry, w tajgę, z dala od cywilizacji. Tam dopiero miały się potwierdzić niektóre moje wyobrażenia o koczownikach na koniach. Na razie jednak rozpoczął się przedostatni etap podróży: Barnauł - Bijsk -Tjungur. Tym razem środkiem transportu stał się autobus rejsowy, zamieniony w Bijsku na wcześniej zamówionego kamaza. W ten sposób przebyliśmy ok. 700 km (z tego sporą część nocą). Niewiele z tej drogi pamiętam, bowiem większość jej przespałem. Wiem tylko, że za Bijskiem znaleźliśmy się na Czujskim Trakcie, z którego zjechaliśmy dopiero po kilkuset kilometrach, krótko przed Tjungurem.
Tjungur przywitał nas ciszą i niebem zasłanym ciężkimi, "ołowianymi" chmurami. Przeszliśmy przez most na drugi brzeg Katunia (rzeki płynącej przez tę wioskę) i rozbiliśmy obóz. Ponieważ każdy czymś zaraz się zajął, więc i ja poszukałem sobie sensownego zajęcia. Zrobiłem prowizoryczną wędkę i poszedłem na ryby. Po półgodzinnym sterczeniu usłyszałem za plecami kroki. Myślałem, że to ktoś od nas, gdy nagle jakiś obcy głos odezwał się po rosyjsku: -Zdies ryba nie bieriot.
Przede mną stało dwóch młodych Ałtajców ubranych w podniszczone wiatrówki, drelichowe spodnie i kalosze. Nie ochłonąwszy jeszcze ze zdziwienia odpowiedziałem pierwszym słowem, jakie mi przyszło do głowy: -Niet? Musiałem mieć trochę głupi wyraz twarzy, bo obaj się uśmiechnęli. -Niet - odpowiedział ten sam, wyższy i wyglądający na starszego od swego kolegi chłopak. -Bieriot wot, tam - pokazał ręką - dalsze. Po kilku słowach chłopcy odeszli.
Zachwycony wizją wielkiego tajmienia na patelni, pobiegłem szybko na wskazane miejsce. Założyłem przynętę, wyciągnąłem z prymitywnego kołowrotka odpowiednią ilość żyłki, zarzuciłem i .... nic. Upłynęło 40 minut. Spróbowałem poprowadzić przynętę nad wodą wiedząc, że np. lipień łapie owady wyskakując z wody. Gdzie tam, też nic. Kolejne zarzucenia. Minęła jedna, druga godzina. Nic. Zacząłem myśleć, że coś jest nie tak. Albo chłopcy zrobili mi dobry dowcip, albo zabrałem się do tego niefachowo. W końcu, późnym wieczorem, zrezygnowany wróciłem do obozu. Ryb nawet nie widziałem. Potem dopiero okazało się, że użyłem niewłaściwej przynęty (nie łowi się na muchy i koniki polne tylko na czerwie).
Ałtajcy zamieszkujący owo terytorium są narodem tureckojęzycznym, potomkami dawnych Turków syberyjskich, którzy od V do IX wieku tworzyli na tych terenach duże związki państwowe. Dzisiaj zajmują się, podobnie jak ich przodkowie, głównie myślistwem i hodowlą (owiec, bydła, koni), czasem także zbieractwem. Natomiast o ile ich poprzednicy prowadzili raczej koczowniczy tryb życia, o tyle oni obecnie przechodzą coraz częściej na osiadły.
Tjungur pożegnaliśmy następnego dnia rano. Po podjechaniu 12 km traktorem ("słono" opłaconym) i ok. 10 kilometrowym marszu rozbiliśmy kolejny obóz. Od bazy dzieliło nas jeszcze 20 km. Odległość niby niewielka, ale w górach ocenia się takie rzeczy trochę inaczej. Ruszyliśmy nazajutrz o 10.00. Spora część naszej trasy wiodła przez błota i mokradła. Poznaliśmy na własnej skórze, co znaczy przedzierać się przez tajgę w terenie górskim. Wtedy też zrozumiałem, dlaczego zesłańcy nie darzyli sympatią swoich przymusowych "wakacji". Co prawda widoki były przepiękne, mijane wodospady urzekające, a roślinność ciekawa, ale mimo to nic nie jest w stanie opisać naszej radości, gdy ktoś z przodu krzyknął naraz: -Przed nami Kuczerlińskie! Jeszcze pół godziny mordęgi i wreszcie byliśmy w bazie.
Jezioro Kuczerlińskie, nad którym rozbiliśmy namioty, leży w małej, otoczonej górami dolinie na wysokości ok. 1800 m.n.p.m. Zbocza gór okalających jezioro są w większej części zalesione, co sprzyja rozwojowi różnych form życia roślinnego i zwierzęcego. Żyją tu m.in. niedźwiedź, maral (jeleń ałtajski), burunduk (bardzo śmieszna wiewiórka), świstak, suseł i żmija. To tylko te najczęściej spotykane.
Oprócz nich można spotkać także rosomaka, dosyć niebezpieczne zwierzę z rodziny łasicowatych oraz barsa - panterę śnieżną. Bars jest zwierzęciem zagrożonym, znajduje się w czerwonej księdze. Trzyma się raczej blisko szczytów, w miejscach niedostępnych dla człowieka i dlatego bardzo trudno go spotkać. Z roślin występuje badan (pol.: bergenia), wierzbówka, jagoda ałtajska, złoty korzeń (roślina podobna do żeń-szenia) oraz czarna porzeczka i truskawka. Tajga jest naprawdę hojna dla kogoś, kto potrafi korzystać z jej zasobów.
Obszar, na którym przebywaliśmy, wchodzi w skład Pasma Katuńskiego. W tym właśnie paśmie leży najwyższa góra Ałtaju - Biełucha (4506 m).


strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2009-10-06 23:00:16
gość: Kulinrok
Artykuł znam prawie na pamięć,ale zawsze z wielką radością wracam do jego treści.Napisany ze swadą,dowcipnie,prawdziwie i po mistrzowsku. Działo się tam,oj działo.Gratuluję "lekkości" napisanej relacji i przezwyciężenia trudu przemierzania nieznanych gór,w obcym kraju.


  Mapapowiększ 

  Rosja

Informacje o kraju: Rosja
Flaga - Rosja



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki