PrzezŚwiat.pl - podróże, wyprawy, relacje, turystyka
 Zobaczyć Maroko i (nie) umrzeć




  Artykuły

kategoria: Podróże>Azja data dodania: 2009-10-02      
autor: turgor, Sebastian Korniluk

Piętaszek na Syberii

ocena: 4.25przeczytano 89 razy


Kuczerlińskie jest jeziorem średniej wielkości o mlecznawo-mętnym zabarwieniu wody niosącej ze sobą różne osady lodowcowe. Swą nazwę zawdzięcza rzece Kuczerle, która przez nie przepływa. Nad tymże jeziorem mieliśmy spędzić kolejne 16 dni i nocy. Pierwsze dni przeznaczono na zwiedzanie najbliższej okolicy, "wypady" na pobliskie góry i oswajanie burunduków. Te wszędobylskie stworzonka tak się po pewnym czasie do nas przyzwyczaiły, że kiedy siedzieliśmy przy ognisku i rozmawialiśmy, one wyjadały za naszymi plecami resztki z obiadu.
W "wypadach" czasami przeszkadzał nam deszcz. W ogóle pogoda była bardzo kapryśna, chociaż normalna dla tego obszaru o tej porze roku (lipiec-sierpień). Godziny słońca często były przeplatane opadami deszczu, a pod koniec naszego pobytu zdarzały się nawet przymrozki.
Piątego dnia nareszcie udało mi się złowić ryby. Trzy piękne okazy lipienia mongolskiego (ros.: chariusa). Na kolację była zupa rybna, która stanowiła doskonałą odmianę po kaszkach, makaronach i sucharkach. Tego samego dnia przylecieli helikopterem Niemcy z Hamburga, przedstawiciele Philipsa. Prawie płakaliśmy ze śmiechu widząc ludzi w garniturkach, pod krawacikiem i z walizeczką w ręku biegających po pierwotnej puszczy, w samym sercu Azji. Ostatecznie można i tak zwiedzać świat... Dni upływały na bliższych i dalszych wycieczkach. M.in. popłynęliśmy na drugą stronę jeziora, aby obejrzeć z bliska bazę dla obcokrajowców z "twardą" walutą. Baza obejmowała kilka pięknych drewnianych domków z oświetleniem i maszynką gazową. Zaopatrzenie - oczywiście helikopterem (sami Ałtajcy jeżdżą na koniach). Wszystko po to, aby ściągnąć jak największą liczbę turystów. Tubylcy, z którymi zaprzyjaźniliśmy się nad jeziorem, "utrzymywali się" z przyjezdnych, z wynajmowania im domków, organizowania dla nich polowań itp.
Kiedy siedzieliśmy z nimi przy ognisku i rozmawialiśmy, nie byli wcale zmartwieni, że dziewicza tajga staje się coraz mniej dziewicza. W ich pojęciu więcej turystów to więcej pieniędzy, a więcej pieniędzy to lepsze życie. Czego jeszcze chcieć? Nie zdawali sobie sprawy z tego, że jeśli wedrze się tu obcy kapitał, to góry w Azji zaczną przypominać Alpy. Pojawi się sieć hoteli, dróg asfaltowych, powstaną parkingi, restauracje, zniknie zwierzyna. Niektórzy przybysze będą oczywiście uważać to za rzecz zupełnie słuszną i niezbędną w ich "turystyce". Ostatnio np. znajomy z Austrii zapytał mnie, po co ja włażę na te góry z takim ciężkim plecakiem. On może sobie szybko i wygodnie wlecieć helikopterem na Matterhorn i ma dokładnie taki sam widok. No i jak takiemu wytłumaczyć pojęcie turystyki górskiej?
Pewnego dnia, kiedy spokojnie łowiłem ryby (z rezultatem pozytywnym), spotkało mnie coś, czego absolutnie się nie spodziewałem. W pewnym momencie, przy wyciąganiu kolejnej ryby, usłyszałem nagle ... polską mowę. Na pierwszy rzut oka nic dziwnego, zważywszy, że było nas tam sześciu Polaków. Ale te głosy nie należały do nikogo z naszej grupy. Okazało się, że to dwaj studenci z Gdańska, którzy również postanowili właśnie tutaj odpocząć od wielkomiejskiej cywilizacji.
Siedemnastego dnia pobytu nad jeziorem, a dwudziestego dziewiątego wyprawy, przyszło nam opuścić gościnną dolinę i zamieszkujących ją ludzi. Ruszyliśmy do Tjunguru. Po dotarciu do wioski, następnego dnia rano, autobus rejsowy zawiózł nas do miejscowości o nazwie Ust'-Koksa. Tam znajdowało się lotnisko, z którego odlecieliśmy Jakiem 40 do Barnaułu. Przy starcie czuliśmy się co prawda trochę nieswojo, bo dzięki naszym plecakom samolot przekroczył dozwolony tonaż i odrobinę nim rzucało na pasie startowym, ale potem wszystko poszło OK. Po spędzeniu dwóch dni w Barnaule, pociągami (te same połączenia co uprzednio) dotarliśmy na granicę. Tam nastąpiła seria pytań: -Gdzie u was wodka i cigariety? A ruble, zołoto?, po których dano nam spokój. Teraz już tylko Terespol, Warszawa i Bydgoszcz. Po 38 dniach znowu w domu. Ale nie na długo!



strona: 1 | 2 | 3

oceń artykuł:


skomentuj artykuł:

twoje imię: Zaloguj się
twój komentarz:


komentarze do artykułu:


1. 2009-10-06 23:00:16
gość: Kulinrok
Artykuł znam prawie na pamięć,ale zawsze z wielką radością wracam do jego treści.Napisany ze swadą,dowcipnie,prawdziwie i po mistrzowsku. Działo się tam,oj działo.Gratuluję "lekkości" napisanej relacji i przezwyciężenia trudu przemierzania nieznanych gór,w obcym kraju.


  Mapapowiększ 

  Rosja

Informacje o kraju: Rosja
Flaga - Rosja



KONKURS NA RELACJĘ Z PODRÓŻY






© przezswiat.pl

zaprzyjaźnione strony: bramkasms.com.pl - darmowa bramka smssmspower.pl - darmowa bramka sms, doładowania, logo dzwonki